wpis50_1

Vege dzień 30 – czas na podsumowanie

30 dniowe wyzwanie z dietą wegańską dobiega końca. Dla Nas był to przede wszystkim okres, w którym mogliśmy sprawdzić swoje zdolności kulinarne, kreatywność w komponowaniu potraw oraz umiejętność organizacji i planowania.

Co ciekawe nasi znajomi przy każdym spotkaniu z zaciekawieniem dopytywali o nasze samopoczucie, jak sobie radzimy, a przede wszystkim co jemy na co dzień? Tak naprawdę ich reakcje były różne. Od zachwytu i podziwu do zniesmaczenia. Większość osób pozwoliło sobie nawet na stwierdzenie, że też mogliby spróbować diety wegańskiej ale pod warunkiem, że ktoś zająłby się przygotowaniem wszystkich posiłków włącznie z zakupami.

Naszym zdaniem podobnie jak regularne treningi, których nikt za nas nie zrobi, tak i to co jemy zależy przede wszystkim od nas samych 😉

Prawdziwe oblicze diety wegańskie

To przede wszystkim kuchnia bogata w warzywa, rośliny strączkowe, orzechy, kasze, makarony, owoce i szeroka gama przypraw. Weganizm to mnóstwo możliwości oraz kombinacji, o których nie mieliśmy do tej pory pojęcia. Większość potraw powstaje z łatwo dostępnych produktów, a ich przygotowanie nie wymaga dużych umiejętności. Jak się okazuje w domowych warunkach można wyczarować dużo pyszności.

Bez wątpienia aby nie być monotonnym, każdy weganin musi być bardzo dobrze zorganizowany. No chyba, że ktoś ogranicza się tylko do sałaty, marchewek i bananów. I tu jak pisaliśmy wcześniej pojawiają się schody, nie zawsze jest na to czas, żeby ugotować posiłek na kolejny dzień, po za tym posiłki poza domem są już sporym utrudnieniem. O ile w życiu codziennym, znając doskonale swój harmonogram dnia można sobie z tym bez problemu poradzić, o tyle w nagłych przypadkach, podczas wyjazdów służbowych czy spotkań na mieście już nie jest tak łatwo.

Bilans masy ciała

Jedno do czego musimy się przyznać to, to że jedliśmy do syta, nie licząc kalorii. Nic nie mogło się zmarnować! Doszliśmy do wniosku, że na diecie wegańskiej dość łatwo co nieco stracić. Dla Nas to same korzyści, zwłaszcza że zgubienie tego i owego na pewno nam nie zaszkodziło 😉

Aga – 1 kg

Adi – 2,5 kg

Okres świąteczny, kłopotliwy dla weganina?

Niemal tradycją jest, że w polskich domach to okres, w którym stoły niemal uginają się od jedzenia. Przygotowuje coś mama, babcia i ciocia. Każda gospodyni stara się, żeby lodówka wypełniła się świątecznymi smakołykami. I jak w tym wszystkim ma odnaleźć się weganin? My tego nie sprawdzimy. Wiemy jednak jedno, że oprócz niektórych wigilijnych potraw, weganin z pewnością nie miałby zbyt dużego wyboru. Owszem, można przygotować wszystkie potrawy samemu, ale jak to rozwiązać logistycznie? Czy teoretycznie powinniśmy przygotować kilka alternatywnych dań dla dwóch osób i wozić je ze sobą podczas każdej wizyty u rodziców, babci, cioci i znajomych? Pomijając już walkę z chęcią spróbowania tradycyjnych potraw, to z pewnością byłoby ogromne wyzwanie chociażby ze względu na dość długi okres świąteczny, który trwa kilka dni. Z czego wynika, że prowiantu musiałoby nam starczyć co najmniej na 5 dni.

Trudności na jakie natknęliśmy się przez te 30 dni

  • Brak zrozumienia i akceptacji wśród nielicznych członków rodziny i bliskich, co wymagało nieustannego tłumaczenia co to jest weganizm i dlaczego nie zjemy mięsa, ryby, sera, wędliny itd..
  • Komentarze typu: „Słyszałem, że nie masz co jeść”; „ Ile schudłaś/schudłeś i po co się tak męczysz”?
  • Brak lub bardzo niewielki wybór dań, czy ewentualnych ich kombinacji, które moglibyśmy zjeść na diecie wegańskiej w przypadkowej restauracji, pubach czy innych punktach gastronomicznych, co może być trochę problematyczne w życiu towarzyskim.
  • Konieczność zaplanowania posiłków na cały dzień, co wiąże się z dodatkową torbą i kilkoma pojemnikami noszonymi przez cały dzień. Jeśli do tego dochodzi wizyta na siłowni lub na basenie, to staje się to dość problematyczne, a komunikacja miejska z pewnością nie ułatwia tego zadania.
  • Bywały dni, w których tęskniliśmy za nabiałem – zwłaszcza na śniadanie. Tofu nawet po odpowiedniej obróbce (choć smaczne) na pewno nie zastąpi smaku prawdziwego twarożku.
  • Nabraliśmy maniery chomikowania produktów, każda wizyta w markecie wiązała się z zakupieniem czegoś „na zapas”.
  • Nie warto robić zakupów w małych osiedlowych sklepikach, trzeba się nastawić na duże zakupy w markecie. Dostępność i wybór potrzebnych produktów jest większa i co ważne tańsza.
  • Przykładowo puszka ciecierzycy w markecie kosztuje średnio 2,60-3,50 zł, tymczasem w pobliskim sklepie albo po prostu jej nie ma, albo wybór jest marny, dodatkowo jeśli okaże się (tak jak w naszym przypadku), że jest gotowana na parze – cena wzrasta prawie dwukrotnie!

Pozytywne zaskoczenie na jakie natknęliśmy się przez te 30 dni

  • Poczucie lekkości, ustąpienie dotychczasowych dolegliwości trawiennych, przyśpieszenie metabolizmu :)
  • Przygotowana kolacja wegańska przez naszą przyjaciółkę, akceptacja naszego wyboru i włożenie dużego wysiłku w organizację spotkania.
  • Nowe smaki, kombinację, duże zaskoczenie, że w domowych warunkach można zrobić smacznego: burgera, kebaba, nutelle, masło orzechowe, majonez, pizze, różnego rodzaju smarowidła na pieczywo, pesto, zupy, kremy, koktajle, lody i tak można by wymieniać bez końca… Bezkonkurencyjny smakowo okazał się wegański smalec!
  • Nasze posiłki stały się dużo bardziej urozmaicone! Na pewno nie będziemy się już ograniczać do zwykłego makaronu ze szpinakiem, z piersią z kurczaka, bo najzwyczajniej nie mamy na to ochoty.
  • Na terenie Warszawy pojawiły się liczne punkty gastronomiczne tylko i wyłącznie z kuchnią wegańską, gdzie można przetestować nowe smaki. My do tej pory słyszeliśmy o jednej takiej restauracji i to tylko dlatego, że niemal codziennie mijamy ją w drodze do pracy.
  • Zaskakujące jest to, że przez cały okres stosowania diety byliśmy na tyle zdeterminowani, żeby wieczorem przygotować posiłek na kolejny dzień, a rano wszystko to spakować i zabrać ze sobą do pracy.
  • Robiąc zakupy w weekend, zazwyczaj nic oprócz pieczywa nie musieliśmy dodatkowo kupować. Dzięki temu nasz budżet nie został nadwyrężony.
  • Nasze smaki i zmysły zostały wyostrzone, jeśli ktoś jadł obok batonika czy serek homogenizowany bez problemu udało się go szybko zlokalizować.
  • Większość sprawdzonych przepisów jest już w naszych głowach, w ciągu tego okresu do gusty przypadły nam pasty do pieczywa i wegańska pizza, wszystko to robiliśmy kilkakrotnie.

A co dalej?

Zmieniamy nasze nawyki żywieniowe. Wplatamy nowe smaki i potrawy do naszej diety. Nadal będziemy szukać nowych rozwiązań i chętnie będziemy korzystać z dotychczasowych inspiracji, jakimi były liczne blogi kulinarne. Nie wykluczamy, że w niedługim czasie ponownie wrócimy do reguł jakimi kieruje się weganizm.

Mamy nadzieję, że planowanie posiłków i przygotowanie ich w domu, czyli żywienie tylko tym co sami przygotujemy, weszło nam już w krew! :)

„Łatwiej niż myślisz”? Tak! Było łatwiej niż byśmy przypuszczali :)

 

  • Ola

    fajnie, że byliście w tym we dwoje! Gratki! U mnie dochodzi ograniczenie jeszcze kilku rzeczy, więc wiem co mówicie mając na myśli organizację i zakupy.

    • NaDystansie.pl

      faktycznie we dwójkę jest raźniej i do tego łatwiej jest się wzajemnie motywować :)