Projekt bez tytułu - 2020-06-07T105650.952

Co dała mi pandemia? Moja nowa niecodzienna codzienność

To był dla nas wszystkich bardzo trudny czas, w którym mieliśmy szansę sprawdzić się w dość ekstremalnych warunkach. Zwykła codzienność zmieniła się, już nieodwracalnie. Co przewrotnie dała mi pandemia?

Mimo tego, że wiele stref naszego życia została już odmrożona i mamy coraz mniej obostrzeń, to ciągle z tyłu głowy pojawia się myśl „to jeszcze nie koniec”. Póki co, nadal pracuję zdalnie. I choć siedzę przez 8 godzin na twardym krześle w kuchni, a początki nie były łatwe, to teraz nie wiem czy chcę wracać do biura! Co się zmieniło? Kiedy byliśmy „zamknięci” w domach, wszystko działo się w jednym miejscu. Dosłownie! Brakowało mi swobody i spontanicznych wyjść. Czułam się ograniczona. Na dzień dzisiejszy, możemy się przemieszczać, odwiedzać najbliższych i biegać bez maseczki! Ba! Nawet towarzysko do knajpy można wyskoczyć – choć, ten punkt jeszcze mam do nadrobienia. Dzięki tym drobnym zmianom, łatwiej jest mi znaleźć balans między pracą, obowiązkami domowymi i życiem poza domem – bo to w końcu jest. Dostrzegam nawet trochę plusów i o tych plusach będzie mowa.
Projekt bez tytułu - 2020-06-07T080338.398

Choć bywały momenty frustrujące, to muszę się wam przyznać, że nie było aż tak źle. Czas pandemii wiele mnie nauczył i uświadomił, że człowiek jest wstanie przystosować się do różnych warunków. Do tego całkiem dobrze sobie w nich radzi. Moje wnioski po 3 miesiącach:

  1. Praca zdalna/ w domu daje mi co najmniej dwie dodatkowe godziny w ciągu dnia. Tyle mniej więcej zajmuje mi dojazd i powrót z pracy. Wszystko zależy oczywiście od natężenia ruchu na trasie Tarchomin – Wilanów -Tarchomin. Kiedy pracuję w domu mogę wstać o 7:00 zrobić godzinny trening i spokojnie przygotować się do pracy. Jeśli jednak wykorzystam ten czas inaczej, punktualnie o 17:00 jestem już wolnym człowiekiem! (lubię swoją pracę, ale wiecie o co chodzi). Przebieram się i właściwie po kwadransie jestem już gotowa do wyjścia. Dla porównania, wcześniej o 17:15 dopiero wychodziłam z pracy a przy dobrych wiatrach o 18:30 byłam w domu…
  2. Biegam więcej po lesie, rzadziej po wale wzdłuż Wisły czy chodniku. Okazało się, że ten las wcale nie jest tak daleko i nie musi być tylko weekendową alternatywą. Zazwyczaj przetransportowuje się tam samochodem, to jakieś 10 minut jazdy. A potem cieszę się zielenią, pięknym zapachem i wolnością!
    Projekt bez tytułu - 2020-06-07T082920.252
  3. Znalazłam „swoją” trasę do siły biegowej. W końcu pokusiłam się o wyznaczenia w lesie własnej ścieżki, która świetnie sprawdza się podczas treningów. Mierzy około 1600 metrów i porządnie wchodzi w nogi! Dzięki takiej pętelce łatwiej jest mi zmobilizować się do wykonania tego typu treningu i mam porównanie w jakim tempie pokonuję każde okrążenie. Zakładam sobie wcześniej ilość takich powtórzeń i wtedy (jako typ zadaniowca) bez problemu realizuję swój plan.
  4. Co prawda nie upiekłam domowego chleba i nie biłam się o drożdże w sklepie, ale doceniam poranną kawę i ŚNIADANIE! Tego nie chciałabym oddać już nigdy! Bo wreszcie mam na to czas! Bo jem to, na co mam ochotę i nie ograniczam się w swoich zachciankach. Dzięki temu, lepiej funkcjonuję i nie kupuję bezsensownych przekąsek.
    Projekt bez tytułu - 2020-06-07T081535.532
  5. Trenuję w domu! Co dokładnie? Nazwałabym to po prostu treningiem uzupełniającym – tak w skrócie. Póki co, chyba mi to wystarczy i nie wiem kiedy odnowię kartę Multisport. Uzupełniłam domowy sprzęt o nowe gumy i hantle, ćwiczę wtedy, kiedy chcę i znów nie tracę czasu na dojazd. Co prawda, siłownia ma wiele zalet i nie mówię jej NIE, ale przez okres letni jestem wstanie obejść się bez niej. Po za tym mogę swobodnie się nagrywać i łatwiej jest mi ocenić, co muszę jeszcze poprawić w kwestii technicznej.
    Projekt bez tytułu - 2020-06-07T091429.889
  6. W końcu odpaliłam trenażer i zdążyłam go nawet popsuć (to akurat mały minusik). Na szczęście Adi go naprawił i muszę przyznać, że przełamałam niechęć do tego sprzętu. Znalazłam sposób na kręcenie w domu i na balkonie, tak żeby czas spędzony na siodełku nie kojarzył się tylko z „ile jeszcze?”. I tak albo wymyślam sobie konkretny cel treningowy, albo kręcę i oglądam serial.
    Projekt bez tytułu - 2020-06-07T092706.535
  7. Siódmy punkt zostawiam Tobie! Daj znać, co udało ci się zrobić/ zmienić w tym czasie :)
  • Julia Pieragowska

    ja znalazlam więcej czasu na nauke przed egzaminami oraz na spotkania ze znajomymi. Nigdy nie lubiłam siedzieć w domu, a teraz zauważyłam, że to wcale nie jest takie złe. Zaczęłam ćwiczyć joge i nie tylko, cały czas próbuje czegos nowego, i zaczelam spędzać bardzo dużo czasu w lesie, mimo, że wcześniej już wiele czasu tam siedziałam, ponieważ biegam na orientację, to teraz biegam sobie po górkach itp. po wygranym city trailu zrozumiałam, że to coś dla mnie❤