swieta_01_slider

Talerz biegacza, jeść czy nie jeść?

Kto z Was słyszy czasem, poniższe stwierdzenia?

  • „oooo Wy to możecie jeść co chcecie i tak to wszystko wybiegacie..”
  • „ jeszcze jeden kawałek Ci nie zaszkodzi, musisz mieć siłę!..”
  • „czy Ty w ogóle coś jesz, jesteś taki/-a chudy/-a?..”
  • „musisz się porządnie najeść przed tym maratonem, taka bułeczka to za mało!…”
  • „na jakiej jesteście diecie, liczycie sobie kcal, czy Wy w ogóle jadacie mięso?”
  • „oooo, Ty to na pewno nie możesz jeść takich rzeczy, musisz trzymać linię..” – patrz ciastka i inne słodkości! :)
  • „..i Ty się tym najesz, ja to bym tak nie mógł/-a, bez mięsa, bez ziemniaków..?”
  • „to Wy pijecie alkohol?!?”

To prawda, że nie możemy jeść wszystkiego jak leci bez opamiętania, bo zamiast biegania uprawialibyśmy sumo. To jednak nie oznacza, że z uporem maniaka liczymy spożyte kcal i zapijamy głód wodą. Staramy się „jeść mądrze”, wiemy co nam służy, a co szczególnie nie sprawdza się np. przed treningiem. Nie jesteśmy zawodowymi sportowcami, dlatego wychodzimy z założenia, że wszystko jest dla ludzi, tylko warto w tym wszystkim zachować umiar. Nasza dieta, przy wysiłku jaki wykonujemy na co dzień, przewiduje też słodkie kalorie – których faktycznie moglibyśmy unikać trochę częściej, ale czy naprawdę byłoby warto?

Zdajemy sobie sprawę, że każdy dodatkowy kilogram, jest jednocześnie dodatkowym bagażem do dźwigania podczas biegu. Dlatego staramy się trzymać fason i nie przekraczać punktów granicznych na wadze. W okresie zimowym jest zazwyczaj znacznie trudniej utrzymać wagę w ryzach, za to latem problem jest już mniejszy. W okresie wakacyjnym jadamy znacznie więcej sezonowych owoców i warzyw, dużo więcej pijemy wody, a zimą nie narzekamy na apetyt, szczególnie podczas długich wieczorów. O ile w okresie przygotowawczym jeszcze tak bardzo się tym nie martwimy, to w okresie startowym przywiązujemy do masy ciała już znacznie większą uwagę.

Wiemy też przy jakiej masie ciała czujemy się faktycznie dobrze, kiedy czujemy się swobodnie podczas treningów i jak ciężko jest biegać lekko, kiedy grawitacja z niebywałą siłą przyciąga do ziemi z powodu zbędnych kilogramów.

Wydaje nam się, że bez względu na to co robimy na co dzień,tak czy siak warto zwracać uwagę na to co ląduje na nasze talerze, to nie powinny być przypadkowe produkty ale dieta nie powinna być też obsesją. My zazwyczaj sami przygotowujemy posiłki na cały dzień i bardzo rzadko jemy coś na mieście. Jeśli decydujemy się na wizytę w restauracji, to też nie są to gigantyczne porcje ociekające tłuszczem, popite beczką piwa. W zasadzie na co dzień jadamy często potrawy, które nawet nie leżały koło mięsa. Jest dużo warzyw, bo czasem romansujemy z kuchnia wegańską.

Lubimy teorię „trenuję, żeby jeść to, na co mam ochotę..”. Nie oznacza to jednak, że opychamy się ciastkami i fast food’em na co dzień. Nasza dieta nie jest idealna i czasami pozwalamy sobie na tzw. śmieci, ale z reguły nie wychodzi nam to na zdrowie. Często zdarza nam się odchorować imieniny u cioci, zbyt późny i obfity posiłek wieczorem, czy wizytę u znajomych. Przyzwyczailiśmy się do regularnych posiłków, w małych ilościach. Dla przykładu, taki dwudaniowy obiad składający się z zupy i schabowego z dodatkami + porządny deser, znacząco przekracza Nasze możliwości.

Sport i aktywność pomaga Nam w utrzymaniu szczupłej sylwetki, bardzo wyraźnie widać to podczas okresu roztrenowania, w tym czasie bez większego nakładu pracy jest Nas coraz więcej.

Szczerze podziwiamy osoby, które są wstanie samą dietą (ale z wieloma wyrzeczeniami!) zrzucić zbędne kilogramy. Nie jesteśmy przekonani, czy któreś z nas byłoby w stanie trzymać się konkretnych wytycznych co do diety. Bo o ile zdrowo nie znaczy niesmacznie, to jednak każde z Nas od czasu do czasu ma własne zachcianki. Mamy też świadomość, że nie jesteśmy typowymi szczupakami i być może w kwestii diety można byłoby trochę poeksperymentować i co nieco poprawić.

Z doświadczenia wiemy, że codzienny rytm dnia i posiłki przygotowane przez Nas świetnie nam służą i rzadko narzekamy na jakiekolwiek dolegliwości. Za to niemal zawsze kiedy dajemy ponieść się fantazji i łakomstwo bierze górę (np. w okresie świątecznym), czujemy się jak napompowane balony! Dlatego warto zachować umiar, o którym pisałam wcześniej, ale nie ma co zaciskać pasa i uciekać od świątecznych stołów! Rozpieszczajmy podniebienia podczas świąt, a czasu spędzonego przy stole nie traćmy na liczenie kalorii!