wpadki_01_slider

Nasze maratońskie wpadki

Już za moment, już za chwilę Orlen Warsaw Marathon!
Być może dla wielu z Was będzie to wyczekiwany debiut, dlatego oprócz przygotowania fizycznego warto dograć jak najwięcej szczegółów dotyczących całej otoczki związanej z tą imprezą. Jeśli ktoś z Was choć raz zmierzył się już z dystansem 42,195km, to istnieje szansa, że zdobyliście choć garść doświadczenia i kolejny start będzie już nieco bliższy do upragnionego ideału.

Podobno najlepiej człowiek uczy się na własnych błędach, ale czasem można ich uniknąć podglądając innych. Warto poszperać trochę w internecie albo po prostu popytać wśród znajomych i upewnić się na co powinniście zwrócić szczególną uwagę. Musicie być świadomi jak wiele pułapek na Was czyha. Najczęściej, zupełnie nieświadomie sami sprowadzamy na siebie niechybny koniec.

Przed maratońskim dystansem biegacz zamienia się poniekąd w stratega. Liczyć się musi z wieloma zmiennymi, takimi jak np.: pogoda, samopoczucie, opóźniony start, zmiana ruchu drogowego, kolejki w depozycie i wiele, wiele innych.

Specjalnie dla Was zebraliśmy (jak się okazało) całkiem sporo błędów, które popełniliśmy podczas naszych maratonów. Macie szczęście, bo jest duże prawdopodobieństwo, że Wy ustrzeżecie się od kilku uchybień.

Maraton Warszawski, 2012

Adi: To była kompletna porażka! Teraz, z perspektywy czasu, wiem że udział w maratonie bez jakiegokolwiek przygotowania nie ma sensu! Nawet 3 miesięczne tuptanie i pokonanie 25 kilometrowego odcinka nie daje zielonego światła, żeby pobiec w maratonie.

Adi: Zupełnie nie dostosowałem stroju startowego do panującej pogody. Kategorycznym błędem okazały się za grube spodenki (rzecz jasna nie wełniane!) oraz termiczna, czarna koszulka. Mimo, że miała ona krótki rękaw, to jednak na tak długi wysiłek nie ma potrzeba zakładać nic ciepłego.

Maraton Warszawski, 2013

Adi: Od początku tego maratonu zbagatelizowałem odżywianie, na trasę zabrałem ze sobą za mało żeli, zapomniałem również o odpowiednim nawodnieniu. Ostatecznie na 25km lekko mnie odcięło – musiałem doładować energię na punkcie odżywczym. Obecnie staram się korzystać z każdego punktu z wodą, choćby to miał być tylko mały łyk.

wpadki_03

Orlen Warsaw Marathon, 2014

Aga: Na pierwszy maraton założyłam moje ulubione ale już mocno sfatygowane buty. Jak się domyślacie, skończyło się porządnymi odciskami. O ile na treningach moje asicsy spisywały się na medal, to już podczas tak długiego wysiłku kompletnie się nie sprawdziły! Stopy spuchły i nagle okazało się, że z kilometra na kilometr komfort biegu był coraz mniejszy.

Aga: Podczas tego samego startu zdecydowałam się na zabranie ze sobą saszetki na żele, wybrany model okazał się jak traf kulą w płot. Niezależnie jak mocno ściągnięty był pas, podczas każdego kroku saszetka podskakiwała niemal pod same pachy! Uwierzcie, że taki szczegół może sporo namieszać!

Aga: Przeceniłam swoje możliwości i pełna euforii wystartowałam niczym torpeda, a pierwszą część dystansu pobiegłam grubo poniżej 5min/km. Zbyt szybki początek, niedostosowany do poziomu mojego wytrenowania spowodował, że od 30km pamiętam niemal każdy krok! Na trasie ratowały mnie jedynie kubki zimnej wody, które potraktowałam jako sole trzeźwiące.

Aga i Adi: O mały włos spóźnilibyśmy się na rozgrzewkę. Okazało się, że warto dokładnie sprawdzić jak w dniu startu został zmieniony ruch uliczny. My na pewniaka wjechaliśmy w drogę, która tego dnia była przeznaczona tylko i wyłącznie dla transportu miejskiego. W rezultacie zostaliśmy zatrzymani przez służby porządkowe. Na szczęście Panowie okazali swoje politowanie kiedy zobaczyli nas w strojach sportowych! Upiekło nam się!

Aga: Przed biegiem ustawiłam sobie zakres tempa, w którym planowałam biec, zegarek miał mnie informować sygnałem dźwiękowym za każdym razem kiedy tempo biegu spadało lub było zbyt szybkie. W rezultacie mój garmin piszczał niemal cały czas! Dźwięk zegarka jeszcze na długo po biegu huczał mi w głowie, a irytacja podczas maratonu momentami sięgała zenitu!

Cracovia Maraton, 2014

Adi: Na 37 km poniosła mnie fantazja, poczułem potworny głód i bez opamiętania napchałem się bananami i czekoladą do tego stopnia, że nie mogłem się ruszyć i czułem się jak bańka-wstańka. W sumie nie wyobrażam sobie w tej chwili w ogóle korzystać z takiego typu punktu odżywczego.

wpadki_02

Maraton Warszawski, 2015

Aga: Zabrałam ze sobą buteleczkę z vitargo, która wydawała się bardzo poręczna, ale niestety miała standardową nakrętkę. Każda próba napicia się wymagała ode mnie ogromnej precyzji, inaczej cała zawartość wylądowała by na mojej koszulce, a w najgorszym wypadku w nosie!

Jak widać tendencja do popełniania błędów jest u nas coraz mniejsza, co oznacza że potrafimy wyciągać wnioski. Zdajemy sobie jednak sprawę, że o idealny start – o ile w ogóle taki istnieje – jest zadbać naprawdę bardzo trudno. Mimo tego, warto włożyć odrobinę wysiłku, żeby w tym dniu uniknąć jak najwięcej mankamentów. Bez względu na to, na jaki czas biegniecie pomyślcie o swoim komforcie, bo trzeba sobie uświadomić, że podczas 42,195km może naprawdę bardzo dużo się wydarzyć!