<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>NaDystansie.pl &#187; bieg rzeżnika</title>
	<atom:link href="http://www.nadystansie.pl/tag/bieg-rzeznika/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.nadystansie.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 15 Jan 2021 09:39:13 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	
	<item>
		<title>Przekombinowana strategia – Bieg Rzeźnika 2016 (cz. 2)</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/przekombinowana-strategia-bieg-rzeznika-2016-cz-2/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/przekombinowana-strategia-bieg-rzeznika-2016-cz-2/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 13 Jun 2016 08:50:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Starty]]></category>
		<category><![CDATA[Ultra]]></category>
		<category><![CDATA[bieg rzeżnika]]></category>
		<category><![CDATA[biegi górskie]]></category>
		<category><![CDATA[bieszczady]]></category>
		<category><![CDATA[nadystansie]]></category>
		<category><![CDATA[slider]]></category>
		<category><![CDATA[ultra]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nadystansie.pl/?p=1704</guid>
		<description><![CDATA[Mija kolejny tydzień od startu w Bieszczadach, a ja w dalszym ciągu nie mogę się wewnętrznie pogodzić z tym co spotkało mnie na trasie. Jak mogłem być tak naiwny i myśleć, że 200 ml wody wystarczy mi na 32-dwukilometrowy dystans – i to po górach?!? JA, pierwszy strateg naszego biegowego duetu! Nadal nie umiem odpowiedzieć [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Mija kolejny tydzień od startu w Bieszczadach, a ja w dalszym ciągu nie mogę się wewnętrznie pogodzić z tym co spotkało mnie na trasie. Jak mogłem być tak naiwny i myśleć, że 200 ml wody wystarczy mi na 32-dwukilometrowy dystans – i to po górach?!? JA, pierwszy strateg naszego biegowego duetu! Nadal nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie. Postaram się jednak przybliżyć Wam skąd wziął się ten pomysł i jaki miał on wpływ na dalszy przebieg Biegu Rzeźnika.</p>
<p>Zaraz po <span style="text-decoration: underline;"><a href="http://www.nadystansie.pl/moja-strategia-na-maraton/" target="_blank">wiosennym maratonie</a></span> zacząłem planować Nasz start. Jedna rzecz jaką musieliśmy wcześniej załatwić to nocleg, bowiem w okresie Rzeźnickiego Festiwalu wynajęcie pokoju w Cisnej lub okolicach graniczy z cudem. Ostatecznie zarezerwowaliśmy miejsce w domku w Strzebowiskach (ok. 9km od Cisnej).</p>
<p>Im bliżej było wyjazdu, tym mocniej odczuwaliśmy zdenerwowanie. Ostatnie noce nie należały do w pełni przespanych, a to wszystko za sprawą oczekiwań, które wraz ze wzrostem formy poszybowały do góry względem ubiegłego roku. Jeszcze zanim zmieniono trasę, na poważnie rozważałem złamanie 10h &#8211; chociaż oficjalnie nigdzie się do tego nie przyznawaliśmy. Nowa trasa wymusiła zmianę strategii i zaplanowanie drugiej części biegu wyłącznie w odniesieniu do naszego samopoczucia, bez możliwości porównania czasów.</p>
<p>Niezależnie od poziomu trudności, czy długości trasy &#8211; jedno było pewne &#8211; po raz kolejny zamierzaliśmy zabrać ze sobą kamerę w celu uwiecznienia kolejnej górskiej przygody (<span style="text-decoration: underline;"><strong><a href="http://www.nadystansie.pl/xiii-bieg-rzeznika-2016-wideo/" target="_blank">zobacz video</a></strong></span>).</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik_10.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1646" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik_10.jpg" alt="rzeznik_10" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Cisna, 26.05.2016</strong></p>
<p>Po odbiorze pakietów przyszedł czas na przygotowanie przepaków. Tak jak już Aga wspomniała wcześniej, mieliśmy do dyspozycji worki na 3 przepaki: <strong>Cisna (32km)</strong>, <strong>Stokówka (49 km)</strong> i <strong>Meta w Żubraczem (82 km)</strong>. Worek z oznaczeniem „Meta” pozostawiliśmy pusty, podejmując wspólnie decyzję, że jeżeli nawet zdecydujemy się na dalszy bieg i zrobienie Hardcore`a to napełnimy tylko bukłaki wodą i ruszymy w drogę. Dłuższą natomiast chwilę zajęło Nam przygotowanie pozostałych dwóch przepaków. Rozłożyliśmy wszystkie rzeczy (m.in.: <em>żele, batony, plecaki z bukłakami, rozrobione węglowodany, dokumenty, telefony, baterie do kamery</em>) i zaczęliśmy wymieniać za i przeciw, co gdzie spakować.</p>
<p>W pierwotnej wersji na pierwszy odcinek do Cisnej mieliśmy wziąć ze sobą tylko saszetki na biodra z telefonem, dokumentami i kilkoma żelami, plus bidon (200 ml) z wodą do ręki. Na przepaku natomiast chcieliśmy szybko odebrać gotowe plecaki z całym ekwipunkiem i wcześniej przygotowanymi bukłakami z rozrobionym izotonikiem. Na szczęście w porę się opamiętaliśmy i plecaki zabraliśmy ze sobą na start. Niestety w naszych głowach powstało błędne myślenie, że do Cisnej dolecimy tylko z dwoma bidonami i tym sposobem 2-litrowe bukłaki razem z żelami i vitargo trafiły na pierwszy przepak. <strong>Prawdopodobnie była to główna przyczyna mojego kryzysu na początkowych kilometrach.</strong></p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik2_06.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1712" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik2_06.jpg" alt="rzeznik2_06" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Kierunek Komańcza, 27.05.2016, godz: 1:30</strong></p>
<p>Dojechaliśmy do Cisnej, zaparkowaliśmy i zajęliśmy miejsce w autokarze, który miał nas zawieźć na start. Zaraz po ruszeniu z Cisnej, powiedziałem do Agi, że zaczynam być głodny. W sumie nic dziwnego skoro przed wyjściem wciągnąłem tylko banana, dlatego że bo po obfitej kolacji nie chciało mi się nic jeść. Perspektywa kilkudziestu kilometrów na samych żelach nie wyglądała różowo. Dobrze, że miałem w plecaku batona energetycznego, to chociaż na chwilę wypełniłem czymś żołądek. Podejrzewam, że to kolejna rzecz, która wpłynęła na moje samopoczucie.</p>
<p><strong>Start</strong></p>
<p>Adrenalina zrobiła swoje, a ja na chwilę zapomniałem o głodzie i zająłem się nagrywaniem filmików. Pierwsze kilometry mijały jeden po drugim. Czułem się bardzo dobrze. Przed 10km wciągnąłem pierwszego żela, i jednocześnie przygotowałem jednego dla Agi. Piliśmy małymi łyczkami co 5km. Światło czołówki pomagało w pokonywaniu kolejnych przeszkód. Wszystko szło po naszej myśli, a my biegliśmy z nastawieniem, że tegoroczną górską przygodę zamkniemy na setnym kilometrze.</p>
<p><strong>Szybko jednak przyjemny bieg zamienił się w ciężką przeprawę.</strong> Zacząłem czuć ogromne zmęczenie. Miałem ochotę choćby na chwilę położyć się na ziemi, zamknąć oczy i zdrzemnąć. Tylko dzięki Agnieszce, która parła do przodu, nie dawałem za wygraną i w większości marszem pokonywałem kolejne metry. Na zmianę brałem a to żel, a to Dextro Energy, mając nadzieję, że to tylko chwilowy spadek energii i zaraz wrócę do pełni sił. Niestety, nie dość że kilometry strasznie się dłużyły, to jeszcze skończyła nam się woda &#8211; bodajże na 20km. <strong>Po cichu modliłem się, żeby tylko dobiec do Cisnej.</strong> Naprawdę miałem ochotę zakończyć na pierwszym przepaku. Nie mówiłem nic Adze, ale w stanie w którym byłem nie było mowy o kontynuowaniu biegu.</p>
<div id="attachment_1710" style="width: 831px" class="wp-caption aligncenter"><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik2_04.jpg"><img class="wp-image-1710 size-full" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik2_04.jpg" alt="rzeznik2_04" width="821" height="500" /></a><p class="wp-caption-text">fot.: www.beintime.info</p></div>
<p><strong>Przepak Cisna, godz: 6:35</strong></p>
<p>W amoku biegałem po orliku, z jednego miejsca na drugie &#8211; szkoda, że nikt tego nie nagrał. Jednym łykiem wypiłem 200 może 300 ml vitargo i zacząłem szukać jedzenia. Smaku <strong>TEJ</strong> pomidorowej nie zapomnę jeszcze długo. Odchyliłem głowę do tyłu i całą zawartość miski po prostu w siebie wlałem. Poczułem przyjemne ciepło w żołądku. Chwyciłem plecak i razem wybiegliśmy na kolejny odcinek trasy. Obiecałem sobie, że jeżeli mi się nie poprawki to na kolejnym postoju zejdę.</p>
<p>Przez moją niedyspozycję, nie dość że traciliśmy coraz bardziej do trzeciego mixa to jeszcze zaraz za przepakiem pomyliłem trasę. Powrót na właściwą ścieżkę zajął nam kilka minut w ciągu których kolejna damsko-męska para nas przegoniła, ale wtedy nie miało to już dla mnie większego znaczenia. Nawet kamerę przejęła Aga, żeby było mi lżej podchodzić pod Okrąglik.</p>
<p>Pięć, sześć kilometrów za Cisną zacząłem czuć, że wracają mi siły. Pomidorowa oraz izotonik, który popijałem co kilka kroków powoli stawiały mnie na nogi. Już nie czułem głodu i wiedziałem, że na kolejnym przepaku znów sięgnę po zupę. Wzniesienia pokonywaliśmy coraz to żwawszym krokiem, a jak tylko pojawiały się wypłaszczenia to Aga mocno motywowała mnie do truchtu. Z każdym kilometrem było coraz lepiej, nawet zacząłem sobie żartować z innymi biegaczami, a przypadkowych kibiców pytałem, czy nie mają może zimnego piwka.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik2_02.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1708" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik2_02.jpg" alt="rzeznik2_02" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Przepak Stokówka, godz: 9:09</strong></p>
<p>Zbieg na drogę Mirka, podobnie jak rok temu dał Nam w kość, choć lepszym określeniem byłoby wszedł nam nieźle w czwórki. Teraz to ja przejąłem „pałeczkę” w przenośni i dosłownie &#8211; bo wziąłem od Agi kamerę i znów zacząłem kręcić ujęcia do filmu.</p>
<p>Na przepaku szybko napełniliśmy bukłaki wodą &#8211; już nie dodawaliśmy izotonika, bo było nam za słodko. Wypiliśmy kolejną dawkę węglowodanów, a ja oczywiście sięgnąłem ponownie po pomidorówkę i ruszyliśmy w drogę. W tym roku spędziliśmy znacznie mniej czasu na drugim punkcie, ale oboje uważamy, że da się ten czas jeszcze skrócić.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik2_07.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1713" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik2_07.jpg" alt="rzeznik2_07" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Pod górę, ciągle pod górę</strong></p>
<p>Nie do końca byłem świadomy co Nas czeka dalej. Długie na ponad kilometr podejście, które niemiłosiernie się ciągnęło. A jak zrobiło się trochę płasko i zaczęliśmy biec to za chwilę znów robiło się stromo i trzeba było przejść do marszu. Plusem tej zmienionej trasy było to, że w większej części szło i biegło się pośród drzew, dzięki czemu słońce w tym roku tak mocno nas nie zmęczyło.</p>
<p>Teraz to Aga zaczęła trochę słabnąć i lekko marudzić, ale mimo tego dotrzymywała mi kroku. Plan na najbliższe kilometry był następujący: robimy żwawe podejścia, a następnie zbiegamy ile sił w nogach. Nie było to jednak takie proste, zwłaszcza że mięśnie już dawno zaczęły odmawiać posłuszeństwa.</p>
<p>Zaraz za ostatnim punktem kontrolnym najpierw zaczęło kropić, a chwilę później spadła na nas „ściana” wody &#8211; może to śmiesznie brzmieć, ale tak właśnie odczuliśmy zmianę pogody. Zrobiło się zimno, a nasze obolałe stopy na przemian, a to zatapiały się w błocie, a to ślizgały się po mokrych kamieniach.</p>
<div id="attachment_1711" style="width: 831px" class="wp-caption aligncenter"><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik2_05.jpg"><img class="size-full wp-image-1711" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik2_05.jpg" alt="Punkt kontrolny - Przełęcz nad Roztokami || fot.: Marcin Balicki" width="821" height="500" /></a><p class="wp-caption-text">Punkt kontrolny &#8211; Przełęcz nad Roztokami || fot.: Marcin Balicki</p></div>
<p><strong>Ostatnia asfaltowa do mety</strong></p>
<p>Kto to kurna wymyślił! Trzy kilometry &#8211; góra, dół &#8211; do mety, po asfalcie, serio?! Oboje mieliśmy już serdecznie dość tegorocznego Rzeźnika, a o Hardcore`rze nie było mowy w tym roku. Dla pewności spytałem się Agi czy kończymy w Żubraczem, a Ona tylko wymownie spojrzała na mnie i nic nie powiedziała. Całe szczęście, że nie chciała biec dalej, bo chyba tym razem już nie byłbym w stanie zmusić się do dalszego wysyłku. <strong>Dotarliśmy do mety &#8211; czas: 11:03:15</strong>. Zmęczeni, ale i zadowoleni odebraliśmy medale, wypiliśmy colę i kilka łyków rzeźnickiego piwa, po czym wsiedliśmy do busa, który zawiózł Nas do Cisnej, gdzie stał zaparkowany samochód.</p>
<p>…</p>
<p>Po powrocie do Strzebowisk, rzuciliśmy wszystko na ziemię, wzięliśmy prysznic i położyliśmy się spać. Jeszcze nigdy nie czułem tak potwornego zmęczenia. Na szczęście było to tylko chwilowe, a kilka godzin snu pomogło zregenerować organizm.</p>
<p>Tegoroczny Bieg Rzeźnika dostarczył Nam cennych lekcji, z których wyciągniemy wnioski. Przydadzą się one podczas kolejnych górskich biegów nie tylko w Bieszczadach. <strong>Jednocześnie mam nadzieję, że w przyszłym roku uda Nam się znów pobiec czerwonym szlakiem, który będzie prowadził przez Caryńską.</strong> <img src="http://www.nadystansie.pl/wp-includes/images/smilies/simple-smile.png" alt=":)" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/przekombinowana-strategia-bieg-rzeznika-2016-cz-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1607</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prawdziwy egzamin Partnerstwa &#8211; Bieg Rzeźnika 2016 (cz.1)</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/prawdziwy-egzamin-partnerstwa-bieg-rzeznika-2016-cz-1/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/prawdziwy-egzamin-partnerstwa-bieg-rzeznika-2016-cz-1/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Jun 2016 23:25:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Starty]]></category>
		<category><![CDATA[Ultra]]></category>
		<category><![CDATA[bieg rzeżnika]]></category>
		<category><![CDATA[biegi górskie]]></category>
		<category><![CDATA[bieszczady]]></category>
		<category><![CDATA[nadystansie]]></category>
		<category><![CDATA[slider]]></category>
		<category><![CDATA[ultra]]></category>
		<category><![CDATA[wkładki ortopedyczne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nadystansie.pl/?p=1631</guid>
		<description><![CDATA[Nic dwa razy się nie zdarza. Każdy bieg jest inny, zawsze uczymy się czegoś nowego...]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Nic dwa razy się nie zdarza. Każdy bieg jest inny, zawsze uczymy się czegoś nowego. Tak było i tym razem, to nie był ten cudowny <span style="text-decoration: underline;"><a href="http://www.nadystansie.pl/debiut-w-biegu-rzeznika/" target="_blank">DEBIUT z przed roku</a></span>. Od początku coś nie grało. Do tego doszła zmiana trasy i całe zamieszanie dotyczące organizacji biegu, co z pewnością nie wpłynęło pozytywnie na nasze nastawienie.</p>
<p>Tak czy inaczej, <span style="text-decoration: underline;"><a href="http://www.biegrzeznika.pl" target="_blank">Bieg Rzeźnika</a></span> będzie zawsze ponad wszystkie inne. Dlaczego? Bo formuła biegania w parach daje mnóstwo satysfakcji i radości. Do tego dochodzą piękne okoliczności przyrody – mięśnie się palą, ale głowa odpoczywa.</p>
<p><strong>Kluczową rolę w tym starcie stanowi zawsze odpowiednia strategia.</strong> W pierwszej kolejności trzeba było przygotować wszystkie rzeczy, które miały trafić do przepaków. Do dyspozycji mieliśmy nie mniej, nie więcej tylko 3 worki. W naszym przypadku trafiły do nich głównie: żele, batoniki energetyczne i rozrobione w buteleczkach vitargo. Nie wykorzystaliśmy jedynie worka z oznaczeniem „META”. Wszystko trzeba było oddać do depozytu na kilka godzin przed startem. W tym roku popełniliśmy jeden zasadniczy błąd, pierwszy odcinek pobiegliśmy z plecakami bez bukłaków, a do dyspozycji zostawiliśmy sobie jedynie dwie małe (200ml) buteleczki z wodą. Bukłaki z napełniona wodą i izotonikiem czekały na nas dopiero na I przepaku – czyli po ok. 30 km. To była bardzo kiepska decyzja! Oprócz tego zabraliśmy ze sobą jakieś przeciwbóle, chusteczki, telefon i właściwie to by było na tyle. Tuż przed wyjściem profilaktycznie łyknęliśmy stoperan i no-spę.</p>
<div id="attachment_1647" style="width: 831px" class="wp-caption aligncenter"><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik_11.jpg"><img class="wp-image-1647 size-full" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik_11.jpg" alt="rzeznik_11" width="821" height="500" /></a><p class="wp-caption-text">Komańcza (godz: 2:55) &#8211; tuż przed startem.</p></div>
<p><strong>Aga</strong></p>
<p><strong>Nie ma co ukrywać, dla mnie to była prawdziwa Rzeź.</strong> Im bliżej mety, tym każdy kolejny kilometr stawał się coraz dłuższy i dłuższy.. ale wszystko po kolei. <img src="http://www.nadystansie.pl/wp-includes/images/smilies/simple-smile.png" alt=":)" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Od początku nie łudziłam się, że mam szansę na spokojny sen. Start zaplanowany był na godzinę 3:00, a punktualnie o godz. 1:30 mieliśmy stawić się już w Cisnej. Z tego miejsca wszyscy zawodnicy zostali przetransportowani do Komańczy na linię startu. <strong>Dla Nas, taki plan gry, oznaczał pobudkę o godz. 00:30.</strong> Na miejscu zbiórki pojawił się sznur autokarów – ale nie ma się co dziwić, skoro było blisko 700 par. Większość osób była zaspana podobnie jak my, ale wszyscy bardzo zadowoleni. W końcu do udziału w biegu, nikt nikogo nie zmuszał. <img src="http://www.nadystansie.pl/wp-includes/images/smilies/simple-smile.png" alt=":)" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Rozpoczęcie takiej aktywności w środku nocy, z dość niską dla mnie temperaturą (ok. 10<sup>o</sup>C) nie napawał optymizmem. Do tego brak odpoczynku i zaburzenie rytmu dnia, z łatwością potęgowało poczucie chłodu. Musiałam zapewnić sobie choć odrobinę komfortu, dlatego ubrałam się bardzo asekuracyjnie. Obowiązkowo założyłam buty trailowe (salomon speed crossy3), legginsy ¾, kompresy na łydki, koszulkę + rękawki, cieniutką wiatrówkę i buff na głowę.</p>
<div id="attachment_1644" style="width: 831px" class="wp-caption aligncenter"><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik_08.jpg"><img class="wp-image-1644 size-full" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik_08.jpg" alt="rzeznik_08" width="821" height="500" /></a><p class="wp-caption-text">Cisna (godz: 1:15) &#8211; idziemy do autokaru, który zawiezie Nas do Komańczy na start.</p></div>
<p>Trudno mówić o posiłku tuż przed biegiem, bo nie licząc kolacji ok. godz. 20:00, <strong>na chwilę po przebudzeniu dosłownie na siłę zjadłam bułkę z miodem</strong> – to była bardzo dobra decyzja. Na całe szczęście zignorowałam brak apetytu i dzięki temu zapewniłam sobie energię na pierwszy etap wyścigu.</p>
<p><strong>Wystartowaliśmy punktualnie o 3:00</strong>. Jeszcze na chwilę przed wystrzałem udało mi się nawet wrzucić zdjęcie do sieci. <img src="http://www.nadystansie.pl/wp-includes/images/smilies/simple-smile.png" alt=":)" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> Pierwszy odcinek rywalizacji stanowiła dość szeroka droga, co dało pełną swobodę biegu. Ruszyliśmy w zupełnych ciemnościach, dlatego trzeba było bacznie obserwować podłoże. Niemal każdy z biegaczy oświetlał sobie drogę czołówką, ja niestety nie miałam żadnej lampki w swoim wyposażeniu. To był mój kolejny błąd. Co prawda Adi dzielił się swoim światłem, ale nie sposób stale biec obok siebie. Bazowałam jedynie na tym co dane mi było uświadczyć od innych. Blaski i cienie momentami były bardzo uciążliwe, zwłaszcza kiedy ktoś świecił w moje plecy, a <strong>mój cień zamieniał się w olbrzymiego potwora!</strong> A potwór z powodzeniem utrudniał mi widoczność.</p>
<p>Od samego początku towarzyszyła Nam zawiesista mgła, która w moim odczuciu zagęszczała powietrze i utrudniała swobodne oddychanie. Po kilku kilometrach moja wiatrówka trafiła do plecaka, a ja poczułam jakbym zrzuciła z siebie kilka kilogramów. Kiedy wbiegliśmy już do lasu zrobiło mi się bardzo duszno. Siła w nogach była, ale głowa robiła się coraz cięższa. Całe ciało było lepkie, a mi wyjątkowo zaczęła przeszkadzać ciemność. Miałam wrażenie, że tracę siły głównie na wyostrzaniu zmysłów i <strong>z utęsknieniem czekałam na świt.</strong></p>
<div id="attachment_1639" style="width: 831px" class="wp-caption aligncenter"><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik_03.jpg"><img class="wp-image-1639 size-full" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik_03.jpg" alt="rzeznik_03" width="821" height="500" /></a><p class="wp-caption-text">ok. 20 km &#8211; Adi ledwo żywy idzie krok po kroku.</p></div>
<p>Na ok. 10 km zjadłam pierwszego żela, ale tylko dlatego, że upomniał mnie Adi. Słodka wizja posiłków przez najbliższe kilka –kilkanaście godzin trochę mnie przerażała. W przeciwieństwie do zeszłorocznego startu, tym razem wręcz marzyłam o dotarciu do Cisnej. Chyba świadomość, że to dopiero początek zabawy źle działała na moje samopoczucie. Do tego wszystkiego doszła lekka niedyspozycja Adiego i wtedy naprawdę zaczęłam się martwić – on też, nie wiedzieć czemu tracił werwę. Niesamowite było jedno, za każdym razem kiedy Adiego dopadał kryzys, wiedziałam że muszę być silna i miałam wrażenie jakby ktoś dodawał mi nadprzyrodzonych sił. Mamy na to pewną, wspólną teorię &#8211; pozaziemską.</p>
<p><strong>Kiedy zbliżaliśmy się już do Cisnej,</strong> prawdziwym wyzwaniem okazała się dla mnie droga tuż po wybiegnięcie z lasu. Nie cierpię biegać w butach trailowych po twardych nawierzchniach. Na szczęście skrzydeł dodawali kibice, i to ich na trasie brakowało mi najbardziej. Na przepaku w pierwszej kolejności dorwaliśmy się do wody i vitargo. Adi krążył po orliku jak szalony. Nie wiedziałam co się dzieje. Zdawałam sobie sprawę, że jest zmęczony i blady – jeszcze wtedy czarno widziałam kontynuację dalszego biegu. Większość biegaczy zabrało ze sobą kijki, my do tej pory nie nauczyliśmy się z nich korzystać, dlatego stwierdziliśmy, że nie ma sensu ich brać.</p>
<p>W końcu wybiegliśmy dalej. Pod wpływem euforii i krzepiących okrzyków, <strong>od razu po wbiegnięciu do lasu pomyliliśmy trasę</strong>. Zamiast pobiec w dół, wspięliśmy się na kilkanaście metrów pod pionową ścianę. Za nami podążyło kilka osób, ale na szczęście w porę ktoś krzykną z dołu, żebyśmy wracali. Niestety kosztowało Nas to co najmniej 5 min, a patrząc na końcowe rezultaty w mixach te minuty okazały się bardzo cenne.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik_06.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1642" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik_06.jpg" alt="rzeznik_06" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Po chwili zaczęły się strome podejścia, ale już nie takie straszne jak rok temu – choć trasa na tym etapie jeszcze nie uległa zmianie. Problem tkwił w zupełnie czymś innym, mój partner wyglądał na zupełnie wypompowanego. Na każdym podejściu odległość miedzy nami ciągle się zwiększała. Bez większego problemu pokonywałam kolejne odcinki, a Adi dzielnie walczył o każdy krok. <strong>„<em>Adi dawaj!, czy chcesz wracać do Cisnej?</em>”</strong> – próbowałam wejść mu na ambicje. Usłyszałam tylko: <strong>„<em>Jak się wdrapię na szczyt to zobaczymy</em>”</strong> – miałam nadzieję, że żartuje. W tym momencie wszelkie ambicje i walka o wysoką lokatę odstawiłam na dalszy plan. W końcu to miała być przygoda! Adi zapewniał mnie, że wraca do sił i to mnie trochę uspokajało. Dokładnie co jakieś 10 km wciągaliśmy kolejne żele. Na chwilę przejęłam stery, ale od ok. 40 km moja druga połówka wreszcie wróciła do gry! Adi zaczął sobie nawet żartować, co chwile pytał o piwo i chciał pociągnąć jakiegoś biegacza za brodę. Wiedziałam, że wrócił na dobre tory.</p>
<p><strong>Na II przepaku na Stokówce</strong> zatankowaliśmy do pełna nasze bukłaki i wypiliśmy koleją porcję vitargo. Adi namówił mnie nawet na dwa łyki zupy pomidorowej – potem żałowałam, że nie napiłam się jej więcej. Słodki smak żeli powoli zaczynał wychodzić mi bokiem. Spędziliśmy w tym miejscu aż 7 minut, ale to i tak znacznie mniej niż rok temu. W końcu ruszyliśmy dalej!</p>
<p>Od tego momentu wróciliśmy do swojego rytmu, nie było potrzeby czekania na drugą osobę. Nasz team ruszył swoim tempem. Uf to była prawdziwa ulga, Adi narodził się na nowo i bardzo dobrze, bo przyszedł czas na moje wzloty i upadki. Wiedziałam, że nie mogę się zatrzymać. Do marszu przechodziłam tylko na stromych podejściach. Przy każdym wypłaszczeniu truchtaliśmy. <strong>„<em>Byle do przodu, jesteśmy już bliżej niż dalej</em>”</strong> – powtarzałam sobie w myślach. Adi stale upominał mnie, żebym uzupełniała wodę, ale w tym roku sama nie wiedziałam kiedy bukłak stawał się coraz lżejszy.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik_05.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1641" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik_05.jpg" alt="rzeznik_05" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Tak naprawdę nie pamiętam kiedy mgła opadła, ale wiem że słońce i przejrzyste niebo było dla mnie dodatkową baterią. Bardzo dobrze radziłam sobie na podejściach, nie brakowało mi sił na zbiegach, ale na pewno nie potrafię robić tego szybko! Oboje sporo traciliśmy do innych, kiedy trzeba było puścić się w dół.</p>
<p><strong>Momentami dopadały mnie kryzysy</strong>, nogi zastygały i stawały się coraz cięższe, ale mimo tego zrywałam się do biegu, wszędzie tam gdzie to było możliwe. Nie wiem skąd mieliśmy takie pokłady energii, ale robiłam wszystko, byle by się nie zatrzymać.</p>
<p><strong>Na ostatnim przepaku – Przełęcz nad Roztokami</strong>, trochę spanikowałam. Nie potrafiłam poradzić sobie z uzupełnieniem wody, Adi w tym czasie zajął się swoim bukłakiem. A ja?, jak mała nieporadna dziewczynka, mocowałam się z zabezpieczeniem worka do plecaka. Na ratunek przyszedł mi jeden z WOLONTARIUSZY, taki przez duże „W”, bo pomógł mi w ekspresowym tempie. Był bardzo, ale to bardzo pomocny, miałam wrażenie, że gdyby mógł to pożyczył by mi swoich nóg. <img src="http://www.nadystansie.pl/wp-includes/images/smilies/simple-smile.png" alt=":)" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> W rezultacie do dalszego biegu gotowa byłam jeszcze przed Adim. Kibice odwalili kawał dobrej roboty, na tyle dobrej że szaleńczo zaczęliśmy podbiegać pod stromą górkę – w porę się jednak opamiętaliśmy i przeszliśmy do marszu.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik_04.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1640" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik_04.jpg" alt="rzeznik_04" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Na ostatnich 20 km, to Adi musiał mnie wspierać i nie mógł sobie pozwolić na chwilę zwątpienia.</strong> Miałam wrażenie, że kolejne wzniesienia i podejścia mnożą się jak grzyby po deszczu… Trasa wydawała się nie mieć końca. Kiedy złapał nas solidny i zimny deszcz, poczułam się totalnie rozbita. Nie wyobrażałam sobie biegu w takich warunkach aż do mety. Zrobiło się grząsko, błoto i woda pod stopami nie ułatwiała walki o przetrwanie. Ciężko mi było znaleźć jakiekolwiek pocieszenie, czułam że powoli się rozsypuje. Na szczęście ulewa potrwała ok. 30-40 min.</p>
<p><strong>Ostatnie 10 km było dla mnie istną katorgą.</strong> Od jakiegoś czasu nie mogłam nawet sprawdzić na jakim etapie już jesteśmy, bo mój Garmin umarł po 10 godzinach pracy. Nerwowo dopytywałam Adiego <strong>„<em>Ile jeszcze?</em>”</strong> Gdyby mój partner nie narzucił tempa nie wiem czy bym się tam, w środku lasu nie poryczała jak małe dziecko. Z kilometra na kilometr włączał mi się coraz większy maruder, zdawałam sobie sprawę, że momentami jestem nie do zniesienia. Musiałam sobie jednak pobiadolić pod nosem, bo to dawało mi upust emocji. Z zaciśniętym gardłem prosiłam, a nawet błagałam Adiego, żeby już nigdy Nas nie zapisywał na ten bieg. <strong>„Obiecaj, proszę, że za rok już nie pobiegniemy?!”</strong></p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik_07.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1643" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/06/rzeznik_07.jpg" alt="rzeznik_07" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Kiedy znaleźliśmy się już na asfaltowej drodze, nie przebierałam w słowach. Ostatnie 3 km, to nic innego jak twarde podłoże: górka, wypłaszczenie, górka, wypłaszczenie i tak bez końca! „<em>Jak oni mogli nam to zrobić, na samym końcu?</em>” – pytałam. Ten ostatni odcinek ciągnął się jak guma, walczyłam o każdy metr, aż w końcu dobiegliśmy do upragnionej <strong>METY z czasem 11:03:15</strong>!!! Zrobiliśmy to po raz drugi. Tym razem na dłuższej i wg mnie trudniejszej trasie. Kolejny raz <strong>zdaliśmy egzamin prawdziwego PARTNERSTWA!</strong> WSPÓLNIE pokonaliśmy aż 82 km i nie wyobrażamy sobie innego tandemu.</p>
<p>Mimo wszystko i tak powiem, że było pięknie i na pewno nie żałuję!</p>
<p><strong>Wiem, że wrócimy w Bieszczady jeszcze nie jeden raz, ale nie wiem jeszcze po co.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>zdjęcie główne: <span style="text-decoration: underline;"><a href="http://b4sport.pl/" target="_blank">B4SPORT</a> </span></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/prawdziwy-egzamin-partnerstwa-bieg-rzeznika-2016-cz-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1347</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>XIII Bieg Rzeźnika 2016 [wideo]</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/xiii-bieg-rzeznika-2016-wideo/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/xiii-bieg-rzeznika-2016-wideo/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Jun 2016 09:48:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Starty]]></category>
		<category><![CDATA[Ultra]]></category>
		<category><![CDATA[Wideo]]></category>
		<category><![CDATA[bieg rzeżnika]]></category>
		<category><![CDATA[biegi ultra]]></category>
		<category><![CDATA[bieszczady]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[nadystansie]]></category>
		<category><![CDATA[rzeźnik]]></category>
		<category><![CDATA[slider]]></category>
		<category><![CDATA[ultra]]></category>
		<category><![CDATA[ultramaraton]]></category>
		<category><![CDATA[wideo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nadystansie.pl/?p=1628</guid>
		<description><![CDATA[Prezentujemy tegoroczne zmagania na trasie Biegu Rzeźnika zarejestrowane Naszą kamerą. Miłego oglądania &#160;]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Prezentujemy tegoroczne zmagania na trasie Biegu Rzeźnika zarejestrowane Naszą kamerą. Miłego oglądania <img src="http://www.nadystansie.pl/wp-includes/images/smilies/simple-smile.png" alt=":)" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>&nbsp;</p>
<div  class='avia-video avia-video-16-9  '  itemprop="video" itemtype="https://schema.org/VideoObject" ><div class='avia-iframe-wrap'><iframe width="1500" height="844" src="https://www.youtube.com/embed/SJhMtpHsBBM?feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></div></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/xiii-bieg-rzeznika-2016-wideo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1571</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bieg Rzeźnika po raz drugi!</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/bieg-rzeznika-po-raz-drugi/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/bieg-rzeznika-po-raz-drugi/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 May 2016 07:19:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Ultra]]></category>
		<category><![CDATA[bieg rzeżnika]]></category>
		<category><![CDATA[biegi górskie]]></category>
		<category><![CDATA[bieszczady]]></category>
		<category><![CDATA[nadystansie]]></category>
		<category><![CDATA[slider]]></category>
		<category><![CDATA[ultra]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nadystansie.pl/?p=1618</guid>
		<description><![CDATA[Już dziś ruszamy w Bieszczady! A wszystko po to, żeby dokładnie 27 maja o godz. 3:00, po raz drugi stanąć na linii startu Biegu Rzeźnika! Jak sama nazwa wskazuje, lekko nie będzie. Dla tych którzy jeszcze nie wiedzą, będziemy mieli do pokonania ok. 80 km po górskich szlakach. Na chwilę obecną, dotychczasowa trasa została niestety [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Już dziś ruszamy w Bieszczady! A wszystko po to, żeby dokładnie <strong>27 maja o godz. 3:00</strong>, po raz drugi stanąć na linii startu Biegu Rzeźnika! Jak sama nazwa wskazuje, lekko nie będzie. Dla tych którzy jeszcze nie wiedzą, będziemy mieli do pokonania <strong>ok. 80 km po górskich szlakach</strong>.</p>
<p>Na chwilę obecną, dotychczasowa trasa została niestety nieco zmieniona, choć My po cichu łudzimy się, że alternatywna trasa wcale nie będzie potrzebna. W końcu w oficjalnym komunikacie organizatorzy zasieli odrobinę nadziei: <em>„Jeszcze nie znamy ostatecznej decyzji odnośnie przebiegu trasy <strong>Biegu Rzeźnika i Biegu Rzeźnika HardCore.</strong> Tymczasem podajemy opracowaną przez nas alternatywną trasę, żebyście mogli się z nią zapoznać z wyprzedzeniem..”</em></p>
<p>A prawda jest taka, że chcielibyśmy ponownie stanąć oko w oko z<strong> Połoniną Caryńską</strong>, która w zeszłym roku dała nam porządny wycisk. Bez dwóch zdań ten etap trasy sponiewierał Nas najbardziej i powalił na kolana niemal dosłownie! Nogi odmawiały posłuszeństwa, żar lał się z nieba, a turyści nie mieli dla Nas optymistycznych wieści: „ Jest jeszcze daleko, najlepiej nie patrzcie na tablice informacyjne”. W końcu marzenia o złamaniu 10 godz., które rodziły się wraz z kolejnymi kilometrami, ulotniły się tak szybko jak uciekały Nam siły. <strong>No i co, teraz nie mielibyśmy mieć szansy na rewanż?</strong></p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/05/przedrzeznikiem_02.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1620" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/05/przedrzeznikiem_02.jpg" alt="przedrzeznikiem_02" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Co prawda nie mamy zbyt dużego doświadczenia w biegach górskich to liczymy, że Bieszczady będą w tym roku dla Nas równie łaskawe co w 2015. Zeszłoroczny debiut okazał się wyjątkowo udany, <strong>a uzyskany czas 10:28:50 był dla Nas ogromnym zaskoczeniem</strong>.</p>
<p><strong>Takie pierwsze razy są najlepsze! A dlaczego?</strong></p>
<ul>
<li>nie postawiliśmy sobie poprzeczki zbyt wysoko,</li>
<li>nie wiedzieliśmy z czym tak naprawdę się zmierzymy,</li>
<li>nie mieliśmy żadnych oczekiwań,</li>
<li>wszystko było nowe, ciekawe, nieznane,</li>
<li>mieliśmy dużo dystansu i pokory.</li>
</ul>
<p><strong>A jak jest teraz? Na kilka dni przed biegiem?</strong></p>
<ul>
<li>stawiamy sobie konkretny cel,</li>
<li>mamy świadomość, że będzie ciężko,</li>
<li>przez myśl przeszedł nam udział w Biegu Rzeźnika HardCore,</li>
<li>adrenalina i podniecenie wzrasta już na kilka dni przed startem,</li>
<li>wiemy, że nie ma co się zarzekać „nigdy więcej!”</li>
</ul>
<p>Zobaczymy, czy bez treningów w górach faktycznie można coś na górskich szlakach zdziałać? <img src="http://www.nadystansie.pl/wp-includes/images/smilies/simple-smile.png" alt=":)" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> <strong>Dla Nas Bieg Rzeźnika to przede wszystkim wspólna przygoda</strong> i trudno oszacować konkretny wynik. Po kilkudniowym lenistwie i wypoczynku po maratonie, przed ostatnie 3 tygodnie skupiliśmy się głównie na treningach wytrzymałościowych i sile biegowej. Bazujemy jednak głównie na treningach, które realizowaliśmy pod kątem Orlen Warsaw Maraton i to musi wystarczyć. Szybkości u Nas ani widu, ani słychu. Zabiliśmy ją długimi kilometrami – miejmy nadzieję, że nie na zawsze! Nogi są lekko zamulone, ale po Bieszczadach na pewno je pobudzimy <img src="http://www.nadystansie.pl/wp-includes/images/smilies/simple-smile.png" alt=":)" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p><strong>A tymczasem możecie zobaczyć jak zmagaliśmy się w zeszłym roku: <span style="text-decoration: underline;"><a href="http://www.nadystansie.pl/xii-bieg-rzeznika-videorelacja/" target="_blank">XII Bieg Rzeźnika w naszym obiektywie</a></span></strong></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/bieg-rzeznika-po-raz-drugi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>891</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Debiut w Biegu Rzeźnika</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/debiut-w-biegu-rzeznika/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/debiut-w-biegu-rzeznika/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Jun 2015 21:00:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Starty]]></category>
		<category><![CDATA[Ultra]]></category>
		<category><![CDATA[12tri.pl]]></category>
		<category><![CDATA[bieg rzeżnika]]></category>
		<category><![CDATA[debiut]]></category>
		<category><![CDATA[rzeznik2015]]></category>
		<category><![CDATA[slider]]></category>
		<category><![CDATA[ultra]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.adirun.pl/?p=386</guid>
		<description><![CDATA[Bieg Rzeźnika tak naprawdę był dla Nas ogromną niewiadomą, a dystans 77,7 km dużą abstrakcją...]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Debiut w Biegu Rzeźnika ukończony na 5 pozycji w parach mieszanych z czasem 10:28:50.</strong></p>
<p>Decyzja o udziale w <span style="text-decoration: underline;"><a href="http://biegrzeznika.pl/" target="_blank">Biegu Rzeźnika</a></span> zapadła jeszcze w grudniu 2014 roku. Jednak sama deklaracja udziału w tej imprezie to tylko jeden z warunków, który daje szansę na pojawienie się pośród uczestników biegu. Ku naszemu zaskoczeniu chętnych osób do zmierzenia się z dystansem 77, 7km po bieszczadzkich szlakach jest bardzo dużo. W związku z czym organizatorzy losują z pośród wszystkich zgłoszonych osób określoną ilość szczęśliwców, którzy faktycznie będą mogli stawić się na linii startu. Nam się udało! Znaleźliśmy się na liście startowej, a jedyną formalnością jaką musieliśmy dopełnić była opłata za pakiet w wyznaczonym terminie.</p>
<p><strong>Bieg Rzeźnika tak naprawdę był dla Nas ogromną niewiadomą, a dystans 77,7 km dużą abstrakcją.</strong> Dodatkowo obawy rodziły się na samą myśl o pokonaniu takiego dystansu po górach. Jeszcze w styczniu wiedzieliśmy, że termin biegu jest bardzo odległy, dlatego prawdziwy stres przyszedł dużo, dużo później. Wyszliśmy z założenie, że przygotowujemy się do kolejnych imprez wg planu, a Rzeźnik będzie jedynie naszą wymarzoną przygodą, w której spróbujemy swoich sił w czymś nowym. Uparcie trzymaliśmy się faktu, że skoro inni dają radę to My też damy i jakoś to będzie… Ale uwaga! Nie polecamy podejmowania pochopnych decyzji bez uprzedniego przygotowania.</p>
<p><strong>Udział w takiej imprezie wiąże się z wieloma elementami.</strong> Jednym z nich jest sama organizacja podróży oraz noclegu. My mieliśmy ogromne szczęście, bowiem bazowaliśmy na doświadczeniu naszych znajomych. To oni przygarnęli nas do wspólnego domku i właściwie do samego końca mogliśmy liczyć na ich porady. Wraz z upływającymi dniami, które przybliżały nas do startu, uświadamiano nas czego jeszcze nam brakuje. W kwestii biegów ultra byliśmy kompletnymi laikami i brakowało nam podstawowego sprzętu. Trzeba było zabezpieczyć się na różne ewentualności, zwłaszcza że pogoda w górach jest często zdradliwa i zmienna.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_12.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-987" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_12.jpg" alt="wpis84_12" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Czego brakowało nam na pewno?</strong></p>
<p>Na liście rzeczy niezbędnych, których do tej pory nie mieliśmy, pojawiły się przede wszystkim buty trialowe. Charakteryzujące się zupełnie innym, dużo bardziej agresywnym bieżnikim. Zaledwie na trzy tygodnie przed biegiem zdecydowaliśmy się na model Salomon Speedcross 3. Testy butów polegały jedynie na wykonaniu dwóch treningów po lesie, co w rezultacie dało nam niecałe 40 km &#8211; mało, ale nie było już czasu na więcej. Na szczęście na leśnych, błotnistym ścieżkach oraz piaszczystym terenie sprawdziły się rewelacyjnie! Kolejnym niezbędnikiem okazał się plecak biegowy z bukłakiem. Tu poszukiwania trwały nieco dłużej ale ostatecznie, niemal rzutem na taśmę na 3 dni przed wyjazdem zakupy zostały zakończone! Robiąc rekonesans wśród znajomych biegaczy, chłonęliśmy wszystko niemal jak gąbki, dlatego w naszej garderobie pojawiło się jeszcze kilka nowych rzeczy, m.in.: rękawki oraz kurtki wiatrówki. W Bieszczady pojechała z nami masa rzeczy mniej lub bardziej potrzebnych.</p>
<p><strong>Na kilka godzin przed biegiem</strong></p>
<p>Na miejsce dotarliśmy dzień wcześniej, tak aby mieć czas na regenerację oraz możliwości porządnego wyspania się. Taki zabieg był bardzo istotny z racji bardzo wczesnego startu, który zaplanowany był na godzinę 3:00 czyli dla przeciętnego człowieka w środku nocy. Ale żeby tego było mało, zwarci i gotowi do wyjścia musieliśmy być o godz. 1:00 &#8211; tak aby dotrzeć do miejsca zbiórki i punktualnie o godz. 1:20 ruszyć ze Smerka do Komańczy. Przy dobrych wiatrach istniała szansa na 2-3 godz. ładowania baterii, pod warunkiem zmuszenia organizmu do snu. W okolicznościach przedstartowego stresu Adi spał zaledwie 20 minut, a ja spokojnie wylegiwałam się przez 2 godz.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_13.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-988" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_13.jpg" alt="wpis84_13" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Jeszcze w czwartek odebraliśmy pakiety i zostawiliśmy swoje rzeczy na przepaki. Pogoda nad wyraz była bardzo słoneczna dlatego nasze worki do depozytów były bardzo skromne. Znalazły się w nich głównie żele, batoniki, vitargo, dwie koszulki i moje krótkie spodenki. Trochę niepewnie obserwowaliśmy innych biegaczy, którym chyba bardzo zależało na wykorzystaniu całej pojemności foliowych worków. Kolejnym zmartwieniem były wszechobecne kijki, których w naszym wyposażeniu zdecydowanie zabrakło. Do tej pory nie wiemy, czy brak doświadczenia w ich użyciu słusznie odwiódł nas od pomysłu zabrania ich ze sobą na trasę… Opinie są podzielone. Momentami mieliśmy poważne wątpliwości.</p>
<p><strong>Na linii startu tuż przed godz. 3:00</strong></p>
<p>Kiedy dotarliśmy już na miejsce było jeszcze zupełnie ciemno. Organizatorzy próbowali ogarnąć tłum biegaczy, który migotał jedynie małymi światełkami z czołówek. W końcu fala uczestników posłusznie ustawiła się przed linią startu, wyznaczoną pomiędzy dwoma chorągiewkami. Ku naszemu zaskoczeniu mimo słabej widoczności spotkaliśmy kilku znajomych z Warszawy. Plan był prosty, zaczynamy spokojnie i tak właściwie do samego końca. Jeszcze wtedy chcieliśmy zmieścić się w magicznych 12 godz. Trudno było jednak cokolwiek zakładać. Bez znajomości trasy i braku treningów w górach szaleństwem jest zakładać jakiekolwiek tempo biegu. Tu biega się zdecydowanie inaczej niż po płaskim terenie. Biegi ultra po górach rządzą się swoimi zasadami.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-977" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_2.jpg" alt="wpis84_2" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>TRI…2…1…START!</strong></p>
<p>Pierwszy odcinek biegu stanowiła asfaltowa droga, było więc łatwo i przyjemnie. Następnie wbiegliśmy do lasu, gdzie momentami było mokro i ślisko. Szczególnie na kilku początkowych kilometrach trzeba było zachować szczególną ostrożność. W półmroku, kiedy jeszcze było dość ciasno należało bacznie obserwować podłoże i wszystko to co dookoła żeby nie wpaść na innego biegacza. Wszystkim uczestnikom dopisywał bardzo dobry humor, to był jeszcze czas kiedy biegliśmy w grupie. Teraz wydaje nam się, że pierwszy etap biegu aż do pierwszego punktu kontrolnego biegliśmy dość zachowawczo. Kiedy Adi przyśpieszał w mojej głowie włączała się lampka ostrzegawcza, reakcja była natychmiastowa &#8211; zwalniamy! Mój strach przed tak długim dystansem robił swoje. Cały czas powtarzałam, że zdążymy się jeszcze zmęczyć.</p>
<p>Wraz z pojawieniem się pierwszych promyków słońca, oboje doceniliśmy piękno jakie nas otacza. Tak, mieli rację Ci, którzy mówili że warto pobiec choćby dla tych wszystkich widoków! To był jednak przedsmak tego co na nas czekało. Było jeszcze piękniej, ale żeby cieszyć się prawdziwymi górskimi widokami trzeba było pokonać kolejne coraz trudniejsze odcinki trasy.</p>
<p><strong>Pierwszy punkt kontrolny</strong></p>
<p>Ok. godz. 5:04 pojawiliśmy się na Żebraku. Z zadowoleniem odnotowaliśmy godzinę zapasu. To jednak jeszcze nic nie wróżyło, w każdym momencie wszystko mogło się jeszcze zmienić. Nasze samopoczucie było bardzo dobre. Rześkie powietrze sprawiało, że czuliśmy się komfortowo.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_3.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-978" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_3.jpg" alt="wpis84_3" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Pierwszy przepak w Cisnej</strong></p>
<p>Kolejnym punktem kontrolnym była już Cisna. Kiedy wiedzieliśmy, że lada chwila wbiegniemy na przepaki zaczęliśmy analizować co zabieramy ze sobą, a co zostawiamy. Tak naprawdę nie było tego za wiele, musieliśmy jedynie uzupełnić żele i zostawić to co miało długi rękaw. Wszystko poszło bardzo sprawnie, zwłaszcza że wolontariusze działali bez zarzutu. Trzeba przyznać, że porządną dawkę energii podarowali nam kibice! To od nich dowiedzieliśmy się, że na tym etapie byliśmy 4. parą w mixie. „<em>Ale czad…!</em>”, „<em>Jak to możliwe…?</em>”, „<em>Ciekawe czy uda nam się to w ogóle utrzymać?</em>”. W tym momencie dostrzegliśmy kolejną parę mix, okazało się że to ten sam team, z którym do tej pory już kilkakrotnie widzieliśmy się na szlaku.</p>
<p>Kiedy ruszyliśmy dalej na dzień dobry przywitała nas stroma ściana! Komentowaliśmy między sobą, że będzie ciężko. Inni towarzysze biegu zapewnili nas, że to dopiero początek i najgorsze jeszcze przyjdzie. Większość zawodników miała ze sobą kijki… Na tym etapie jeszcze nas to aż tak bardzo nie martwiło. Na Jasło zaczęliśmy wdrapywać się już z dwiema godzinami zapasu!</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_11.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-986" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_11.jpg" alt="wpis84_11" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Droga na Jasło!</strong></p>
<p>Tempo podejścia starałam się kontrolować ja! Wiedziałam, że jeśli utrzymam nadany rytm Adi będzie wędrował za mną bez problemu. Kiedy jednak zaczął swoje tradycyjne „warczenie” śmialiśmy się, że włączyła mu się turbo wentylacja. Uspokajaliśmy innych, że ten typ tak ma i wszystko jest w porządku. To było nawet trochę zabawne.</p>
<p>Przez dłuższy odcinek Rzeźnikowego szlaku mieliśmy wrażenie, że w biegu bierze udział zaledwie garstka osób. Miały być tłumy, a okazało się, że kiedy już przywitało nas Jasło zostaliśmy niemal sami. Kilkakrotnie nerwowo szukaliśmy wzrokiem kogoś kto upewniłby nas, że biegniemy właściwą drogą. Momentami mieliśmy poważne wątpliwości! Za każdym razem bacznie obserwowaliśmy oznaczenia czerwonego szlaku. W końcu pojawił się ktoś z ekipy organizatorów / wolontariuszy. Krzyknęli do nas, że teraz czeka nas bardzo łatwy odcinek &#8211; mieli rację do Smerka było przyjemnie.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_7.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-982" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_7.jpg" alt="wpis84_7" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Tuż przed przepakiem w Smerku tradycyjnie pojawili się kibice. Dzięki Bogu, że oni tam byli. Okrzyki, doping, oklaski dodawały nam mnóstwo energii! Przez całą trasę na bieżąco uzupełnialiśmy energie jedynie żelami, które trochę nierozsądnie popijaliśmy tylko izotonikiem. To był błąd! Przede wszystkim dlatego, że było za słodko. Z ogromną ulgą opróżniliśmy nasze bukłaki ze słodkiego napoju i z miłą chęcią zastąpiliśmy je zwykłą wodą. Dzięki temu mogliśmy bez problemu wypić dodatkową porcję vitargo i po ok 11 minutach ruszyć dalej w trasę! Nie skusiliśmy się na zupę, kanapki i inne frykasy. Oboje mieliśmy świadomość, że takie smakołyki nam nie posłużą. Chcieliśmy też zachować nogi w ciągłym ruchy, baliśmy się że dłuższy przystanek i wylegiwanie się na trawie zablokuje mięśnie do dalszej pracy.</p>
<p><strong>Na Smerek szliśmy razem z turystami</strong></p>
<p>Od tego momentu na szlaku licznie pojawili się turyści, byli jednak bardzo dobrze poinstruowani i z małymi wyjątkami zawsze schodzili nam z trasy. Zyskaliśmy ogromny podziw, który dodawał otuchy bezpośrednio podczas biegu. Duże uznanie wzbudzała moja osoba &#8211; czyli po prostu kobieta. Oboje staraliśmy się dziękować za każde miłe słowo. Nasze nogi powoli dawały sygnał, że wykonały już kawał dobrej roboty. My jednak mieliśmy w głowie słowa jednego z doświadczonych ultrasów, że Smerek sam zweryfikuje najsilniejszych, że tam to dopiero się zacznie… teraz cieszymy się, że nie byliśmy tego do końca świadomi. Trochę nawet mieliśmy nadzieję, że to tylko takie gadanie.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_4.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-979" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_4.jpg" alt="wpis84_4" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Adi kontrolował czas, kilometry i godzinę. Umówiliśmy się, że nie mówimy o tym głośno &#8211; ja po prostu nie chciałam się rozczarować. Brak wiedzy ileż to jeszcze mamy przed sobą nie odbierał mi sił i chęci do walki. U mnie zasadniczą rolę odgrywa głowa. Poza tym w tej kwestii w pełni zaufałam Adiemu, wiedziałam że nie pozwoli na ślimaczenie się <img src="http://s.w.org/images/core/emoji/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> Ktoś z góry chyba chciał mi ułatwić sprawę i wyłączył mi garmina, tak że wiedziałam jedynie która jest godzina.</p>
<p>Krok za krokiem, stopa za stopą. Przyjęliśmy taktykę, że biegniemy tylko tam gdzie faktycznie się da, a resztę podchodzimy żwawym tempem ale małymi krokami. Ta taktyka świetnie się sprawdzała. Tu też zaczęliśmy rozważać brak kijków, pomagały jedynie ręce oparte o nogi i nachylenie całego tułowia do przodu &#8211; inaczej było dużo ciężej. Z kilometra na kilometr z coraz większą trudnością pokonywaliśmy zbiegi, tu zabrakło nam techniki i odwagi. Treningi w Warszawie bez kontaktu z górami dają nam nadzieję, że mamy jeszcze sporo do nadrobienia. Falenica i pętelki w Lasku Bielańskim śmiało możemy teraz przyrównać do niewielkich pagórków <img src="http://s.w.org/images/core/emoji/72x72/1f600.png" alt="😀" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_9.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-984" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_9.jpg" alt="wpis84_9" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Ostatni punkt kontrolny &#8211; Berehy</strong></p>
<p>Do ostatniego punktu wbiegliśmy jak szaleni! Znajomi krzyczeli i dopingowali nas z całych sił. To właśnie ta niewytłumaczalna siła napłynęła z ich dopingu i dała nam zastrzyk energii w nogach. Zachłannie wypiliśmy co najmniej po dwa kubki wody. Przyszedł też czas na kolejny żel. Ja poprosiłam o uzupełnienie bukłaka, ale chyba byłam w jakimś amoku bo wody miałam jeszcze bardzo dużo. Na szczęście Adi był chyba bardziej przytomny ode mnie. Spojrzeliśmy na zieleń, drzewa i z nadzieją pomyśleliśmy o cieniu. To była jednak otchłań, która nas pochłonęła…</p>
<p><strong>Koszmar na połoninie Caryńskiej</strong></p>
<p>Tu zaczęła się prawdziwa walka. Ta górka, to przeklęte podejście, które jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy jak się nazywa wyssało z nas resztkę sił. Mając już tyleeeee kilometrów w nogach, podbiegów, zbiegów, zakrętów i potknięć o korzenie jedyne, co nam dawało upustu emocji były niecenzuralne słowa… Nikt z turystów na trasie nie koloryzował tego co nas czeka. <strong>„<em>tak jest jeszcze daleko&#8230;&#8221;</em></strong>, „<em>no kawał drogi, ale potem z górki…</em>”, „<em>tak naprawdę to jeszcze czekają was dwa podejścia…</em>” &#8211; mówili.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_10.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-985" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_10.jpg" alt="wpis84_10" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>„<em>Jezuuuuuu…. Kto to wymyślił</em>”</strong>. Oboje mieliśmy prawdziwy kryzys. W pewnym momencie na trasie spotkaliśmy młodego chłopaka. On dzielnie podchodził pod górę z kijkami, zaproponował nawet, że może je nam pożyczyć. Ale my bez wahania odmówiliśmy, w końcu Bieg Rzeźnika ma się odbyć bez pomocy osób trzecich! My byliśmy samowystarczalni! Na koniec dodał: „<em>Też kiedyś pobiegnę!, ale jestem jeszcze za młody…</em>” Kiedy zabrakło drzew, zabrakło też zbawiennego cienia. Słońce paliło w twarz, nogi, ramiona… Ulgę dawał jedynie dość silny wiatr… Zejście z tej piekielnej góry było równie wymagające. Kamienie wbijały się w stopy i palce. Łatwo było stracić równowagę. To co trzymało nas przy nadziei to fakt, że po tym zejściu jest już meta. Zbieg był jednak bardzo długi i stromy.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_6.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-981" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_6.jpg" alt="wpis84_6" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Uczucia jakie nami targały przez cały bieg są tak naprawdę nie do opisania. Na zmianę z uśmiechem, cisnęły nam się łzy do oczu. To były jednak łzy radości. Trudno było nam uwierzyć, że za chwilę dokonamy rzeczy, która jeszcze do niedawna była abstrakcją. Marzyliśmy, żeby cały ten wysiłek wreszcie się skończył. Współpraca, wsparcia i możliwości dzielenia się tak wielkim sukcesem jest tym czego z pewnością nikt nam nie odbierze. Po przekroczeniu linii mety stwierdziliśmy, że jesteśmy „MOCARZAMI”. Nawet jeśli to tylko nasze zdanie, czujemy się silniejsi. Wiemy, że RAZEM jesteśmy wstanie pokonać jeszcze niejedno takie wyzwanie. Nie było czasu na kłótnie, sprzeczki czy fochy! Zdaliśmy ten egzamin na 6! Nie oczekujemy zrozumienia i podziwu od innych. Cieszymy się z pokonania Biegu Rzeźnika jak małe dzieci. To było doświadczenie, które wryje się w naszą pamięć na stałe.</p>
<p><strong>Rezultat: 10 godz. 28 min. 50 sek. dał nam 5. pozycję w parach mieszanych oraz 34. lokatę wśród wszystkich zespołów, które ukończyły bieg. DEBIUTY chyba mają taryfę ulgową bo o takim wyniku nawet nie myśleliśmy! Marzenia się spełniają!</strong></p>
<table class=" alignleft" cellspacing="2">
<caption>Nasze czasy pośrednie:</caption>
<tbody>
<tr>
<td>Żebrak: 16,7km</td>
<td><strong>02:03:38</strong></td>
</tr>
<tr>
<td>Cisna: 32,1km</td>
<td><strong>03:43:08</strong></td>
</tr>
<tr>
<td>Smerek: 56,1km</td>
<td><strong>06:27:55</strong></td>
</tr>
<tr>
<td>Berehy: 68,8km</td>
<td><strong>08:49:15</strong></td>
</tr>
<tr>
<td>META: 77,7km</td>
<td><strong>10:28:50</strong></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_8.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-983" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis84_8.jpg" alt="wpis84_8" width="821" height="500" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/debiut-w-biegu-rzeznika/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>636</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>XII Bieg Rzeźnika [wideo]</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/xii-bieg-rzeznika-videorelacja/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/xii-bieg-rzeznika-videorelacja/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 11 Jun 2015 10:00:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Ultra]]></category>
		<category><![CDATA[Wideo]]></category>
		<category><![CDATA[bieg rzeżnika]]></category>
		<category><![CDATA[biegi ultra]]></category>
		<category><![CDATA[bieszczady]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[rzeźnik]]></category>
		<category><![CDATA[ultramaraton]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.adirun.pl/?p=384</guid>
		<description><![CDATA[Już jest! Nasza video relacja z debiutu ultra w Bieg Rzeźnika. Czas: 10h28:50&#8221;. 5 miejsce wśród par mieszanych i 34 pozycja open. Było ciemno, było ciężko, były łzy, był odpoczynek i była radość po pokonaniu wspólnie dystansu ok 78km.]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Już jest! Nasza video relacja z debiutu ultra w Bieg Rzeźnika. Czas: 10h28:50&#8221;. 5 miejsce wśród par mieszanych i 34 pozycja open. Było ciemno, było ciężko, były łzy, był odpoczynek i była radość po pokonaniu wspólnie dystansu ok 78km.</p>
<div  class='avia-video avia-video-16-9  '  itemprop="video" itemtype="https://schema.org/VideoObject" ><div class='avia-iframe-wrap'><iframe width="1500" height="844" src="https://www.youtube.com/embed/HVj7nzbLBiw?feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></div></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/xii-bieg-rzeznika-videorelacja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1202</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>przygotowania do Biegu Rzeźnika [wideo]</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/przygotowania-do-biegu-rzeznika/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/przygotowania-do-biegu-rzeznika/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 18 May 2015 16:30:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Treningi]]></category>
		<category><![CDATA[Wideo]]></category>
		<category><![CDATA[bieg rzeżnika]]></category>
		<category><![CDATA[rzeźnik]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.adirun.pl/?p=366</guid>
		<description><![CDATA[Zostały nam już tylko 3 tygodnie &#8211; kiedy to zasmakujemy pierwszy raz biegu ultra. Ciekawi jesteśmy jak nasze organizmy wytrzymają kilkunastogodzinną walkę z kilometrami, wzniesieniami, kamieniami, bólem, zmęczeniem i tym co napotkamy na drodze. Przygotowania idą pełną parą i możecie je podejrzeć w krótkim filmie z naszego weekendowego wybiegania w Choszczówce oraz Kampinosie.]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Zostały nam już tylko 3 tygodnie &#8211; kiedy to zasmakujemy pierwszy raz biegu ultra. Ciekawi jesteśmy jak nasze organizmy wytrzymają kilkunastogodzinną walkę z kilometrami, wzniesieniami, kamieniami, bólem, zmęczeniem i tym co napotkamy na drodze. Przygotowania idą pełną parą i możecie je podejrzeć w krótkim filmie z naszego weekendowego wybiegania w Choszczówce oraz Kampinosie.</p>
<div  class='avia-video avia-video-16-9  '  itemprop="video" itemtype="https://schema.org/VideoObject" ><div class='avia-iframe-wrap'><iframe width="1500" height="844" src="https://www.youtube.com/embed/jp57MHhha7A?feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></div></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/przygotowania-do-biegu-rzeznika/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1204</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
