<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>NaDystansie.pl &#187; zawody</title>
	<atom:link href="http://www.nadystansie.pl/tag/zawody/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.nadystansie.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 15 Jan 2021 09:39:13 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	
	<item>
		<title>Bieg Niepodległości – czyli koniec sezonu 2017</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/bieg-niepodleglosci-czyli-koniec-sezonu-2017/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/bieg-niepodleglosci-czyli-koniec-sezonu-2017/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 17 Nov 2017 12:41:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Treningi]]></category>
		<category><![CDATA[bieg niepodległości]]></category>
		<category><![CDATA[bieganie]]></category>
		<category><![CDATA[na dystansie]]></category>
		<category><![CDATA[polska biega]]></category>
		<category><![CDATA[zawody]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nadystansie.pl/?p=2573</guid>
		<description><![CDATA[Będę szczera, tegoroczny Bieg Niepodległości miał wyglądać zupełnie inaczej. To miała być wisienka na torcie, chciałam zakończyć drugą część sezonu z przytupem! Tymczasem ledwo doczłapałam do mety. Wynik 40 min. 23 sek. nie jest spełnieniem moich marzeń. Uwierzyłam, że stać mnie na znacznie więcej, a właściwie to szybciej. W rezultacie wyszło wolno i zdecydowanie za [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Będę szczera, tegoroczny Bieg Niepodległości miał wyglądać zupełnie inaczej. To miała być wisienka na torcie, chciałam zakończyć drugą część sezonu z przytupem! Tymczasem ledwo doczłapałam do mety. Wynik 40 min. 23 sek. nie jest spełnieniem moich marzeń. Uwierzyłam, że stać mnie na znacznie więcej, a właściwie to szybciej. W rezultacie wyszło wolno i zdecydowanie za długo.</p>
<p><strong>Chciałam udowodnić, że jestem silna</strong> – nie tylko sobie.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/11/bn2017_01.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2574" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/11/bn2017_01.jpg" alt="bn2017_01" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Po starcie w <strong>Biegnij Warszawo</strong>, nabrałam wiatru w żagle. Uwierzyłam, że wynik w okolicy 39 min. jest w moim zasięgu. Zawinęłam rękawy i dzielnie realizowałam plan treningowy. Jeśli czasami tu wpadacie, to wiecie, że jestem bardzo konsekwentna, w tym co robię. Czasami może zbyt sumienna? Teraz wydaje mi się, że organizm wysyłał mi sygnały ostrzegawcze już wcześniej. Niektóre treningi robiłam tylko dlatego, że były w planie treningowym. Zmęczenie i chwilową niechęć do biegania, tłumaczyłam sobie nawarstwiającym się zmęczeniem i ponurą pogodą. Myślałam, że to normalne i minie w odpowiednim czasie. W końcu przerabiałam ten schemat już nie raz, zwłaszcza podczas przygotowań do maratonu. Wraz z wystrzałem startera, wszystkie rozterki po prostu znikają. Tym razem było inaczej.</p>
<p>Nastawiałam się pozytywnie, choć zawsze z tyłu głowy pozostawiam sobie furtkę. Jeśli ktoś pytał, nieśmiało przyznawałam, że chcę powalczyć o złamanie 39 minut. Choć po chwili dodawałam, że każda urwana sekunda z rekordu <strong>39:26</strong> będzie satysfakcjonująca.</p>
<p>Mimo dość wietrznej i chłodnej pogody rozgrzewka była dość przyjemna. Nogi wydawały się lekkie, choć od kilku dni lewa noga dawała o sobie znać. Bywało, że na treningach czułam dyskomfort – coś jakby ITBS, ale świadomie dokończyłam cały cykl przygotowań pod dychę. Na trasie biegu było wszystko w porządku – jeśli chodzi o lewą nogę, bo reszta pozostawiała wiele do życzenia.</p>
<p>Plan wydawał się prosty, spokojny początek w okolicach 4:00/km, a w drugiej części miała być torpeda! Wyszedł jakiś ospały ślimak.</p>
<p>Pierwsze 2 km faktycznie były spokojne, równo z oznaczeniem na trasie zegarek wskazał czas 8 min. 10 sek. – czyli przynajmniej o 10 sekund za wolno. Jeszcze w tedy nie traciłam nadziei, bo nic nie wskazywało, na to, że z każdym kilometrem będzie coraz gorzej. Na 3 km zamiast „zającować” koledze, to on mobilizował mnie do walki. Łukasz znał moje plany i wiedział, że trzeba przyspieszyć. Tyle, że ja nie potrafiłam dotrzymać mu kroku. Facet, który w ostatnich tygodniach nie trenował regularnie, z lekkością popędził do przodu. Ja zostałam w tyle i modliłam się, żeby dotrwać do półmetka.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/11/bn2017_03.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2578" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/11/bn2017_03.jpg" alt="bn2017_03" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Rety! Gdyby ktoś słyszał moje myśli, złapałby się za głowę i stwierdził, ze jestem niezrównoważona psychicznie. Na 5 km zameldowałam się z czasem <strong>19 min. 50 sek</strong>., teoretycznie ten bieg był jeszcze do uratowania. Problem tkwił w tym, że ja nie byłam w stanie przyspieszyć. Co najmniej kilka razy zadawałam sobie pytanie „Po co mi to?” „Może zejdę, albo poczekam na Adriana?” „Nie no lipa, najwyżej zacznę biec na samopoczucie”. Starałam się schować przed wiatrem, za innych, ale za każdym razem łapałam się na tym, że tracę prędkość. Moim największym problemem nie była jednak aura, ale ogólne samopoczucie. Coś ewidentnie nie zagrało. To nie był bieg po rekord życiowy. Zdałam sobie sprawę, że walczę o złamanie 40 min. i w pewnym momencie brałabym taki wynik w ciemno.</p>
<p>W nadziei na reaktywację, za radą Adiego, zjadłam żela. Część trafiła, tam gdzie miała trafić, ale większość rozlała się po policzku, na koszulkę i asfalt. Mimo tego, że biegłam w rękawiczkach, dłonie nie do końca spełniały swoje funkcje. Niestety, moje kończyny w chłodne dni bardzo szybko robią się zgrabiałe, zmieniają barwę na białe i niewiele z nich pożytku.</p>
<p>Na całe szczęście, 7. kilometr to luka w mojej pamięci. Z jednej strony to dobrze, ale z drugiej amnezja trwała zbyt długo, bo ponad 4 minuty. Przez kolejne dwa kilometry czułam już lekką rezygnację, o przyśpieszeniu nie było mowy. Jedyną nadzieją, jakiej się uczepiłam, były plecy jednego biegacza. Nie obchodziło mnie w jakim tempie biegnie i tak wiedziałam, że ledwo za nim człapie. Na ostatnim kilometrze mój wzrok powędrował już znacznie dalej, meta była już tak blisko! Chciałam to mieć jak najszybciej za sobą, chciałam już iść do domu.</p>
<p>Przekroczyłam metę lekko zmieszana, ale nie wstrząśnięta. Nie byłam zadowolona z wyniku, ale o dziwo humor mi dopisywał. Znalazło się nawet kilka osób, które pogratulowały mi dobrego biegu. Wiedziałam, że mój występ wcale nie był dobry, ale trochę wstyd było mi narzekać. A może po prostu nie chciało mi się tłumaczyć, dlaczego mi nie wyszło? Dobrze, że zanim Adi do mnie dołączył, miałam z kim pogadać. Te rozmowy i pozdrowienia, dodały mi sporo pozytywnej energii. Dobrze jest wiedzieć, że lubicie NaDystansie.pl.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/11/bn2017_04.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2579" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/11/bn2017_04.jpg" alt="bn2017_04" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Ps.</strong> Po powrocie do domu zadzwoniłam do siostry. Zapytała jak mi poszło, bo słyszy po głosie, że jest dobrze. Było zupełnie inaczej, ale ja cieszyłam się, że jutro nic już nie muszę. Chyba najbardziej potrzebowałam odpocząć, zamierzam wykorzystać ten czas jak najlepiej potrafię. Bez biegania.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/bieg-niepodleglosci-czyli-koniec-sezonu-2017/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1108</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Druga strona medalu Biegnij Warszawo</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/druga-strona-medalu-biegnij-warszawo/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/druga-strona-medalu-biegnij-warszawo/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 01 Oct 2017 18:05:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Starty]]></category>
		<category><![CDATA[biegnij warszawo]]></category>
		<category><![CDATA[nadystansie]]></category>
		<category><![CDATA[polska biega]]></category>
		<category><![CDATA[runners]]></category>
		<category><![CDATA[slider]]></category>
		<category><![CDATA[zawody]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nadystansie.pl/?p=2541</guid>
		<description><![CDATA[Biegnij Warszawo miało być celem numer jeden! Chciałam złamać 39 min. na 10km. Pomysł zrodził się zupełnie spontanicznie. Ja zostałam bez trenera, a Mateusz Jasiński szukał 10 osób do ekipy Bobby Burgera, którą miał przygotować właśnie pod tę imprezę. Zgłosiłam się, a on mnie wybrał. I tak zaczęła się trzymiesięczna przygoda! Było dużo niewiadomych. Nowy [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Biegnij Warszawo </strong>miało być celem numer jeden! Chciałam złamać 39 min. na 10km. Pomysł zrodził się zupełnie spontanicznie. Ja zostałam bez trenera, a Mateusz Jasiński szukał 10 osób do ekipy Bobby Burgera, którą miał przygotować właśnie pod tę imprezę. Zgłosiłam się, a on mnie wybrał. I tak zaczęła się trzymiesięczna przygoda!</p>
<div id="attachment_2548" style="width: 831px" class="wp-caption aligncenter"><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/10/bw_06.jpg"><img class="size-full wp-image-2548" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/10/bw_06.jpg" alt="Ekipa Bobby Burgera" width="821" height="500" /></a><p class="wp-caption-text">Ekipa Bobby Burgera</p></div>
<p><strong>Było dużo niewiadomych.</strong> Nowy plan treningowy, inne podejście do biegania i w tym wszystkim ja! Chyba nie muszę Wam mówić jak trudna i zarazem jak ważna jest relacja trener &#8211; zawodnik. Tu potrzeba czasu, żeby zawodnik mógł zaufać, a trener poznał podopiecznego. Myślę, że trzy miesiące to mało. Kto wie, może damy sobie trochę więcej czasu?</p>
<div id="attachment_2549" style="width: 831px" class="wp-caption aligncenter"><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/10/bw_07.jpg"><img class="size-full wp-image-2549" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/10/bw_07.jpg" alt="Przed rozgrzewką Biegnij Warszawo" width="821" height="500" /></a><p class="wp-caption-text">Przed rozgrzewką Biegnij Warszawo</p></div>
<p><strong>Na tydzień przed Biegnij Warszawo</strong>, miałam pobiec kontrolną piątkę. Początkowo w Biegu na Piątkę, czyli imprezie towarzyszącej podczas Maratonu Warszawskiego. Niestety obowiązki zawodowe pokrzyżowały mi nieco plany i w ten sposób zupełnie nieoczekiwanie pobiegłam w Pułtusku. Bieg wyszukany na szybko, dosłownie w ostatniej chwili. Trochę żałuję, że na blogu nie pojawiła się z tego startu relacja, ale ostatnio tak dużo się u mnie dzieje, że przyznaję &#8211; zabrało mi na to sił. Chciałam, żeby ten bieg utwierdził mnie w przekonaniu, że jestem mocna. Wygrałam, ale nie o miejsce mi tu chodziło, a o czas! 19:32 &#8211; bardzo przyzwoicie, tyle że bez fajerwerków. Nic jednak nie dzieje się bez przyczyny, w nagrodę za wkład pracy (tak to sobie tłumaczę) <strong>z Pułtuska wróciłam z ROWEREM!</strong></p>
<div id="attachment_2550" style="width: 831px" class="wp-caption aligncenter"><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/10/bw_08.jpg"><img class="size-full wp-image-2550" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/10/bw_08.jpg" alt="Przed startem Biegnij Warszawo" width="821" height="500" /></a><p class="wp-caption-text">Przed startem Biegnij Warszawo</p></div>
<p><strong>1 października zbliżało się nieubłaganie</strong>. Nie chciałam narzekać, ale nie czułam, że jestem w gazie. Tak po prostu czasami jest i nic na to nie poradzisz. Nie mam sobie nic do zarzucenia, treningi realizowałam  jak najlepiej potrafię, tyle że zabrakło jednej ważnej rzeczy: spokoju i odpoczynku. W piątek na dwa dni przed biegiem, Adi zabrał mnie do kina. To miał być relaks, ale z relaksu wyszła kupa. <strong>BOTOKS</strong> mnie znokautował, dotrwałam do połowy i obudziłam się z nogami w górze na podłodze. <strong>Tak, zemdlałam. Pierwszy raz w życiu.</strong> Dobrze, że na sali było mnóstwo pielęgniarek i lekarzy &#8211; pomoc nadbiegła w mgnieniu oka. Może to głupio zabrzmi, ale pocieszające było to że nie ja jedna zasłabłam &#8211; najwyraźniej obrzydziły mnie sceny z filmu. Tyle, że strach pozostał. Wiecie o czym myślałam, jak leciałam na podłogę? „Kurcze, jak ja pobiegnę tę dychę w niedzielę? Co się ze mną dzieje?” A potem obudziłam się i zobaczyłam co najmniej sześć gadających do mnie głów <img src="http://s.w.org/images/core/emoji/72x72/1f600.png" alt="😀" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> Mam jednak gest, w całym zamieszaniu mówię do Adriana: „Potrzymaj mi te nogi, a Panie niech idą sobie oglądać film…” „Ale obciach, tylko nie wzywajcie karetki..” <strong>Teraz się z tego śmiejemy.</strong></p>
<div id="attachment_2551" style="width: 831px" class="wp-caption aligncenter"><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/10/bw_09.jpg"><img class="size-full wp-image-2551" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/10/bw_09.jpg" alt="Na trasie Biegnij Warszawo" width="821" height="500" /></a><p class="wp-caption-text">Na trasie Biegnij Warszawo</p></div>
<p><strong>Nie pytajcie o nastrój tuż przed biegiem.</strong> Gdzieś z tyłu głowy, miałam mnóstwo obaw. Na 5 minut przed startem za namową Adriana postanowiłam pobiec w samym topie, nerwowo przepięłam numer i ruszyłam do pierwszej strefy. Tu byłam już spokojna, no może nie do końca ale czułam się dobrze. Pytanie tylko co robili tu ludzie, którzy po starcie plątali mi się pod nogami? Nigdy tego nie zrozumiem.</p>
<div id="attachment_2543" style="width: 831px" class="wp-caption aligncenter"><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/10/bw_02.jpg"><img class="size-full wp-image-2543" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/10/bw_02.jpg" alt="Meta Biegnij warszawo" width="821" height="500" /></a><p class="wp-caption-text">Meta Biegnij warszawo</p></div>
<p><strong>Plan był prosty.</strong> Pierwsze 2 km po 4:00/km, kolejne 3-4 km 3:55 a na koniec 3:50. No, to wyszło jak zwykle inaczej. Początek był spokojny &#8211; brawo Aga! Tyle, że kiedy miało być szybciej pojawił się podbieg na Spacerowej. Było wolniej niż zakładałam. Do tego mój zegarek ze mną nie współpracował, a ja nie widziałam żadnego oznaczenia kilometrów &#8211; były? Zaczęłam bieg na wyczucie, ani przez chwilę nie było przyjemnie. Miewałam lepsze występy. Na punkcie odżywczym złapałam kubek z wodą, napiłam się łyka i resztę wylałam na nogi. Zawsze tak robię jak mi coś zostanie.</p>
<div id="attachment_2546" style="width: 831px" class="wp-caption aligncenter"><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/10/bw_04.jpg"><img class="size-full wp-image-2546" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/10/bw_04.jpg" alt="Medal Biegnij Warszawo" width="821" height="500" /></a><p class="wp-caption-text">Medal Biegnij Warszawo</p></div>
<p><strong>Dobrze, że od kilku lat trasa jest ciągle taka sama</strong>. Dzięki temu wiedziałam, na którym kilometrze mniej więcej jestem. Poza tym patrzyłam na czas, 24 minuty z hakiem &#8211; czyli ok. 6 km trasy. Kolejnym celem było centrum, wiedziała że od Palmy będzie już z górki i to niemal dosłownie. Spojrzałam na zegarek po raz drugi, 30 minut czyli do mety ok. 2 km. Zebrałam się w sobie na ile tylko mogłam ale nie szło tak jakbym chciała. Oddech w porządku, nogi trochę ciężkie. Marzyłam już o ul. Myśliwieckiej &#8211; tu miało być już przyjemnie. Tyle, że na zmęczeniu nawet z górki nie jest fajnie. „Jak ja nie lubię dychy!” Paweł Olszewski krzyczy do mnie: „Tak trzymaj, do końca!” Dzięki za doping! Na ostatniej prostej chciałam się już zatrzymać, ale głupio tak kilkaset metrów przed metą. Adi czekał na mecie z aparatem, on wierzył we mnie jak nikt inny &#8211; nie mogłam go zawieść i odwalać głupot. W końcu dobiegłam! Patrzę na zegarek 39:32 &#8211; tyle złapałam. Potrzebowałam chwili na uspokojenie oddechu, podbiegli do mnie medycy &#8211; a mi przypomniało się KINO, o nie wszystko jest w porządku! <strong>I HOPSA poszłam do przodu, po MEDAL!</strong></p>
<div id="attachment_2544" style="width: 831px" class="wp-caption aligncenter"><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/10/bw_03.jpg"><img class="size-full wp-image-2544" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/10/bw_03.jpg" alt="Po zawodach, Biegnij Warszawo" width="821" height="500" /></a><p class="wp-caption-text">Po zawodach, Biegnij Warszawo</p></div>
<p><strong>Oficjalny czas: 39:29, 6 miejsce open i 3. w K-30!<br />
</strong> Do życiówki zabrakło 3 sekund, do złamania bariery 39 minut aż 30 sekund. To nic i tak jestem szczęśliwa! Mateusz mówi, że bazę do Biegu Niepodległości już mamy! <img src="http://www.nadystansie.pl/wp-includes/images/smilies/simple-smile.png" alt=":)" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<div id="attachment_2547" style="width: 831px" class="wp-caption aligncenter"><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/10/bw_05.jpg"><img class="size-full wp-image-2547" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/10/bw_05.jpg" alt="Bobby Burger, Biegnij Warszawo" width="821" height="500" /></a><p class="wp-caption-text">Bobby Burger, Biegnij Warszawo</p></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/druga-strona-medalu-biegnij-warszawo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1260</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Stres przedstartowy –  a TY o czym myślisz?</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/stres-przedstartowy-a-ty-o-czym-myslisz/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/stres-przedstartowy-a-ty-o-czym-myslisz/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 Apr 2017 20:57:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Inne]]></category>
		<category><![CDATA[maraton]]></category>
		<category><![CDATA[nadystansie]]></category>
		<category><![CDATA[slider]]></category>
		<category><![CDATA[start]]></category>
		<category><![CDATA[stres]]></category>
		<category><![CDATA[zawody]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nadystansie.pl/?p=2235</guid>
		<description><![CDATA[4 dni do startu w Orlen Warsaw Maraton! Poziom adrenaliny rośnie, a w głowie rodzi się milion pytań. Niemal identyczne odczucia towarzyszyły Nam przed Półmaratonem Warszawskim. W zasadzie stres pojawia się zawsze, tyle że podenerwowanie czujemy z reguły dzień przed zawodami i oczywiście w samym dniu startu. Tyle, że przy tego typu imprezach (jak ta) [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>4 dni do startu w Orlen Warsaw Maraton!</p>
<p>Poziom adrenaliny rośnie, a w głowie rodzi się milion pytań. Niemal identyczne odczucia towarzyszyły Nam przed Półmaratonem Warszawskim. W zasadzie stres pojawia się zawsze, tyle że podenerwowanie czujemy z reguły dzień przed zawodami i oczywiście w samym dniu startu. Tyle, że przy tego typu imprezach (jak ta) emocjonujemy się nawet na kilka dni przed biegiem. Maraton to maraton, jeden bieg, jedno podejście. Jeśli coś pójdzie nie tak, będzie trzeba ochłonąć, a potem po raz kolejny przejść przez okres przygotowawczy i zmierzyć się z tym dystansem w nowym sezonie. To dlatego chciałoby się, żeby było idealnie.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/04/owm1_03.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2238" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/04/owm1_03.jpg" alt="owm1_03" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Start w Niedzielę, a My od kilku dni zasypiamy i budzimy się na trasie maratonu.</strong></p>
<p>Coś tam sobie kalkulujemy, analizujemy obserwujemy swój organizm. We wtorek zrobiliśmy ostatni mocniejszy akcent przed maratonem. Teraz pozostaje tylko dopieścić organizm i skupić się na jego pełnej regeneracji.<br />
Trzeba sobie zdać sprawę, że absolutnie niczego już nie poprawimy. To co zdołaliśmy wypracować przez kilka miesięcy musi nam wystarczyć. Nie dorzucimy już nic do pieca i będzie trzeba pojechać na tym co zdołaliśmy wypocić do tej pory.</p>
<p>Lepiej nie eksperymentować i warto skupić się na sprawdzonych metodach co do planu treningowego, diety czy spędzenia wolnego czasu.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/04/owm1_02.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2237" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/04/owm1_02.jpg" alt="owm1_02" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>A myśli krążą po głowie różne. Są te całkiem rozsądne i te zupełnie głupie. Poniżej dzielimy się swoimi maratońskimi obawami:</strong></p>
<ul>
<li>Pogoda. Jeszcze dwa tygodnie temu baliśmy się wysokiej temperatury, teraz obawiamy się opadów śniegu, niespodziewanej zamieci i mrozu! No i wiatru… do zaakceptowania jest tylko ten w plecy.</li>
<li>Dieta. Czy aby nie za dużo, a może za mało? Uważamy, żeby jeść tylko sprawdzone posiłki, zwłaszcza że oboje borykaliśmy się ostatnio z kłopotami żołądkowymi.</li>
<li>O rety! Czemu mamy takie ołowiane nogi?! Chyba lepiej kręciły się tydzień temu… a może to tylko stres?</li>
<li>Biegnę w startówkach, są lekkie i wygodne, w ogóle świetnie się ostatnio sprawdziły. Tylko czy one aby nie są już za bardzo uklepane na ten maraton?</li>
<li>Ile zabrać ze sobą żeli? Ostatnio wystarczyły mi 4, ale Adi miał chyba więcej?! Może lepiej wziąć jeden na zapas?</li>
<li>Jak się ubrać na bieg? Niby zimno, ale po 5 km to na pewno się rozgrzeję.</li>
<li>Oby tylko dało się trzymać założonego tempa. Jak polecę na początku za szybko to maraton na pewno mi tego nie wybaczy na końcówce!</li>
<li>Na rozgrzewkę weźmiemy jakieś rzeczy, które w ostatniej chwili po prostu wyrzucimy&#8230; tak zrobiliśmy rok temu.</li>
<li>Hm… to o której wstajemy? Najlepiej byłoby wyjść z domu tuż po godz. 7:00, tak żeby jeszcze znaleźć miejsce parkingowe!</li>
<li>Numer startowy, żeby tylko nie zapomnieć!</li>
<li>Z jednej strony nie możemy się doczekać, a z drugiej chcielibyśmy mieć to już za sobą.</li>
<li>Ciekawe co bym zrobiła, gdyby popsuł mi się zegarek na trasie?! To byłaby katastrofa!</li>
</ul>
<p>Po dobrze przepracowanym okresie zimowym i udanym starcie w półmaratonie, chcielibyśmy żeby TEN start, który jest naszym CELEM został osiągnięty! Nic więc dziwnego, że Orlen Warsaw Marathon wyjątkowo zaprząta nam nasze głowy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/stres-przedstartowy-a-ty-o-czym-myslisz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1029</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Relacja z Babickiej Dziesiątki</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/relacja-z-babickiej-dziesiatki/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/relacja-z-babickiej-dziesiatki/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 14 Apr 2017 08:27:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Starty]]></category>
		<category><![CDATA[babice]]></category>
		<category><![CDATA[babicka]]></category>
		<category><![CDATA[bieg]]></category>
		<category><![CDATA[dziesiatka babicka]]></category>
		<category><![CDATA[nadystansie]]></category>
		<category><![CDATA[slider]]></category>
		<category><![CDATA[zawody]]></category>
		<category><![CDATA[życiówka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nadystansie.pl/?p=2222</guid>
		<description><![CDATA[Od początku założenie było proste, w planie treningowym, jednocześnie tuż po Półmaratonie Warszawskim chcieliśmy wystartować na dystansie 10km. Tak, żeby sprawdzić swoją formę i jednocześnie wykonać dobra robotę jeszcze przed Orlen Warsaw Marathon. Jesteśmy zdania, że udział w zawodach to dobra metoda treningowa w dążeniu do długoterminowego celu. Pierwotny planowaliśmy wrócić na trasę w Raszynie [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Od początku założenie było proste, w planie treningowym, jednocześnie tuż po Półmaratonie Warszawskim chcieliśmy wystartować na dystansie 10km. Tak, żeby sprawdzić swoją formę i jednocześnie wykonać dobra robotę jeszcze przed Orlen Warsaw Marathon. Jesteśmy zdania, że udział w zawodach to dobra metoda treningowa w dążeniu do długoterminowego celu.</p>
<p>Pierwotny planowaliśmy wrócić na trasę w Raszynie i <span style="text-decoration: underline;"><a href="http://www.nadystansie.pl/3-okrazenia-ponizej-oczekwan-podczas-biegu-raszynskiego/">wyrównać rachunki za zeszłoroczny występ</a></span>. Ostatecznie jednak wylądowaliśmy w Starych Babicach. Po pierwsze jeszcze tu nie biegaliśmy, a po drugie zachęciła Nas trasa, dokładnie chodziło o jedną pętle, – co jakby nie patrzeć znacznie lepiej działa u Nas na głowę. Jak już wybiegniesz to nie ma przepuść, trzeba wrócić na linie mety i nie ma pokusy, żeby zejść z trasy &#8211; tak jak w Raszynie <img src="http://www.nadystansie.pl/wp-includes/images/smilies/simple-smile.png" alt=":)" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p><strong>Stare Babice</strong> zlokalizowane są dosłownie „rzut beretem” od Warszawy, Nam podróż z Tarchomina zajęła zaledwie 35 minut. Idealna opcja dla tych, którzy nie lubią długiej podróży przed zawodami.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/04/babicka_06.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2229" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/04/babicka_06.jpg" alt="babicka_06" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Pogoda w dniu startu</strong> wydawała się idealna, optymalna temperatura, niebo niemal bez żadnej chmurki i wszystko skąpane w słońcu. Nic tylko założyć buty i zrobić swoje! Pozory jednak mylą, bo do tej pięknej sielankowej scenerii doszedł jeszcze silny wiatr, który bez wątpienia wpłynął na końcowe rezultaty wielu zawodników.</p>
<p>Na miejsce dotarliśmy z dużym zapasem czasu, na tyle wcześnie żeby swobodnie zaparkować i spacerem rozejrzeć się po okolicy startu i mety, które znajdowały się w tym samym punkcie. Pakiety odebraliśmy dzień wcześniej, przez co zostaliśmy nagrodzeni czołówkami.</p>
<p><strong>Oboje pokładaliśmy w tym biegu duże nadzieje</strong> zwłaszcza, że osiągnięte wyniki w Półmaratonie Warszawskim, wskazywały na to, że treningowo idziemy w bardzo dobrym kierunku. Po cichu liczyliśmy, że na fali dobrej passy dolecimy aż do Orlenu. Sport jest jednak nieprzewidywalny i nie wszystko układa się po naszej myśli. Adi od początku tygodnia zmagał się z rewolucjami żołądkowymi, a ja nie czułam tego super flow w nogach jak to miało miejsce na kilka dni przed półmaratonem. Co się stało? Nie wiem. Dopiero na piątkowym rozruchu poczułam się trochę swobodniej, Adi był w nieco gorszym położeniu, bo na dwa dni przed startem musiał odpuścić treningi i trudno było przewidzieć, z jakim samopoczuciem stanie na linii startu. Chcieliśmy wierzyć, że to nie miało aż tak dużego znaczenia.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/04/babicka_07.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2230" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/04/babicka_07.jpg" alt="babicka_07" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Na początku wszystko szło zgodnie z planem.</strong> Na 30 min przed biegiem zaczęliśmy się rozgrzewać, tradycyjnie potruchtaliśmy ok. 3 km, dorzuciliśmy ćwiczenia dogrzewające i zrobiliśmy kilka rytmów. Wtedy też zdaliśmy sobie sprawę, że pierwszy odcinek trasy będzie lekko z górki za to pod solidny wiatr. Staraliśmy się jednak nie zaprzątać tym głowy i skupić tylko na biegu.Po cichu łudziłam się, że jeśli jesteśmy w formie, to bez względu na aurę, damy radę!</p>
<p><strong>W strefie startowej</strong> na kilka minut przed startem, w koło krążyło główne pytanie „<em>Na ile biegniesz?</em>”. Adi celował w wynik ok. 36 minut, a ja miałam nadzieję na złamanie 39 min., – choć głośno o tym nie mówiłam – zawsze boje się takich deklaracji, szczególnie jak czuję, że coś nie gra. Nadzieję dała mi Agnieszka Kowalczyk, – czyli biegaczka, z którą coraz częściej krzyżują nam się biegowe ścieżki. Jesteśmy na podobnym poziome, dlatego jej deklaracja chęci złamania 39 min. tylko mnie podbudowała, może się uda!</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/04/babicka_02.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2225" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/04/babicka_02.jpg" alt="babicka_02" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>3,2,1… START!</strong> Wszyscy ruszyli. Tradycyjnie Adi już na samym początku był gdzieś na przodzie, ja starałam się trzymać założonego tempa, ale pierwszy kilometr wyszedł zdecydowanie za szybko! Starałam się zwolnić, ale bałam się, że zapowiadana końcówka pod górkę zabierze mi cenne sekundy. Trochę się w tym pogubiłam, dystans 10 km zdecydowanie nie należy do moich ulubionych. Taktyki to ja już w ogóle nie ogarniam na dziesiątce. Przez pierwsze 3 km wiatr wiał prosto w twarz, a ja no –stop odbierałam ataki każdego podmuchu. Za plecami słyszałam tylko kroki Agnieszki, zazdrościłam jej filigranowej figury i tego, że być może łatwiej jest jej się ukryć przed wiatrem. W końcu udało mi się zbliżyć do jakiegoś postawnego faceta, miałam nadzieję, że i mi uda się schować za jego plecami. Nic z tego, wiatr nie dał się wykiwać. I albo ja byłam w kiepskiej dyspozycji tego dnia, albo natura płatała mi figla i usilnie odbierała mi energię.</p>
<p><strong>Mam taką osobistą klasyfikację startów i dziel je na dwie grupy:</strong> są takie, podczas których kilometry mijają same i wszystko idzie zgodnie z planem i takie, które ciągną się jak guma, a wszystkie założenia biorą w łeb! Babicką zaliczam niestety do tej drugiej grupy.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/04/babicka_04.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2227" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/04/babicka_04.jpg" alt="babicka_04" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Wróćmy jednak na trasę</strong>. W okolicach Lipkowa mniej więcej w połowie 4 kilometra skręciliśmy w lewo. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wiatr ustąpił, a ja poczułam jak dużo energetycznie kosztował mnie pierwszy odcinek trasy. Teraz dla odmiany zrobiło mi się niemiłosiernie gorąco. Moja towarzyszka wyprzedziła mnie i zaproponowała, że teraz to ona nada rytm biegu. Szczerze mówiąc nie byłam pewna czy uda mi się podjąć jej wyzwanie. W tym samym czasie w oddali zobaczyłam Adiego, dla mnie było jasne, że czeka na mnie – zwolnił ze względu na kiepskie samopoczucie i stwierdził, że pobiegnie moim, jednocześnie mniej wymagającym dla niego tempie. Chciał mnie wesprzeć na trasie. Teraz to on był dla Nas tempomatem i zagrzewał do walki. Chyba zauważył moja panikę, bo podał mi swojego żela, ale ja byłam wstanie wciągnąć tylko pół tubki. Osobiście uważam, że na dystansie 10km, takie dokarmianie jest zbędne – tyle, że czułam jak słabnę.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/04/babicka_03.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2226" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/04/babicka_03.jpg" alt="babicka_03" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Do szóstego kilometra szło całkiem nieźle, ale kiedy trasa ponownie zmieniła swój bieg i ponownie skręciliśmy w lewo, po raz kolejny spotkaliśmy się ze ścianą wiatru! Byłam w stanie powiedzieć tylko jedno „<em>o nie! Znowu?! Nie mam już na to siły</em>” Cały czas biegliśmy we trójkę, Adi kazał biec na jego plecach – miał nadzieję, że był dla Nas tarczą ochronną przed wiatrem. Ale ten skubany wiatr nie dał się przechytrzyć i wirował bezczelnie między Nami. W mojej głowie pojawiła się obawa, że zaczynam walkę o złamanie 40 minut, a nie jak wcześniej zakładałam 39. Do tego wszystkiego czułam podświadomie, jak baloniki z „39:59” depczą mi po piętach.</p>
<p>Na ósmym kilometrze odzyskałam, jako taki rym, wiatr znów ustał, bo i kierunek biegu się zmienił. Adi przechodził samego siebie, ale wiem, że chciał dobrze. <strong>Dopingował mnie różnymi hasłami w nadziei, że wstąpią we mnie dodatkowe moce!</strong></p>
<p>„<em>dawaj! Będzie dobry czas!</em>” &#8211; W to mu kompletnie nie wierzyłam, choć trudno było mi się pogodzić z 40 minutami;<br />
„<em>jest już blisko!</em>” &#8211; Nie dla mnie, pomyślałam;<br />
„<em>dociśnij!</em>” &#8211; Z czego niby? &#8211; Spojrzałam na niego wymownie;<br />
„<em>wiem, że dasz radę!</em>” &#8211; Cieszę się, ze, choć on we mnie wierzył;<br />
„<em>nie ma, że boli, przyśpiesz!</em>” &#8211; Zamilcz, pomyślałam sobie;<br />
„<em>widzę, że masz siłę!</em>” &#8211; doprawdy?!<br />
„<em>chcę widzieć na mecie, że dałaś z siebie wszystko!</em>”;<br />
„<em>musi boleć!</em>”;<br />
„<em>pomyśl sobie, że to tylko 5 okrążeń na stadionie</em>”;</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/04/babicka_08.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2231" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/04/babicka_08.jpg" alt="babicka_08" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Powoli zaczynał mi ten doping przeszkadzać, zamiast motywować. Zrobiłam się nerwowa i podirytowana.</p>
<p>Tych „zagrzewających do walki” okrzyków było znacznie więcej, <strong>Adi krzyczał do mnie jak nakręcony</strong>, a ja zdobyłam się nawet na to żeby mu odpowiedzieć „<em>Przestań już! Daj mi się skupić</em>”. Trochę się posprzeczaliśmy, on twierdził nawet, że powinnam zjeść żela, jeśli czuję, że nie mam siły, w mojej ocenie nie było mi to już potrzebne. Musicie wiedzieć, że ja podczas biegu w ogóle nie gadam, to zabiera mi zbyt dużo siły. Skoro jednak to zrobiłam, to oznaczało, że moja irytacja sięgnęła zenitu! Najgorsze było to, że moja „katarynka” cały czas nadawała. O losie, jak on mnie wtedy wkurzał. <strong>Nie wiem, co pomyśleli sobie inni, ale im bardziej Adi był nieugięty, tym bardziej miałam ochotę go udusić!</strong> Co więcej, po serii „motywacyjnych okrzyków”, jakby nigdy nic odwrócił się do innego biegacza i „przemiłym” głosem zapytał się: „<em>Wszystko ok? Dajesz radę? Super!</em>”</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/04/babicka_05.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2228" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/04/babicka_05.jpg" alt="babicka_05" width="821" height="500" /></a></p>
<p>W końcu pojawił się widok upragnionego kościoła, na którym starałam się skupić wzrok. To był znak, że jest już naprawdę bardzo blisko. To był również moment, w którym zaczął się 300m podbieg, o dziwo nie taki straszny jakby się wydawało. Nawet Adi ucichł, a ja wewnętrznie odpoczęłam.</p>
<p><strong>Wreszcie, po 39 min. i 26 sek. dobiegłam do upragnionej mety!</strong> Padła kolejna życiówka, ale ja nie do końca potrafiłam się z niej cieszyć. Wiedziałam, ile wysiłku kosztował mnie ten bieg, mimo niezbyt zawrotnego tempa. W końcu zrozumiałam, że jeszcze na trasie godziłam się z wynikiem w okolicach 40 minut, dlatego nie powinnam narzekać i roztrząsać tego biegu, jak tylko ja potrafię.</p>
<p><strong>Trzeba się cieszyć z tego, co jest tu i teraz!</strong></p>
<p>Adiemu (mimo mojego zbulwersowania) należą się ogromne podziękowania za wsparcie na trasie i podanie kubka z wodą. Kto wie, jakby to się skończyło gdybym słuchała swoich myśli kłębiących się w głowie podczas biegu, zamiast szaleńczego dopingu męża! <strong>Tak czy inaczej, mamy do pogadania i określenia wytycznych dot. wsparcia na trasie! <img src="http://www.nadystansie.pl/wp-includes/images/smilies/simple-smile.png" alt=":)" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/relacja-z-babickiej-dziesiatki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1086</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bieganie na zawodach w okresie przygotowawczym, czy to ma sens?</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/bieganie-na-zawodach-w-okresie-przygotowawczym-czy-to-ma-sens/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/bieganie-na-zawodach-w-okresie-przygotowawczym-czy-to-ma-sens/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Dec 2016 07:58:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Treningi]]></category>
		<category><![CDATA[citytrail]]></category>
		<category><![CDATA[nadystansie]]></category>
		<category><![CDATA[slider]]></category>
		<category><![CDATA[starty]]></category>
		<category><![CDATA[trening]]></category>
		<category><![CDATA[zawody]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nadystansie.pl/?p=1920</guid>
		<description><![CDATA[Na początku trzeba sobie odpowiedzieć na jedno bardzo ważne pytanie. Co to w ogóle jest okres przygotowawczy i czy wiemy co pod tym hasłem tak naprawdę się kryje. To z pewnością nie jest tylko przezimowanie i bieganie w nieco gorszych warunkach niż zwykle. Dla Nas to ciężka harówka, która zbliża Nas do postawionego wcześniej konkretnego [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Na początku trzeba sobie odpowiedzieć na jedno bardzo ważne pytanie. <strong>Co to w ogóle jest okres przygotowawczy</strong> i czy wiemy co pod tym hasłem tak naprawdę się kryje. To z pewnością nie jest tylko przezimowanie i bieganie w nieco gorszych warunkach niż zwykle. Dla Nas to ciężka harówka, która zbliża Nas do postawionego wcześniej konkretnego celu. Obciążenia treningowe stopniowo zwiększają się, a my skupiamy się głownie na budowaniu tzw. bazy, siły biegowej i wytrzymałości specjalnej.</p>
<p>Nie oszukujmy się, bez odpowiedniego przygotowania i planu działania nie możemy mówić ani o okresie przygotowawczym, ani o starcie docelowym, ani tym bardziej o roztrenowaniu, no bo niby po czym? Całoroczne bieganie od czasu do czasu, w jednostajnym tempie to według mnie kiepski trening. To bardzo dobry sposób na poprawę kondycji i samopoczucia, ale na pewno nie sposób na poprawę wyników na danym dystansie.</p>
<p>Mimo wysiłku jaki wkładamy codziennie w treningi, czasami zastanawiamy się czy faktycznie trenujemy tak na serio?! Bo tego, że nie biegamy tylko po to, żeby biegać jesteśmy pewni! Od razu podkreślamy, że w bieganiu dla samej idei, dobrego samopoczucia i sposobu spędzenia wolnego czasu nie ma nic złego. Wręcz przeciwnie, to się jak najbardziej chwali. Nie każdy biega za wynikiem.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/12/okres_03.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1930" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/12/okres_03.jpg" alt="okres_03" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Często słyszy się opinie, że trenować powinno się w ciszy, a chwalić dopiero sukcesami.</strong> I jak tu wobec tego pogodzić to bieganie za kurtyną, którego nikt nie widzi i startem w biegu, po którym każdy zna Twój wynik i osiągnięty czas na danym dystansie?</p>
<p><strong>Wydaje Nam się, że podejście biegaczy amatorów do udziału w zorganizowanych biegach można podzielić na 3 grupy:</strong></p>
<ol>
<li>Osoby, które biegają tylko i wyłącznie dla przyjemności i traktują ten czas wyłącznie jako dobrą zabawę, a przy tym nie mają żadnego planu treningowego ani długoterminowego celu,</li>
<li>Osoby, które mają konkretny cel, ale ich plan treningowy nie przewiduje startów w innych zawodach, Ci biegacze trenują w ciszy i spokoju, bez ścigania się i porównywania wyników z innymi.</li>
<li>Osoby, które maja konkretny cel i wplatają do swojego planu udział w zawodach jako przemyślaną jednostkę treningową.</li>
</ol>
<p><strong>My należymy do trzeciej grupy, ale każdy udział w zawodach konsultujemy z trenerem i odpowiednio wplatamy w plan treningowy.</strong></p>
<ul>
<li>Jest to dla Nas idealna jednostka treningowa, np. cykl biegów górskich w Falenicy,</li>
<li>Udział w zawodach możemy potraktować jako sprawdzian, np. City Trail</li>
<li>Osiągnięty rezultat daje obraz na jakim etapie przygotowań aktualnie jesteśmy, na czym warto skupić się w kolejnych treningach,</li>
<li>Takie zawody są często naszymi krótkoterminowymi celami, które zbliżają Nas do startu docelowego,</li>
<li>Bieganie na zawodach mobilizuje do szybszego tempa, którego sami na treningu moglibyśmy nie utrzymać,</li>
<li>To idealny moment na naukę odpowiedniej taktyki podczas biegu, która najlepiej sprawdzi się w naszym przypadku na biegu docelowym,</li>
<li>Na zawodach uczymy się biegania w różnych warunkach atmosferycznych, nie przeczekamy przecież deszczu i nie przełożymy startu na kolejny dzień,</li>
<li>Udział w zawodach uczy Nas radzenia sobie ze stresem przedstartowym &#8211; choć podwyższony poziom adrenaliny chyba nigdy nie będzie do opanowania,</li>
<li>Nabieramy wprawy co do samej organizacji i przygotowań związanym przed startem, wiemy co i jak po kolei robić, żeby na samym starcie nie zarzucać sobie, że o czymś zapomnieliśmy,</li>
<li>Sprawdzamy w czym biega Nam się najlepiej, np. idealne buty, strój startowy &#8211; to z pewnością warto przetestować,</li>
<li>Testujemy kiedy nasz organizm jest najbardziej wydajny, czy warto zrobić lekki rozruch dzień przed startem czy może zupełnie odpuścić sobie trening,</li>
<li>Warto chyba też dodać, że lubimy rywalizację, która jednocześnie motywuje Nas do codziennych treningów.</li>
</ul>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/12/okres_02.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1929" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/12/okres_02.jpg" alt="okres_02" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Poza wyżej wymienionymi punktami, udział w zawodach daje Nam też mnóstwo pozytywnych emocji. Mamy szansę spotkać się ze znajomymi, wymienić poglądy dotyczące treningów, poznać niektórych biegaczy osobiście. Zbieramy nowe doświadczenia, odkrywamy nowe miejsca do biegania. Poniekąd też bawimy się sportem, ale zawsze ścigamy się na serio!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/bieganie-na-zawodach-w-okresie-przygotowawczym-czy-to-ma-sens/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1618</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wieliszewski Crossing &#8211; wiosna 2016</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/wieliszewski-crossing-wiosna-2016/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/wieliszewski-crossing-wiosna-2016/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 15 Apr 2016 04:00:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Starty]]></category>
		<category><![CDATA[crossy]]></category>
		<category><![CDATA[nadystansie]]></category>
		<category><![CDATA[siła]]></category>
		<category><![CDATA[wieliszew]]></category>
		<category><![CDATA[zawody]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nadystansie.pl/?p=1505</guid>
		<description><![CDATA[O takich wydarzeniach jak to, na pewno warto pisać! Wieliszewski Crossing to impreza, która w szczególności przypadła nam do gustu. To cykl biegów rozgrywanych w czterech odsłonach: zimą, wiosną, latem i jesienią. Symbolem każdego z etapów jest specjalnie zaprojektowany, drewniany medal, który dedykowany jest dla poszczególnej pory roku. Wcale to jednak nie oznacza, że konieczny [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>O takich wydarzeniach jak to, na pewno warto pisać! <strong>Wieliszewski Crossing</strong> to impreza, która w szczególności przypadła nam do gustu. To cykl biegów rozgrywanych w czterech odsłonach: zimą, wiosną, latem i jesienią. Symbolem każdego z etapów jest specjalnie zaprojektowany, drewniany medal, który dedykowany jest dla poszczególnej pory roku. Wcale to jednak nie oznacza, że konieczny jest udział we wszystkich biegach, spokojnie można zapisać się na pojedynczy, wybrany przez siebie start. To nie tylko radocha dla biegaczy, ale też dla rowerzystów. Mało tego, dla tych którzy lubią prawdziwe wyzwania, jest również oddzielna klasyfikacja w Duathlonie, warunkiem jest oczywiście udział w obu, następujących po sobie konkurencjach. Jesteśmy pełni podziwu dla wszystkich tych osób, które pokonały trasę liczącą ok. 13,7 km zarówno na rowerze jak i biegiem – zwłaszcza, że na odpoczynek nie było zbyt dużo czasu.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_18.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1522" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_18.jpg" alt="wieliszew_18" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>To było prawdziwe crossowe bieganie po lesie!</strong> Zaledwie pierwszy kilometr z całej trasy oraz ostatni etap prowadził drogą asfaltową. Szczerze mówiąc to były odcinki, które najmniej przypadły nam do gustu, ale strategicznie miały one sens. Była szansa na rozciągnięcie się grupy tuż po starcie i możliwość szybkiego finiszu na wypłaszczonej, prostej drodze. Jedno jest pewne, trasa była równie piękna co wymagająca. Nie brakowało pofałdowanych, wąskich ścieżek, stromych podbiegów, piachu i wystających korzeni. Trzeba jednak zaznaczyć, że trasa była oznaczona idealnie i nie dało się na niej zgubić. Dodatkowo niemal każdy wystający pieniek owinięty został taśmą ostrzegawczą, co z pewnością uchroniło zawodników przed kilkoma potknięciami.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_08.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1514" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_08.jpg" alt="wieliszew_08" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Zapisując się na start, nie do końca mieliśmy świadomość z czym się zmierzymy. Już na rozgrzewce zapaliła Nam się czerwona lampka, kiedy mieliśmy okazję wbiec na chwilę do lasu! Po truchcie nie mieliśmy już żadnych wątpliwości co do wyboru obuwia i oczywiście padło na buty crossowe z agresywnym bieżnikiem. Adi przyznał, że poziom trudności edycji wiosennej był zdecydowanie większy od tej, która odbyła się zimą.</p>
<p><strong>Aga</strong></p>
<p>Przyznam, że trochę się przeraziłam, kiedy uświadomiłam sobie co tak naprawdę mnie czeka. Pierwsze skojarzenie jakie mi się nasunęło to Falenickie wydmy + 3,7 km ekstra! Postanowiłam przyjąć strategię Adiego, i poświęcić pierwszy kilometr biegu po asfalcie na wypracowanie sobie dobrej pozycji. Co prawda nie znałam profilu całej trasy, wiedziałam jednak, że kiedy znajdziemy się już w lesie czeka nas bieg bardzo wąską ścieżką, bez możliwości wyprzedzania. Teraz wiem, że taki manewr się opłacał.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_15.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1517" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_15.jpg" alt="wieliszew_15" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Od samego początku towarzyszyli mi jedynie mężczyźni. Cieszę się, że w ogóle ktoś tam był! Czołówka mocno mi odbiegła, a ja bałam się, że samotny bieg będzie mało efektywny. Rywalizacja jest jednak bardzo ważna, a obecność innych biegaczy mobilizuje do walki. Nie wiem co działo się za mną, bo ani razu się nie odwróciłam. Słyszałam, jedynie oddech biegacza, który większość dystansu wiózł się na moich plecach. Tak naprawdę to powinnam mu podziękować, bo jego obecność nadawała mi rytm.</p>
<p>Przez cały bieg ani razu nie skontrolowałam czasu i nie sprawdzałam na którym kilometrze aktualnie się znajduję. Zegarek piszczał co jakiś czas, a ja byłam zaskoczona, że trasa mija tak szybko! Wszystko za sprawą urokliwego lasu! Postanowiłam, że jedynym wyznacznikiem będzie moje samopoczucie, bo trzymanie się konkretnego tempa było dla mnie właściwie niemożliwe. Takie założenia mogę robić na płaskich, asfaltowych trasach, ale na górkach po prostu nie potrafię.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_05.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1513" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_05.jpg" alt="wieliszew_05" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Starałam się wykorzystać wszystkie zbiegi do nadrobienia straconego czasu na podbiegach. Taką samą zasadę zastosowałam, na każdym wypłaszczeniu. Nie zawsze jednak mogłam dać z siebie tyle ile chciałam, hamował mnie piach albo koleiny, które uniemożliwiały mi wyprzedzanie. Kiedy udawało mi się dojść innego biegacza, łapałam się na tym, że zwalniam. Wtedy wiedziałam, że im szybciej zabiorę się za wyprzedzanie tym lepiej.</p>
<p>Zbawienny okazał się punkt z wodą na 8km, co prawda początkowo nie zamierzałam z niego korzystać, jednak w ostatniej chwili chwyciłam za kubeczek. Tradycyjnie połowę zawartości wylałam na ziemię, napiłam się dosłownie odrobinę, a reszta płynu niefortunnie powędrowała na moją nogę.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_10.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1515" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_10.jpg" alt="wieliszew_10" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Kiedy znalazłam się już na asfalcie zrobiło się jakoś nudno. Poza tym okazało się że moje speed crossy w ogóle się nie odnajdują na takiej nawierzchni. Miałam wrażenie, że tłukę całą stopą o podłoże. O dziwo, pobiegłam szybciej niż mi się początkowo wydawało. Kiedy z naprzeciwka pojawił się Adi, wiedziałam że meta jest już w zasięgu ręki. A prawdziwego POWERA dodał mi ogromny doping zgromadzonych kibiców. Na kilka metrów przed metą spiker zmobilizował publikę do gromkich okrzyków! Czad! Ja poproszę takich momentów więcej i więcej! Uśmiech sam cisnął się na twarz, a zmęczenie nie miało w tym momencie w ogóle żadnego znaczenia. Czyżby to był kolejny dowód, zaraz po Falenicy, że crossy to mój nowy żywioł!?</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_17.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1521" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_17.jpg" alt="wieliszew_17" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Adi</strong></p>
<p>W moim wykonaniu to już druga edycja biegu w Wieliszewie. Zimowa wersja trasy była łagodniejsza, ale mi dużo bardziej spodobała się prawie 14 kilometrowa trasa, którą pokonaliśmy w minioną niedzielę. W trakcie biegu przypominały mi się chwile z dzieciństwa jak razem z kolegami z podwórka ganialiśmy po sopockim lesie.</p>
<p>Przed biegiem zaproponowałem Agnieszce, żebyśmy rozgrzewkę zrobili po trasie biegu, żeby zobaczyć jak wyglądają jej pierwsze kilometry. Tam gdzie kończył się asfalt, zaczynała się wąska, kręta ścieżka, która przez następny kilometr prowadziła stopniowo w górę. Wtedy też powiedziałem, że chociaż to nie do końca rozsądne, to warto pierwszy kilometr po asfalcie pobiec na tyle szybko, żeby na wejściu do lasu mieć dobrą pozycję, bo przez następne dwa, trzy kilometry może być ciężko z wyprzedzaniem.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_09.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1519" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_09.jpg" alt="wieliszew_09" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Na starcie ustawiliśmy się w drugiej linii tuż za znajomymi z Truchtu Tarchomin. W oczekiwaniu na gwizdek, zastanawiałem się jeszcze jak zacząć? Czy wyrwać do przodu, czy jednak zacząć spokojniej? Czy mam szansę załapać się do pierwszej dwudziestki, a może dziesiątki? Na pytanie jak biegnę, odpowiedziałem, że tak, żeby nie złapać kontuzji &#8211; bo to ostatnia rzecz jakiej bym potrzebował na dwa tygodnie przed docelowym wiosennym startem.</p>
<p>Ruszyliśmy. Adrenalina zrobiła swoje i w ciągu kilkunastu sekund znalazłem się w czołówce biegu. Zegarek pokazał tempo 3:20/km &#8211; powiedziałem wtedy sobie: „Adi! Opanuj emocje! Biegniesz za szybko”. Odbiegłem na bok i dałem siebie wyprzedzić przez kilkoro biegaczy, wyliczając ilu jest przede mną. Kiedy zaczęliśmy zbliżać się do lasu, ponownie przyspieszyłem. Andrzej z TTT powiedział, że uprawiam jakieś interwały. Faktycznie z boku mogło to tak wyglądać.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_11.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1516" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_11.jpg" alt="wieliszew_11" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Do lasu wbiegłem, chyba jako dziesiąty. Ponieważ nie wiedziałem czego mam się spodziewać, biegłem z pewnym zapasem, starając się utrzymać tempo biegu w okolicach 4:00/km. Na podbiegach zwalniałem i skracałem krok, żeby jak najmniej zmęczyć nogi. Natomiast na zbiegach „puszczałem się” jak dziki, pilnując tylko, żeby stopy lądowały bezpiecznie. Te ciągłe wzniesienia i zakręty nieźle wchodziły w czwórki. Ja jednak nie odpuszczałem i powoli zbliżałem się do kolejnych rywali. Punkt z wodą minąłem jako piąty, a chwilę później podjąłem skuteczną próbę wyprzedzenia kolejnego biegacza. Przyznam, że na chwilę pojawiła mi się w głowie myśl, żeby powalczyć o trzecie miejsce.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_04.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1512" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_04.jpg" alt="wieliszew_04" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Zbliżał się 11 kilometr. Dwóch pierwszych zawodników było całkowicie poza zasięgiem, natomiast trzeci biegł ok. 50m przede mną. Przyspieszyłem, ale On również przyspieszył, pewnie zorientował się, że próbuję go dogonić. Po wybiegnięciu z lasu na asfalt pogodziłem się faktem ukończenia biegu na 4-tej pozycji. Pomimo dużych chęci i przyspieszenia do 3:40/km widziałem jak dzielący nas dystans tylko się zwiększa. Pozostałą energię wykorzystałem na mocną końcówkę. Tak przycisnąłem, że ledwo zmieściłem się na ostatnim zakręcie przed metą &#8211; tytułowe zdjęcie jest najlepszym zdjęciem z finiszu, jakie do tej pory mi zrobiono.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_03.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1511" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_03.jpg" alt="wieliszew_03" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Stojąc na starcie nie spodziewałem się takiego rozwoju sytuacji &#8211; 4. miejsce w klasyfikacji open i 3. miejsce w kategorii M31-40 (to już druga taka statuetka &#8211; w edycji zimowej też wywalczyłem 3. miejsce w kategorii wiekowej). Coraz bardziej podobają mi się przełaje i jeżeli nic Nam nie wypadnie po drodze, to z przyjemnością pojawimy się na letniej edycji Wieliszewskiego Crossingu.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_02.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1510" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wieliszew_02.jpg" alt="wieliszew_02" width="821" height="500" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/wieliszewski-crossing-wiosna-2016/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1116</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Samsung Irena Women`s Run [wideo]</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/samsung-irena-womens-run-wideo/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/samsung-irena-womens-run-wideo/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Dec 2015 19:25:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Starty]]></category>
		<category><![CDATA[Wideo]]></category>
		<category><![CDATA[10km]]></category>
		<category><![CDATA[nadystansie]]></category>
		<category><![CDATA[samsung]]></category>
		<category><![CDATA[start]]></category>
		<category><![CDATA[zawody]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nadystansie.pl/?p=1275</guid>
		<description><![CDATA[&#160;]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<div  class='avia-video avia-video-16-9  '  itemprop="video" itemtype="https://schema.org/VideoObject" ><div class='avia-iframe-wrap'><iframe width="1500" height="844" src="https://www.youtube.com/embed/hloJ5uTQvaM?feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></div></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/samsung-irena-womens-run-wideo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1186</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dycha dyszce nie równa, czyli jak biega się w Serocku</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/dycha-dyszce-nie-rowna-czyli-jak-biega-sie-w-serocku/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/dycha-dyszce-nie-rowna-czyli-jak-biega-sie-w-serocku/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 30 Oct 2015 07:00:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Starty]]></category>
		<category><![CDATA[10km]]></category>
		<category><![CDATA[1miejsce]]></category>
		<category><![CDATA[dycha]]></category>
		<category><![CDATA[nadystansie]]></category>
		<category><![CDATA[podbiegi]]></category>
		<category><![CDATA[podium]]></category>
		<category><![CDATA[serock]]></category>
		<category><![CDATA[zawody]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nadystansie.pl/?p=1135</guid>
		<description><![CDATA[Bieg Niepodległości w Serocku na dystansie 10 km, to idealna impreza dla osób które lubią biegać w okolicach Warszawy, bez potrzeby podróżowania przez pół Polski. To impreza, która (ku naszemu zaskoczeniu) zaskarbiła sobie zaufanie wielu biegaczy na stałe. Mimo wyczerpania pakietów na kilka dni przed wydarzeniem, zainteresowanie biegiem było na tyle duże, że biegacze jeszcze [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Bieg Niepodległości w Serocku na dystansie 10 km, to idealna impreza dla osób które lubią biegać w okolicach Warszawy, bez potrzeby podróżowania przez pół Polski. To impreza, która (ku naszemu zaskoczeniu) zaskarbiła sobie zaufanie wielu biegaczy na stałe. Mimo wyczerpania pakietów na kilka dni przed wydarzeniem, zainteresowanie biegiem było na tyle duże, że biegacze jeszcze w dniu zawodów mieli nadzieję na to, że jednak będą mogli wziąć udział w biegu. Wiele osób chętnie wraca tu co roku. My w Serocku zaliczyliśmy nasz debiut.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/10/serocki_02.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1138" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/10/serocki_02.jpg" alt="serocki_02" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Start biegu głównego zaplanowany był na godzinę 14, razem z biegiem towarzyszącym na 5 km. Szczerze mówiąc chyba do końca nie mieliśmy świadomości, że Serock jest aż tak blisko! Na miejsce dotarliśmy z dużym zapasem czasu, myślę nawet że zbyt dużym. Mimo tego, na samym rynku, czyli w miejscu gdzie usytuowany był start, biuro zawodów, oraz przewidziany posiłek regeneracyjny było już dość tłumnie. Dzieci, rodzice i osoby towarzyszące z niecierpliwością czekały na swój start.</p>
<p>Po odebraniu pakietu, mieliśmy grubo ponad godzinę do naszego biegu. Z racji dość chłodnej aury, nie pozostało nam nic innego jak koczowanie w samochodzie. Trochę szkoda, że dopiero po biegu zorientowałam się, że ten czas mogliśmy spokojnie spędzić w ratuszu. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Mieliśmy idealny punkt obserwacyjny na to co dzieje się dookoła. Spotkaliśmy wielu znajomych, z którymi mogliśmy zamienić kilka słów.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/10/serocki_03.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1139" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/10/serocki_03.jpg" alt="serocki_03" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Tak naprawdę do końca nie mogliśmy zdecydować się w czym pobiec. Było dość chłodno, dlatego jeszcze przed rozgrzewką, opcja biegania „na krótko” nie wchodziła w rachubę. Z minuty na minutę, robiło się jednak coraz przyjemniej. Z doświadczenia wiedzieliśmy, że szybkie tempo biegu i towarzyszące emocje z pewnością nie pozwolą nam zmarznąć. Ostatecznie nasz dylemat rozwiązały rękawki i opaski kompresyjne na nogi.</p>
<p>Trzeba przyznać, że Serocka dyszka jest dość specyficzna, a ukształtowanie trasy bardzo wymagające. Ten start miał być przede wszystkim przetarciem, przed dychą zaplanowaną na 11-tego listopada w Warszawie. Uzyskany wynik miał zweryfikować na ile jesteśmy silni. Co istotne podczas tego biegu liczyła się nie tylko szybkość ale również siła biegowa, którą wypracowaliśmy jeszcze przed maratonem.</p>
<p>Rzeczą oczywistą było, że każde z Nas miało biec w swoim tempie, na miarę swoich możliwości. No prawie, bo ja pierwsze 3 km pilnowałam się kurczowo naszego trenera, potem odrobinę przyśpieszyłam, ale tak naprawdę cały czas czułam jego oddech na plecach. Wiedziałam, że jest w pobliżu i to napędzało mnie do przodu. Adi początkowo był w zasięgu naszego wzroku, a po nawrotce mogliśmy nawet przybić sobie piątkę! A no właśnie mogliśmy…, ale ja gapa nie trafiłam w jego dłoń.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/10/serocki_04.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1140" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/10/serocki_04.jpg" alt="serocki_04" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Na starcie ustawiliśmy się w pierwszej linii. Na początku zapowiadało się bardzo przyjemnie, śmiało mogliśmy rozpędzić się biegnąc z górki. Trzeba było jednak podejść do tej prędkości bardzo rozważnie, tak aby odpowiednio rozłożyć siły na całym dystansie.Bez względu na łatwość biegu, nie mogliśmy dopuścić do zakwaszenia mięśni już na tym etapie. Po tym odcinku rozpoczął się bieg po płaskim chodniku wzdłuż rzeki Narew, gdzie wyjątkowo odczuwalny był wiatr. Kolejnym etapem był wbieg po schodkach. Mimo zaledwie kilkunastu stopni do pokonania, rytm biegu został nieco zaburzony. Przy nawrotce w okolicach 2700 metra spokojnie można było podejrzeć kto biegnie jeszcze za nami. Jednak zachwyt pozostałymi biegaczami nie trwał zbyt długo, bo wszyscy kolejno stawali w obliczu prawdziwego wyzwania, jakim był wymagający, dość stromy, 600 metrowy podbieg. Tu wielu biegaczy przechodziło do marszu, szczególnie przy drugiej pętelce. Dobiegając do głównej ulicy znów zrobiło się w miarę przyjemnie, trzeba było jednak na nowo złapać odpowiedni rytm biegu i uspokoić oddech.</p>
<p>Od wspomnianego podbiegu, w zasięgu mojego wzroku pojawiła się znajoma mi Weronika – wiedziałam, że biegnie na dystansie 5 km. Pomyślałam sobie nawet, że niezła z niej szczęściara bo mnie lada chwila czeka powtórka z rozrywki i kolejny raz będę musiała zmierzyć się z tą trasą. Dystans między nami trochę się zmniejszał, ale bałam się przyśpieszyć wiedząc, że czeka mnie jeszcze kolejne 5km… Przebiegając przez matę okazało się, że z pewnością mogłam być drugą kobietą na dystansie 5 km, a jednocześnie już wtedy byłam pierwsza na dystansie 10km.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/10/serocki_05.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1141" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/10/serocki_05.jpg" alt="serocki_05" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Byłam mega szczęściarą, bo na całej trasie mogłam liczyć na wsparcie nie tylko znajomych, ale również doping innych biegaczy, których mijałam. Kiedy pojawiłam się w okolicy mety, uśmiechnęłam się sama do siebie na widok Adriana, który w pośpiechu szamotał się przy samochodzie aparatem. Domyśliłam się, że zależało mu na uwiecznieniu mojego finiszu, niestety nie udało się – byłam zbyt szybka.</p>
<p>Dobrze, że jeszcze przed całym wydarzeniem nie analizowaliśmy zbytnio trasy, bo inaczej moglibyśmy niepotrzebnie się stresować. Adi wyrównał swój rekord życiowy z płaskiej trasy &#8211; 38:29, co daje ogromną szansę na dobry wynik w nieco lepszych warunkach, a ja nabiegałam przyzwoity wynik &#8211; 40:23 z czego jestem bardzo zadowolona!</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/10/serocki_06.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1142" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/10/serocki_06.jpg" alt="serocki_06" width="821" height="500" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/dycha-dyszce-nie-rowna-czyli-jak-biega-sie-w-serocku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1281</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>4. kobieta w Wings For Life</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/4-kobieta-w-wings-for-life/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/4-kobieta-w-wings-for-life/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 07 May 2015 16:20:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Starty]]></category>
		<category><![CDATA[bieganie]]></category>
		<category><![CDATA[poznan]]></category>
		<category><![CDATA[wings for life]]></category>
		<category><![CDATA[zawody]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.adirun.pl/?p=355</guid>
		<description><![CDATA[Wings for Live World Run było dla Nas bardzo wyjątkowym wydarzeniem sportowym. To bieg, poprzez który każdy uczestnik miał szansę podzielić się swoją pasją i jednocześnie wesprzeć cudowną inicjatywę fundacji Wings for Live. Wszystkie opłaty startowe w 100% przeznaczone zostały na badania dotyczące leczenia przerwanego rdzenia kręgowego. My w tym dniu poczuliśmy przede wszystkim radość [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Wings for Live World Run było dla Nas bardzo wyjątkowym wydarzeniem sportowym. To bieg, poprzez który każdy uczestnik miał szansę podzielić się swoją pasją i jednocześnie wesprzeć cudowną inicjatywę fundacji Wings for Live. Wszystkie opłaty startowe w 100% przeznaczone zostały na badania dotyczące leczenia przerwanego rdzenia kręgowego. My w tym dniu poczuliśmy przede wszystkim radość z biegania za tych którzy nie mogą! W tej globalnej imprezie mógł wziąć udział właściwie każdy, bez względu na stopień sprawności.</p>
<p><strong>W 35 lokalizacjach na świecie</strong>, w różnych krajach ale w tym samym czasie wystartował bieg, którego założeniem była ucieczka przed metą. To ile faktycznie dany biegacz pokonał kilometrów zależało tylko i wyłącznie od niego. Samochód pościgowy ruszył dokładnie po 30 minutach od startu. Następnie przyśpieszał i sukcesywnie doganiał kolejnych biegaczy.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis75_2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-941" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis75_2.jpg" alt="wpis75_2" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Było słonecznie, wietrznie i pod górkę!</strong> Przez całą trasę, na odcinku 35 km nie mieliśmy okazji do swobodnego zbiegu. Nachylenie podłoża w połączeniu z biegiem pod wiatr było bardzo wymagające. Słoneczna pogoda z pewnością nie jest wymarzona dla długodystansowca, ale na pewno taka aura sprzyjała doskonałej atmosferze zarówno przed startem jak i tuż po ukończeniu biegu dla każdego zawodnika oraz kibiców. I o to w tym wszystkim chodziło, każdy biegacz miał swój wkład w wyjątkowy projekt.</p>
<p><strong>Plan biegu był prosty &#8211; biegniemy razem!</strong> Do końca jednak nie wiedzieliśmy jak rozłożyć swoje siły i ile chcemy faktycznie pokonać kilometrów. Zależało nam jednak, żeby meta nie dogoniła Nas zbyt szybko! Z dużym optymizmem zaczęliśmy dość żwawym tempem 4:30/km. Dla Adiego ta prędkość była komfortowa, dla mnie tylko początkowo. Na 19 km przybiłam piątkę z Małyszem i pobiegliśmy dalej.</p>
<p><strong>W okolicach 24 km poczułam, że stopniowo zwalniam.</strong> W moim odczuciu Adi przyśpieszał, ale było to mylne wrażenie &#8211; po prostu trzymał stałe tempo. Momentami denerwowałam się, że nie jestem w stanie dotrzymać mu kroku. Z kilometra na kilometr czułam, że biegnę siłą woli. Każdy punkt odżywczy z wodą był niemal wybawieniem. Już dawno nie piłam tak zachłannie! Woda smakowała jak nigdy i była kluczowym elementem podczas biegu. Jeden kubek to mało, trzeba było brać od razu dwa. Wody musiało starczyć do ugaszenia pragnienia, oblania głowy i karku.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis75_3.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-942" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis75_3.jpg" alt="wpis75_3" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Skąd przy tym wszystkim Adi miał jeszcze siłę na doping?</strong> Nie wiem. Bo trzeba wspomnieć, że lubi mobilizować kibiców. Wystarczyło krzyknąć „brawo kibice!” i wtedy wszyscy budzili się z letargu, zaczynali klaskać i wspierać okrzykami wszystkich biegaczy. Dodatkowo widząc skierowaną w ich stronę kamerkę na wysięgniku, niemal jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki mogliśmy liczyć na wrzawę!</p>
<p><strong>Mimo stopniowego opadania z sił dzielnie walczyłam ze swoimi słabościami.</strong> Miałam szczęście, bo Adi doskonale pełnił funkcje pacemarkera. Czasami starałam się uciec trochę na bok, wtedy łatwiej było mi odciąć się od otoczenia i skupić się na swoim rytmie. Ten rytm stale zaburzał nam jeden z „biegaczy”, który postanowił trzymać się Nas do samego końca! Tak naprawdę, oboje mieliśmy go delikatnie mówiąc po kokardki! Planowany bieg w duecie, zamienił się w trio. To nie było komfortowe zestawienie. Wspomniany „biegacz” tupał, sapał, dyszał i nie odstępował Nas na krok! My po wodę, on też. My zwalniamy, on też. Przyspieszamy, towarzysz również. Robimy sobie pamiątkowe zdjęcie „biegacz” w tle lub obok Nas… „A niech to…” myślę sobie. W końcu rzucam mrożące spojrzenie, ale gdzie tam – nic nie zrozumiał. Cóż staramy się być cierpliwi, skierować myśli na inne tory. „Biegacz” jednak przewiózł się za nami do samej mety… Pozdrawiamy „biegacza” i polecamy na przyszłość przyjęcie innej, mniej uciążliwej taktyki dla innych.</p>
<p><strong>Przed 30 km</strong>, nie miałam nic przeciwko, żeby meta już nas doścignęła. Kiedy usłyszałam klakson, pełna nadziei spojrzałam na Adiego. „Spokojnie mamy jeszcze trochę zapasu, biegniemy dalej&#8230;”. „Jak to dalej?, nie mów mi tak! Jaki zapas?! Ta wiadomość odcina mnie od energii…” Narzekam. Narzekałam nie tylko wtedy. Trochę fukam, klnę tylko w myślach. Adi mówi „że jest dobrze..” I tak biegniemy dalej. Mijamy jedną z kobiet, ktoś z kibiców krzyczy do mnie „biegnie 4. kobieta”. „I to mi wystarczy…” mówię do Adiego, a ten swoje dawaj, dawaj jeszcze trochę. Fakt trzeba było utrzymać tą pozycję.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis75_4.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-943" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis75_4.jpg" alt="wpis75_4" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Po przekroczeniu 34 km</strong>, wiemy że lada moment ten wyścig się skończy. Odwracam się i stwierdzam, że nic mnie to nie obchodzi, ale musimy dobiec do flagi z 35 kilometrem! W pierwszej kolejności doganiają nas rowerzyści, każą uciekać. Dopingują i mobilizują do walki. Atmosfera jest fantastyczna! Samochód pościgowy mamy już niemal za plecami. Emocje są ogromne, cieszymy się, skaczemy z radości! Słyszymy swoje nazwiska przez megafon. Organizatorzy dziękują za udział w biegu i gratulują rezultatu. Jest wspaniale! Sukces i ogromna satysfakcja! <strong>Czuliśmy się jak zwycięzcy <img src="http://s.w.org/images/core/emoji/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></strong></p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis75_6.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-945" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis75_6.jpg" alt="wpis75_6" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Na linię startu wróciliśmy bez problemu. Co kilka kilometrów na finiszujących zawodników czekały autobusy. Nas, podobnie jak wielu innych, kierowca zgarnął po drodze. Mięśnie były na tyle zbolałe, że oboje baliśmy się usiąść, żeby potem nie było problemu z wyjściem. Lekko nie było.</p>
<p>To był bieg, który na długo zapadnie nam w pamięci. Wzajemne wsparcie na trasie jest bezcenne. Poza tym sama formuła biegu oraz cel sprawił, że naprawdę było warto!</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis75_5.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-944" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis75_5.jpg" alt="wpis75_5" width="821" height="500" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/4-kobieta-w-wings-for-life/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>945</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mój rekordowy Półmaraton Warszawski</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/moj-rekordowy-polmaraton-warszawski/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/moj-rekordowy-polmaraton-warszawski/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Mar 2015 12:40:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Starty]]></category>
		<category><![CDATA[półmaraton]]></category>
		<category><![CDATA[półmaraton warszawski]]></category>
		<category><![CDATA[zawody]]></category>
		<category><![CDATA[życiówka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.adirun.pl/?p=339</guid>
		<description><![CDATA[To już 10. jubileuszowa edycja Półmaratonu Warszawskiego, która co roku cyklicznie odbywa się w stolicy. Ulicami miasta przebiegło niemal 13 tys. zawodników! To było niezwykłe biegowe święto, zwłaszcza że warunki atmosferyczne były idealne, trasa szybka, a organizacja bez zarzutu. Dla mnie ta impreza stała się bardzo wyjątkowa, zwłaszcza że udało mi się pobić swój dotychczasowy [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><strong>To już 10. jubileuszowa edycja Półmaratonu Warszawskiego</strong>, która co roku cyklicznie odbywa się w stolicy. Ulicami miasta przebiegło niemal 13 tys. zawodników! To było niezwykłe biegowe święto, zwłaszcza że warunki atmosferyczne były idealne, trasa szybka, a organizacja bez zarzutu.</p>
<p>Dla mnie ta impreza stała się bardzo wyjątkowa, zwłaszcza że <strong>udało mi się pobić swój dotychczasowy rekord na dystansie 21,097 km!</strong> Na sam start zdecydowałam się niemal w ostatniej chwili, dlatego przydzielono mi dość <strong>odległy numer startowy &#8211; 15686</strong>. Z tego też powodu przy odbiorze pakietu okazało się, że nie przysługuje mi koszulka techniczna. W ramach wpisowego dostałam jedynie zwykły, bawełniany T-shirt. No cóż, za gapowe płaci się dwa razy.</p>
<p><strong>Stres przed startowy!</strong></p>
<p>Ostatnie półtora miesiąca to przede wszystkim czas intensywnych treningów. Każda jednostka treningowa powoli szlifuje formę do startu docelowego jakim jest Vienna City Marathon. Poszczególne sesje treningowe były ogromnym wyzwaniem, powoli przyjdzie jednak czas na odpoczynek. Tymczasem jeszcze podczas dość mocnego akcentu treningowego we wtorek, poczułam lekkie rozładowanie baterii. Okres 4 dni &#8211; jaki dzielił mnie do startu w PMW, wydawał mi się niemal niemożliwy do pełnej regeneracji mięśni. Tu pojawiły się pierwsze obawy, czy rzeczywiście warto wystartować w niedzielę. Teraz wiem, że strach który mi towarzyszył przez te kilka dni był związany między innymi z rodzącymi się oczekiwaniami. Nie ukrywam, że takie były zarówno z mojej strony jak i znajomych. A mnie najwyraźniej w świecie mocno stresują spekulacje jaki to wynik powinnam osiągnąć. Lubię biegać na samopoczucie, a takie jak widać sprzyjało.</p>
<p>Dodatkowym elementem, który mnie niepokoił była wizja organizacji całej niedzielnej wyprawy samodzielnie! Dotychczas wspólnie z Adim analizowaliśmy co trzeba ze sobą zabrać, konsultowaliśmy jak się ubrać, co zjeść, o której wstać, wyjść z domu itd&#8230; Razem jest zdecydowanie raźniej i spokojniej. Tymczasem Adi już w piątek wyjechał do Gdańska, a ja w Warszawie zostałam sam na sam ze swoimi myślami, obawami i wysokim poziomem adrenaliny, który od soboty stopniowo się podnosił. Początkowo miałam nadzieję, że namówię kogoś chociażby do towarzystwa przed startem i wsparcia „logistycznego”, niestety nic z tego nie wyszło… Ale może to i dobrze! Okazało się, że nie taki diabeł straszny, zwłaszcza że w samym biegu brało udział mnóstwo znajomych biegaczy. Na każdym kroku pojawiała się znajoma twarz. Nawet wizja kilometrowej kolejki do depozytu okazała się fikcją, wszystko zorganizowane było tak, że swobodnie można było oddać zbędne rzeczy na kilka minut przed startem.</p>
<div id="attachment_900" style="width: 831px" class="wp-caption aligncenter"><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis67_3.jpg"><img class="size-full wp-image-900" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis67_3.jpg" alt="fot: MaratonyPolskie.pl" width="821" height="500" /></a><p class="wp-caption-text">fot: MaratonyPolskie.pl</p></div>
<p><strong>W kupie raźniej!</strong></p>
<p>Tuż po godzinie 9:00 wspólnie z grupą 12tri.pl spotkaliśmy się przy fontannie na pamiątkowe zdjęcie, potem popędziliśmy na rozgrzewkę. W pierwszym momencie pomyślałam, że do biegu przygotuję się już sama by móc skoncentrować się jedynie na starcie. Ostatecznie zostałam z całą grupą i to było zdecydowanie lepsze rozwiązanie, bo dzięki temu emocje trochę opadły.</p>
<p><strong>Tuż przed startem</strong></p>
<p>Mimo rewelacyjnej słonecznej pogody, w moim przypadku, doskonale sprawdziła się folia termiczna, którą mogłam okryć się tuż po zdjęciu dresów aż do momentu samego startu. W ten sposób do ostatnich minut przed biegiem utrzymałam ciepło. Krótkie spodenki i koszulka bez rękawków z pewnością nie sprzyjała tego dnia do niedzielnego spaceru <img src="http://s.w.org/images/core/emoji/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> Za to do biegania warunki atmosferyczne były po prostu wymarzone, temperatura bliska 10oC połączona ze słońcem dawała pełna swobodę podczas biegu. W moim wyposażeniu znalazły się również dwa żele, z czego wiedziałam, że jeden z nich na pewno zostanie wykorzystany. 10 minut przed startem, okazało się że moje „energetyczne wspomagacze” zostawiłam na trawie w okolicach pobliskich krzaków! Reakcja była natychmiastowa, bez namysłu popędziłam po swoją zgubę. Kiedy wróciłam na miejsce, okazało się, że do startu pozostały jedynie 2 minuty. Uf zdążyłam!</p>
<p><strong>Plan biegu, a jego realizacja w praktyce</strong></p>
<p>Plan biegu był następujący: początek miał być spokojny tak aby do 10 km utrzymać tempo 4:35 min/km, po przekroczeniu tego odcinka miałam wspomóc się żelem, a potem w miarę możliwości przyśpieszyć do tempa 4:30 min/km i tak aż do samej mety. Plan weryfikował się jednak na bieżąco. Wiedziałam jednak, że za radą trenera faktycznie nie opłaca się zacząć zbyt szybko! Już nie raz przejechałam się na takiej taktyce. Dlatego powtarzałam sobie jak mantrę „ nie przyśpieszaj, bo później zabraknie Ci sił, trzymaj tempo..” Nogi niosły same, trasa sprzyjała do szybkiego biegania, dlatego pozwoliłam sobie na małe odchylenie od założeń. Nie licząc wiaduktu w centrum, podbiegu na trasie Łazienkowskiej oraz wzniesienia tuż przed metą było niemal idealnie. Szczerze mówiąc przez cały dystans czułam się świetnie!</p>
<p>Kiedy przekroczyłam magiczne 10 km wiedziałam, że stać mnie na więcej, tu też nieco podkręciłam tempo. Po 15 km poczułam, że jestem już w domu, a kolejne kilometry mijały ja szalone. Chyba tak to już jest, że będąc w dobrej dyspozycji kolejne etapy trasy nie stanowią żadnej trudności. Kiedy wiedziałam, że do pokonania mam już tylko odcinek ok. 1km zaczęłam finiszować, na tyle szybko że jak się później okazało ostatni kilometr był najszybszy i to poniżej 4:00 min/km. Jednym słowem <strong>CZAD!! MOC!! OGROMNA euforia na linii mety</strong>, pierwszy dla mnie Półmaraton w Warszawie zakończyłam z nowym rekordem życiowym: <strong>1:32:59</strong>! A co tam, polały się nawet łzy, których nikt nie widział. Teraz wiem, że dla takich chwil warto włożyć ten ogrom wysiłku, a poświęcony czas na treningi nie jest straconym!</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis67_1.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-898" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2015/09/wpis67_1.jpg" alt="wpis67_1" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Jedyne czego żałuje to tego, że Adi był w tym dniu ponad 400 km ode mnie. Wiem jednak, że myślami był ze mną i mocno trzymał kciuki!</strong></p>
<p>Powiem krótko. Solidny, systematyczny i rozsądny trening z pewnością przynosi wymierne rezultaty. Nasz obecny trener powtarza, że każdy kilometr, akcent treningowy, poszczególna sesja kiedyś odda nam ten wysiłek na zawodach w postaci dobrego wyniku!</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/moj-rekordowy-polmaraton-warszawski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>989</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
