<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>NaDystansie.pl &#187; starty</title>
	<atom:link href="http://www.nadystansie.pl/tag/starty/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.nadystansie.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 15 Jan 2021 09:39:13 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	
	<item>
		<title>Trzy starty w trzy dni vs siarczysty mróz – Podsumowanie</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/trzy-starty-w-trzy-dni-vs-siarczysty-mroz-podsumowanie/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/trzy-starty-w-trzy-dni-vs-siarczysty-mroz-podsumowanie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 Jan 2017 06:00:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Starty]]></category>
		<category><![CDATA[citytrail]]></category>
		<category><![CDATA[cross]]></category>
		<category><![CDATA[falenica]]></category>
		<category><![CDATA[mroz]]></category>
		<category><![CDATA[nadystansie]]></category>
		<category><![CDATA[slider]]></category>
		<category><![CDATA[starty]]></category>
		<category><![CDATA[zima]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nadystansie.pl/?p=1954</guid>
		<description><![CDATA[Mróz, zimno, śnieg, ślisko, wietrznie, ale za to słonecznie!… W takich warunkach przyszło nam biegać w miniony weekend. Zima pełną gębą, więc i warunki atmosferyczne nie powinny dziwić. Nie mniej jednak, nie ma co ukrywać, że stosunkowo niskie temperatury na zewnątrz nie zachęcają zbytnio do wyjścia z domu. Tak sobie myślę, że mamy szczęście, bo [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Mróz, zimno, śnieg, ślisko, wietrznie, ale za to słonecznie!… W takich warunkach przyszło nam biegać w miniony weekend. Zima pełną gębą, więc i warunki atmosferyczne nie powinny dziwić. Nie mniej jednak, nie ma co ukrywać, że stosunkowo niskie temperatury na zewnątrz nie zachęcają zbytnio do wyjścia z domu. Tak sobie myślę, że mamy szczęście, bo gdyby nie nasze zamiłowanie do biegania i chyba też trochę uporu oraz motywacji, to nic by z tego nie wyszło.</p>
<p>Kiedy robisz to co naprawdę sprawia Ci radość, to oszroniona twarz oraz zamarznięte stopy i dłonie schodzą na dalszy plan. Choć przyjemnie nie jest! Zwłaszcza przez pierwsze 2-3 kilometry, zanim organizm nie rozgrzeje się na dobre.</p>
<p><strong>Na taką pogodę trzeba się odpowiednio przygotować!</strong><br />
<strong>Poniżej, nasze podstawowe triki:</strong></p>
<ul>
<li>ciepły posiłek lub chociaż herbata rano,</li>
<li>kilka warstw ubrań, które potem można ściągnąć,</li>
<li>bielizna termiczna,</li>
<li>warto zabrać ze sobą suche rzeczy na przebranie po biegu,</li>
<li>ciepłe rękawiczki i czapka,</li>
<li>porządna rozgrzewka przed biegiem, najlepiej być w ciągłym w ruchu!</li>
<li>tłusty krem na twarz &#8211; chroni przed wiatrem i mrozem,</li>
<li>termos z ciepłą herbatą po biegu &#8211; choć na każdym biegu organizatorzy zapewnili coś ciepłego do picia.</li>
</ul>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/01/weekend_06.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1962" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/01/weekend_06.jpg" alt="weekend_06" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Miniony weekend był dla Nas bardzo intensywny, wzięliśmy udział w trzech imprezach, w ciągu trzech dni! Bez spiny, ale na zasadzie sprawdzianu na co Nas stać na poszczególnych dystansach. Każdy bieg był inny, w zupełnie różnych miejscach, o różnym ukształtowaniu terenu, a jedyne co łączyło wszystkie imprezy to bardzo niska temperatura!</p>
<p><strong>Oto i one, czyli nasze starty</strong> <img src="http://www.nadystansie.pl/wp-includes/images/smilies/simple-smile.png" alt=":)" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p><strong>Piątek, 6 stycznia</strong><br />
<strong>10K Parking Relay</strong> czyli bieg sztafetowy 5x2km na parkingu podziemnym Centrum Handlowego Arkadia w Warszawie.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/01/weekend_02.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1958" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/01/weekend_02.jpg" alt="weekend_02" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Początkowo wydawało Nam się, że skoro będziemy biegali pod zadaszeniem to warunki do biegania będą niemal idealne. Nic bardziej mylnego, na parkingu temperatura powietrza była wyższa zaledwie o 3 stopnie! Do tego było bardzo wietrznie, a zimne powietrze momentami utrudniało swobodny oddech. W efekcie zamarzniętych kałuż na trasie można było wywinąć spektakularnego orła. Porządna rozgrzewka była niezbędna! Zdecydowaliśmy się na trucht po parkingu (w sumie ok. 4km), ale sporo osób robiła swój rozruch na poziomie sklepów przy komfortowych 20 stopniach. Byli też tacy, którzy popędzili na sponatnie.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/01/weekend_04.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1960" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/01/weekend_04.jpg" alt="weekend_04" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Każdy z uczestników sztafety miał do przebiegnięcia dystans 2km, na który składały się dwie pętelki. Ja biegłam na trzeciej, a Adi na piątej zmianie naszej drużyny mix „Biegam Na Tarchominie”. Nie mieliśmy żadnych oczekiwań ani założeń co do tego biegu. Zależało Nam jedynie na dobrym występie, w końcu nasz rezultat miał ogromny wpływ na wynik końcowy całej ekipy. Trudno było skupić myśli, w oczekiwaniu na swoja zmianę, zwłaszcza że każdy bezruch potęgował poczucie zimna! Na zmianę pilnowaliśmy swoich ubrań i staraliśmy się asekurować. Do tej pory w głowie nie mieści mi się jak można biegać w takich warunkach w krótkich spodenkach i koszulce bez rękawków – a tacy też byli!</p>
<p>O dziwo, trasa zarówno mi jak i Adiemu minęła w mgnieniu oka, to był dla Nas prawdziwy speed!</p>
<p><strong>Aga: 2km / 7:16</strong><br />
<strong> Adi: 2km / 6:44</strong></p>
<p>W ogólnej klasyfikacji uplasowaliśmy się na 22 miejscu, a w skład drużyny wchodzili kolejno: Łukasz M. (<a href="https://www.facebook.com/mejdejwbiegu/?fref=ts" target="_blank"><span style="text-decoration: underline;"><strong>Mejdej: Biegam bo Lubię</strong></span></a>), Roksana, Ja, Łukasz J., Adi).</p>
<p>Ps. Po ciastku i kawie – już na Tarchominie &#8211; pyknęliśmy sobie dodatkowe 5 km truchtu. Trzeba było dokończyć trening i rozbiegać szybkie 2km, zwłaszcza, że następny dzień zapowiadał się równie intensywnie.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/01/weekend_05.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1961" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/01/weekend_05.jpg" alt="weekend_05" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Sobota, 7 stycznia</strong><br />
<strong> I start w cyklu Biegów Górskich w Falenicy</strong></p>
<p>O tej imprezie pisaliśmy m.in. <span style="text-decoration: underline;"><strong><a href="http://www.nadystansie.pl/podsumowanie-falenicy-2016/" target="_blank">TU</a></strong></span>.</p>
<p>Bieganie po Falenickich wydmach to 21 albo jak niektórzy twierdzą 22 podbiegi – nie wiem, bo sama nigdy nie liczyłam, poza tym zawsze mylą mi się poszczególne górki i nigdy nie wiem, po którym zbiegu trzeba solidnie docisnąć do mety.</p>
<p>Tu już każdy biegał na własny rachunek, ale rozgrzewkę robiliśmy tradycyjnie razem.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/01/weekend_07.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1963" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/01/weekend_07.jpg" alt="weekend_07" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Po raz kolejny pojawił się problem ile warstw po tej rozgrzewce na sobie zostawić, biorąc pod uwagę -15 stopni? Temat nie jest łatwy bo po 4 km truchtu, mając na sobie kilka bluz, leginsy i spodnie dresowe, jest już całkiem przyzwoicie i nawet ciepło. Tyle, że tempo rozgrzewki nie odzwierciedla tego, co będzie działo się na trasie. I tak, metodą prób i błędów, trochę na wyczucie zostawiamy to co nie będzie Nam krępowało ruchów, ale pozwoli nie zamarznąć do kości podczas całego biegu. Kolejnym dylematem pozostają buty! Na falenickich wydmach świetnie sprawdzają się te z agresywnym bieżnikiem, zarówno po śniegu jak i po piachu. Nasze <strong>Reebok AllTerrain Super</strong> (o butach możecie poczytać <span style="text-decoration: underline;"><strong><a href="http://www.nadystansie.pl/reebok-all-terrain-super-szybka-startowka-na-crossy/" target="_blank">TU</a></strong></span>) dają sobie doskonale radę, ale są piekielnie zimne, jak na te warunki!</p>
<p>Oboje biegaliśmy na wyczucie, z tą różnicą, że ja ani razu nie zerkałam na zegarek, a Adi dokładnie kontrolował swój czas. Dzięki temu, po pierwszym okrążeniu wiedział, że utrzymanie tempa pozwoli złamać mu 40min.! Ja lubię obierać sobie ruchome cele, to inni motywują mnie to walki.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/01/weekend_08.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1964" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/01/weekend_08.jpg" alt="weekend_08" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Trasa momentami była śliska, cała ośnieżona &#8211; miejscami z ubitym śniegiem. Szczególną ostrożność trzeba było zachować na zbiegach, ale tu mamy już pewne doświadczenie i znacznie większą śmiałość do przyśpieszania, a nie hamowania w obawie przed wywrotką.</p>
<p>Adi biegł w czołówce stawki i już od samego początku wywalczył sobie dobrą pozycję. Dla mnie był to trudny bieg z uwagi na trudności przy wyprzedzaniu. Sił wyjątkowo mi nie brakowało, tyle że często musiałam dostosować się do tempa biegaczy przede mną, a nie chciałam tracić energii na przepychankę po niewydeptanym śniegu. Panowie, dajcie się czasem wyprzedzić kobiecie! <img src="http://www.nadystansie.pl/wp-includes/images/smilies/simple-smile.png" alt=":)" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>To był bardzo dobry bieg, idealne rozpoczęcie całego cyklu.</p>
<p><strong>Adi: 39:12 / 8 miejsce open</strong><br />
<strong> Aga: 42:29 / I kobieta, 26 miejsce open</strong></p>
<p>Ps. Mimo rozgrzewki ręce na nowo rozgrzały mi się dopiero po ok. 3km.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/01/weekend_09.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1965" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/01/weekend_09.jpg" alt="weekend_09" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Niedziela, 8 stycznia</strong><br />
<strong>City Trial – IV runda w Warszawie</strong></p>
<p>Oj, po dwóch dniach wojaży, rano tak bardzo Nam się nie chciało wstać. Dużym plusem jest jednak bliska lokalizacja samego biegu. Park Młociński oddalony jest zaledwie 10 min. jazdy samochodem od naszego miejsca zamieszkania. Co nie zmienia faktu, że czasami udaje Nam się dotrzeć na linie startu w ostatniej chwili.</p>
<p>Tym razem wszystko poszło według planu. Była porządna rozgrzewka przed biegiem, w sumie ok. 4km i ćwiczenia dogrzewające. Warunek podczas takiej pogody jest jeden, trzeba być w ciągłym ruchu. Z uwagi na oddalony start (ok. 1km) od miejsc parkingowych, dresy i wszystko co zbędne, trzeba zdjąć jakieś 10-15 min. przed rozpoczęciem rywalizacji. My zawsze staramy się wpleść ten odcinek do swojego planu rozgrzewkowego, z reguły są to 100, 200 lub 300 metrowe przebieżki.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/01/cityTrail_08_01.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1972" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/01/cityTrail_08_01.jpg" alt="citytrail_08_01" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Mimo startu w sztafecie i mocnym biegu w Falenicy, podczas <span style="text-decoration: underline;"><strong><a href="http://citytrail.pl/" target="_blank">City Trail&#8217;u</a></strong></span> była MOC! Nie spodziewaliśmy się, aż tak dobrej dyspozycji. Od początku nogi same narzucały tempo, naszym zadaniem było jednak zachowanie czujności, żeby ten rytm utrzymać do samego końca. Adi planował swój pierwszy kilometr w granicach 3:50/km, tymczasem wyszło 3:41/km i nie zamierzał już zwalniać! U mnie było podobnie, zaczęłam swoja piątkę znacznie szybciej niż zazwyczaj i głupio było by odpuścić. Trochę mi się pofarciło, bo na trasie spotkałam kolegę i to On był moją dodatkową motywacją. Momentami było dość ślisko, ale i w tym przypadku idealnie sprawdziły się buty z agresywnym bieżnikiem.</p>
<p>Kolejny udany start w ten weekend w mroźnej i wymagającej aurze.</p>
<p><strong>Aga: 5km / 19:36</strong><br />
<strong> Adi: 5km / 18:12</strong></p>
<p>Po samym biegu ucięliśmy sobie jeszcze 5km w baaaardzo spokojnym tempie. Polecamy wszystkim, taki trucht to jak balsam na zmęczone mięśnie. Poza tym na drugi dzień łatwiej będzie Wam wstać z łóżka i sami sobie podziękujecie <img src="http://www.nadystansie.pl/wp-includes/images/smilies/simple-smile.png" alt=":)" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Teraz pytanie czy warto złościć się na zimę, jak biega się tak dobrze? Na pewno lepiej niż latem w upale, ale cała otoczka, która wiąże się z ubieraniem, przebieraniem, marznącymi kończynami, ostrym powietrzem i solidną rozgrzewką nie zachęca. No nie i już!</p>
<p><strong>Wiosno! Lato! Tęsknimy i czekamy na powrót</strong> <img src="http://www.nadystansie.pl/wp-includes/images/smilies/simple-smile.png" alt=":)" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1959" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2017/01/weekend_03.jpg" alt="weekend_03" width="821" height="500" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/trzy-starty-w-trzy-dni-vs-siarczysty-mroz-podsumowanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>883</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bieganie na zawodach w okresie przygotowawczym, czy to ma sens?</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/bieganie-na-zawodach-w-okresie-przygotowawczym-czy-to-ma-sens/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/bieganie-na-zawodach-w-okresie-przygotowawczym-czy-to-ma-sens/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Dec 2016 07:58:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Treningi]]></category>
		<category><![CDATA[citytrail]]></category>
		<category><![CDATA[nadystansie]]></category>
		<category><![CDATA[slider]]></category>
		<category><![CDATA[starty]]></category>
		<category><![CDATA[trening]]></category>
		<category><![CDATA[zawody]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nadystansie.pl/?p=1920</guid>
		<description><![CDATA[Na początku trzeba sobie odpowiedzieć na jedno bardzo ważne pytanie. Co to w ogóle jest okres przygotowawczy i czy wiemy co pod tym hasłem tak naprawdę się kryje. To z pewnością nie jest tylko przezimowanie i bieganie w nieco gorszych warunkach niż zwykle. Dla Nas to ciężka harówka, która zbliża Nas do postawionego wcześniej konkretnego [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Na początku trzeba sobie odpowiedzieć na jedno bardzo ważne pytanie. <strong>Co to w ogóle jest okres przygotowawczy</strong> i czy wiemy co pod tym hasłem tak naprawdę się kryje. To z pewnością nie jest tylko przezimowanie i bieganie w nieco gorszych warunkach niż zwykle. Dla Nas to ciężka harówka, która zbliża Nas do postawionego wcześniej konkretnego celu. Obciążenia treningowe stopniowo zwiększają się, a my skupiamy się głownie na budowaniu tzw. bazy, siły biegowej i wytrzymałości specjalnej.</p>
<p>Nie oszukujmy się, bez odpowiedniego przygotowania i planu działania nie możemy mówić ani o okresie przygotowawczym, ani o starcie docelowym, ani tym bardziej o roztrenowaniu, no bo niby po czym? Całoroczne bieganie od czasu do czasu, w jednostajnym tempie to według mnie kiepski trening. To bardzo dobry sposób na poprawę kondycji i samopoczucia, ale na pewno nie sposób na poprawę wyników na danym dystansie.</p>
<p>Mimo wysiłku jaki wkładamy codziennie w treningi, czasami zastanawiamy się czy faktycznie trenujemy tak na serio?! Bo tego, że nie biegamy tylko po to, żeby biegać jesteśmy pewni! Od razu podkreślamy, że w bieganiu dla samej idei, dobrego samopoczucia i sposobu spędzenia wolnego czasu nie ma nic złego. Wręcz przeciwnie, to się jak najbardziej chwali. Nie każdy biega za wynikiem.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/12/okres_03.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1930" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/12/okres_03.jpg" alt="okres_03" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>Często słyszy się opinie, że trenować powinno się w ciszy, a chwalić dopiero sukcesami.</strong> I jak tu wobec tego pogodzić to bieganie za kurtyną, którego nikt nie widzi i startem w biegu, po którym każdy zna Twój wynik i osiągnięty czas na danym dystansie?</p>
<p><strong>Wydaje Nam się, że podejście biegaczy amatorów do udziału w zorganizowanych biegach można podzielić na 3 grupy:</strong></p>
<ol>
<li>Osoby, które biegają tylko i wyłącznie dla przyjemności i traktują ten czas wyłącznie jako dobrą zabawę, a przy tym nie mają żadnego planu treningowego ani długoterminowego celu,</li>
<li>Osoby, które mają konkretny cel, ale ich plan treningowy nie przewiduje startów w innych zawodach, Ci biegacze trenują w ciszy i spokoju, bez ścigania się i porównywania wyników z innymi.</li>
<li>Osoby, które maja konkretny cel i wplatają do swojego planu udział w zawodach jako przemyślaną jednostkę treningową.</li>
</ol>
<p><strong>My należymy do trzeciej grupy, ale każdy udział w zawodach konsultujemy z trenerem i odpowiednio wplatamy w plan treningowy.</strong></p>
<ul>
<li>Jest to dla Nas idealna jednostka treningowa, np. cykl biegów górskich w Falenicy,</li>
<li>Udział w zawodach możemy potraktować jako sprawdzian, np. City Trail</li>
<li>Osiągnięty rezultat daje obraz na jakim etapie przygotowań aktualnie jesteśmy, na czym warto skupić się w kolejnych treningach,</li>
<li>Takie zawody są często naszymi krótkoterminowymi celami, które zbliżają Nas do startu docelowego,</li>
<li>Bieganie na zawodach mobilizuje do szybszego tempa, którego sami na treningu moglibyśmy nie utrzymać,</li>
<li>To idealny moment na naukę odpowiedniej taktyki podczas biegu, która najlepiej sprawdzi się w naszym przypadku na biegu docelowym,</li>
<li>Na zawodach uczymy się biegania w różnych warunkach atmosferycznych, nie przeczekamy przecież deszczu i nie przełożymy startu na kolejny dzień,</li>
<li>Udział w zawodach uczy Nas radzenia sobie ze stresem przedstartowym &#8211; choć podwyższony poziom adrenaliny chyba nigdy nie będzie do opanowania,</li>
<li>Nabieramy wprawy co do samej organizacji i przygotowań związanym przed startem, wiemy co i jak po kolei robić, żeby na samym starcie nie zarzucać sobie, że o czymś zapomnieliśmy,</li>
<li>Sprawdzamy w czym biega Nam się najlepiej, np. idealne buty, strój startowy &#8211; to z pewnością warto przetestować,</li>
<li>Testujemy kiedy nasz organizm jest najbardziej wydajny, czy warto zrobić lekki rozruch dzień przed startem czy może zupełnie odpuścić sobie trening,</li>
<li>Warto chyba też dodać, że lubimy rywalizację, która jednocześnie motywuje Nas do codziennych treningów.</li>
</ul>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/12/okres_02.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1929" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/12/okres_02.jpg" alt="okres_02" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Poza wyżej wymienionymi punktami, udział w zawodach daje Nam też mnóstwo pozytywnych emocji. Mamy szansę spotkać się ze znajomymi, wymienić poglądy dotyczące treningów, poznać niektórych biegaczy osobiście. Zbieramy nowe doświadczenia, odkrywamy nowe miejsca do biegania. Poniekąd też bawimy się sportem, ale zawsze ścigamy się na serio!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/bieganie-na-zawodach-w-okresie-przygotowawczym-czy-to-ma-sens/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1618</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>10. Polka w Orlen Warsaw Marathon</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/10-polka-w-orlen-warsaw-marathon/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/10-polka-w-orlen-warsaw-marathon/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 27 Apr 2016 04:00:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Starty]]></category>
		<category><![CDATA[maraton]]></category>
		<category><![CDATA[nadystansie]]></category>
		<category><![CDATA[owm]]></category>
		<category><![CDATA[slider]]></category>
		<category><![CDATA[starty]]></category>
		<category><![CDATA[życiówka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nadystansie.pl/?p=1559</guid>
		<description><![CDATA[Uf jak dobrze, że już jest po! Przyszedł moment, żeby podzielić się z Wami, trochę tym co działo się za kulisami tej imprezy i w jej trakcie.]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Uf jak dobrze, że już jest po! Przyszedł moment, żeby podzielić się z Wami, trochę tym co działo się za kulisami tej imprezy i w jej trakcie.</strong></p>
<p>Teraz z czystym sumieniem mogę się Wam przyznać jak bardzo bałam się startu w tym maratonie. Jak wielką był dla mnie niewiadomą, bo o ile wiedziałam, że włożyłam masę wysiłku w przygotowania, o tyle mój organizm ostatnimi czasy płatał mi psikusy. Do końca trudno było mi uwierzyć, że za chwilę stanę na linii startu. Strach był na tyle duży, że zamiast cieszyć się z biegu, przechodziły mnie myśli jak bardzo chciałabym być już za linią mety. Emocje jakie mi towarzyszyły były ogromne i nie ma się co dziwić bo poprzeczka jaką sobie stawiam ze startu na start jest coraz wyżej i wyżej. Poza tym ominął mnie udział w półmaratonie Warszawskim, do tego na tydzień przed maratonem zeszłam z trasy dychy w Raszynie i jak tu oszacować swoje możliwości?! Weź bądź mądry i sprawdź w jakiej byłam aktualnie formie, skoro ostatnio wszystko było na NIE?!</p>
<p>Momentami sama siebie miałam dosyć i głupio mi było już marudzić. Wolałam nie mówić nic.</p>
<p><strong>Bałam się, że będzie klapa.</strong></p>
<p>No właśnie, OWM zbliżał się wielkimi krokami, a ja ciągle nie czułam świeżości. Mało tego, na tydzień przed maratonem konieczna okazała się wizyta u fizjoterapeuty. Mój start w biegu przez chwilę stanął pod znakiem zapytania. Przechodziły mnie czarne myśli, bo skoro nie byłam w stanie zrealizować spokojnie treningu, to jak miałam przebiec 42,195 km? Jednego byłam pewna, jeśli dyskomfort związany z bólem w okolicach biodra, który usilnie zmienił mój krok biegowy a nawet całą postawę nasiliłby się, to było pewne, że odpuszczę! Teraz mając już dostęp do filmików z trasy, uświadomiłam sobie, że faktycznie biegnę przekrzywiona na bok.</p>
<p>Duże podziękowania należą się tu <span style="text-decoration: underline;"><a href="https://www.facebook.com/fizjomedin" target="_blank">Mateuszowi Idzikowskiemu</a></span>, który ponaciskał, ponakłuwał i dzięki temu było lepiej, przynajmniej przez kilka dni. Wszystko się tam tak pospinało, że trudno było się tego w 100% pozbyć. Dzień przed maratonem na chwilę poczułam ulgę, wiedziałam, że pobiegnę, a to czy dane będzie mi przekroczyć linię mety miało okazać się już na trasie.</p>
<p><strong>Ostatni tydzień przed startem.</strong></p>
<p>To był moment, w którym intensywność treningów była już naprawdę bardzo mała. Zapadła decyzja, że maraton pobiegniemy zupełnie wypoczęci i tak było. Na sobotnim rozruchu nogi zaczęły się swobodnie kręcić, ale w poprzednich dniach wcale nie czułam się komfortowo. Trochę też poeksperymentowaliśmy z dietą, gdzie przez pierwsze 3 dni ograniczyliśmy prawie zupełnie podaż węglowodanów w diecie, tak żeby w kolejnych dniach skupić się na ich ładowaniu – ale o naszej diecie przed maratonem będzie trochę więcej w oddzielnym wpisie. Teraz mogę tylko powiedzieć, że nie zaszkodziło! <img src="http://www.nadystansie.pl/wp-includes/images/smilies/simple-smile.png" alt=":)" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/orlen_aga_02.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1565" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/orlen_aga_02.jpg" alt="orlen_aga_02" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>W dniu startu.</strong></p>
<p>Start zaplanowany był na 8:45, co oznaczało pobudkę najpóźniej o 6:00! To była bardzo krótka noc, ale przed ważnym biegiem nie ma szansy na spokojny sen. Od rana powtarzałam sobie jak mantrę, że jeśli nie będzie padać i uda nam się nabiegać rekordy życiowe to ja wieczorem idę do kościoła – słowo się rzekło, wobec tego dotrzymałam umowy!</p>
<p>Z uwagi na to, że organizatorzy odgrażali się, że zamkną depozyty dokładnie o 8:10, zabrałam ze sobą na rozgrzewkę rzeczy, które z góry poświęciłam na straty. Dla mnie zdjęcie dresów i czekanie 35 min. w stroju startowym do rozpoczęcia biegu było niedopuszczalne! Umówmy się, w niedzielę było naprawdę zimno! Na sam bieg zostawiłam sobie jedynie cienką opaskę na głowę oraz rękawki, ale na 14 km już się ich pozbyłam. Na szczęście mogłam je oddać, a właściwie rzucić w pospiechu zaufanej osobie.</p>
<p>Kiedy znalazłam się w swojej strefie startowej przeszkadzało mi właściwie wszystko. Pas z żelami był za ciężki, buteleczka z vitargo lepka, a sznurówki związane za ciasno – mimo, że poprawiałam je co najmniej 5 razy! Moja strategia była bardzo prosta, pierwsze 5 km miało być wolniejsze, a dokładnie w tempie 4:25min/km, potem miałam przyśpieszyć do 4:20min/km i tak trzymać aż do mety. Jeszcze wtedy pod uwagę brałam możliwość przyśpieszenia na ostatnich 3-4km, ale to były moje ciche marzenia. W tegorocznym OWM mierzyłam na rezultat w okolicach 3h 4min -3h 3min, wiedziałam, że na złamanie 3h nie jestem jeszcze gotowa. Plany to jedno, a to co dzieje się już na trasie to drugie.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/orlen_aga_05.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1573" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/orlen_aga_05.jpg" alt="orlen_aga_05" width="821" height="500" /></a></p>
<p><strong>W biegu.</strong></p>
<p>Tradycyjnie podzieliłam sobie całą trasę na etapy, takie rozwiązanie działa bardzo pozytywnie na moją głowę. Używałam głównie słów: tylko, zaledwie, jedynie, piąteczka.. Wyglądało to mniej więcej tak:</p>
<ul>
<li>pierwsze 5km potraktowałam jako rozruch i spokojny bieg,</li>
<li>kolejnym celem było przekroczenie 10 kilometra i zjedzenie pierwszego żela energetycznego,</li>
<li>na 15 kilometrze wypatrywałam dopingujących znajomych &#8211; Magdę i Krystiana,</li>
<li>po przekroczeniu linii półmaratonu kontrolnie sprawdziłam czas i zaczęłam wspominać trasę z przed dwóch lat,</li>
<li>zaplanowałam, że na 25 kilometrze zjem drugiego żela i to był mój kolejny cel,</li>
<li>do 30 km utrzymywała mnie myśl, że kiedy pojawi się już trójka z przodu powoli będzie już z górki,</li>
<li>po przekroczeniu magicznej trzydziestki, pomyślałam sobie, że jak dorzucę zaledwie 5 km to spokojnie mogę sięgnąć po trzeciego żela,</li>
<li>po odhaczeniu 35km uświadomiłam sobie, że od mostu Świętokrzyskiego dzieli mnie zaledwie piąteczka,</li>
<li>kiedy mijałam oznaczenie z 40 kilometrem stadion wydawał się być już na wyciągniecie ręki, a ja nie zastanawiałam się ile jeszcze przede mną i ostatnie 2,195km potraktowałam jako ”finish”!</li>
</ul>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/orlen_aga_07.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1575" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/orlen_aga_07.jpg" alt="orlen_aga_07" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Do półmetka szło bardzo gładko, musiałam się wręcz pilnować, żeby nie biec za szybko. Zdążyłam się już zapoznać z dystansem maratońskim nie raz i wiedziałam, że mój błąd na początku biegu może mnie kosztować srogim rozczarowaniem w drugiej części rywalizacji. Od początku wszyscy straszyli silnym wiatrem w drugiej części dystansu i tak właśnie było. Wiatr był na tyle intensywny, że moje tempo znacząco spadło. Robiłam wszystko co w mojej mocy, żeby nie przekroczyć granicy powyżej 4:30min/km. O dziwo inni zawodnicy okazali większą słabość, a ja kolejno mijałam poszczególnych biegaczy. Dla mnie ogromną trudnością podczas całego maratonu był fakt, że znalazłam się w takiej luce, gdzie większą część dystansu biegłam samotnie. Ale uwaga!, im dalej w las, tym coraz więcej śmiałków słabło, a ja swobodnie biegłam swoje. Czułam się wtedy mocna, ale też i znużona długą prostą, niemalże bez kibiców pomiędzy 25 a 30km.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/orlen_aga_06.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1574" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/orlen_aga_06.jpg" alt="orlen_aga_06" width="821" height="500" /></a></p>
<p>Jak się okazało najwięcej czasu straciłam na odcinku, kiedy wybiegłam na Wisłostradę. Co prawda powoli się do tego mentalnie przygotowywałam, kiedy jeden z uczestników narzekał, że spiep**ył, a wspierający Go kolega na rowerze powtarzał: „ nie zatrzymuj się, na Wisłostradzie tak wieje, że nie możesz zostać sam!” O rety! – pomyślałam, znowu to samo! Nie było łatwo, ale wiedziałam, że nie mogę odpuścić.</p>
<p>Kiedy do mety został mi już tylko odcinek 2,195km spojrzałam na zegarek i uświadomiłam sobie, że teraz walczę o każdą sekundę mojej nowej życiówki. Te ostatnie 2 km pokonałam w tempie znacznie szybszym niż średnia z całego biegu. I tak, żeby nie wiem co to parłam do przodu. „Nie daruje!” I udało się! Po przekroczeniu linii METY poczułam niesamowitą radość i ulgę! <strong>Orlen Warsaw Maraton ukończyłam z czasem 3:05:44.</strong> Jeszcze długo po biegu, emocje mieszały się na zmianę z uśmiechem i łzami. Tak bardzo bałam się, że to będzie kompletna porażka. Teraz wiem, że na razie mam dosyć. Do tematu maratonu wrócę chyba dopiero za rok.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/orlen_aga_03.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1566" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/orlen_aga_03.jpg" alt="orlen_aga_03" width="821" height="500" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/10-polka-w-orlen-warsaw-marathon/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1050</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nasze maratońskie wpadki</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/nasze-maratonskie-wpadki/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/nasze-maratonskie-wpadki/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 22 Apr 2016 10:12:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Inne]]></category>
		<category><![CDATA[cracovia]]></category>
		<category><![CDATA[maraton]]></category>
		<category><![CDATA[nadystansie]]></category>
		<category><![CDATA[owm]]></category>
		<category><![CDATA[starty]]></category>
		<category><![CDATA[strategia]]></category>
		<category><![CDATA[wpadki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nadystansie.pl/?p=1542</guid>
		<description><![CDATA[Przed maratońskim dystansem biegacz zamienia się poniekąd w stratega. Liczyć się musi z wieloma zmiennymi...]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Już za moment, już za chwilę Orlen Warsaw Marathon!</strong><br />
Być może dla wielu z Was będzie to wyczekiwany debiut, dlatego oprócz przygotowania fizycznego warto dograć jak najwięcej szczegółów dotyczących całej otoczki związanej z tą imprezą. Jeśli ktoś z Was choć raz zmierzył się już z dystansem 42,195km, to istnieje szansa, że zdobyliście choć garść doświadczenia i kolejny start będzie już nieco bliższy do upragnionego ideału.</p>
<p>Podobno najlepiej człowiek uczy się na własnych błędach, ale czasem można ich uniknąć podglądając innych. Warto poszperać trochę w internecie albo po prostu popytać wśród znajomych i upewnić się na co powinniście zwrócić szczególną uwagę. Musicie być świadomi jak wiele pułapek na Was czyha. Najczęściej, zupełnie nieświadomie sami sprowadzamy na siebie niechybny koniec.</p>
<p><strong>Przed maratońskim dystansem biegacz zamienia się poniekąd w stratega.</strong> Liczyć się musi z wieloma zmiennymi, takimi jak np.: pogoda, samopoczucie, opóźniony start, zmiana ruchu drogowego, kolejki w depozycie i wiele, wiele innych.</p>
<p><strong>Specjalnie dla Was zebraliśmy (jak się okazało) całkiem sporo błędów, które popełniliśmy podczas naszych maratonów. Macie szczęście, bo jest duże prawdopodobieństwo, że Wy ustrzeżecie się od kilku uchybień.</strong></p>
<p><em><strong>Maraton Warszawski, 2012</strong></em></p>
<p><strong>Adi:</strong> To była kompletna porażka! Teraz, z perspektywy czasu, wiem że udział w maratonie bez jakiegokolwiek przygotowania nie ma sensu! Nawet 3 miesięczne tuptanie i pokonanie 25 kilometrowego odcinka nie daje zielonego światła, żeby pobiec w maratonie.</p>
<p><strong>Adi:</strong> Zupełnie nie dostosowałem stroju startowego do panującej pogody. Kategorycznym błędem okazały się za grube spodenki (rzecz jasna nie wełniane!) oraz termiczna, czarna koszulka. Mimo, że miała ona krótki rękaw, to jednak na tak długi wysiłek nie ma potrzeba zakładać nic ciepłego.</p>
<p><em><strong>Maraton Warszawski, 2013</strong></em></p>
<p><strong>Adi:</strong> Od początku tego maratonu zbagatelizowałem odżywianie, na trasę zabrałem ze sobą za mało żeli, zapomniałem również o odpowiednim nawodnieniu. Ostatecznie na 25km lekko mnie odcięło &#8211; musiałem doładować energię na punkcie odżywczym. Obecnie staram się korzystać z każdego punktu z wodą, choćby to miał być tylko mały łyk.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wpadki_03.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1545" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wpadki_03.jpg" alt="wpadki_03" width="821" height="500" /></a></p>
<p><em><strong>Orlen Warsaw Marathon, 2014</strong></em></p>
<p><strong>Aga:</strong> Na pierwszy maraton założyłam moje ulubione ale już mocno sfatygowane buty. Jak się domyślacie, skończyło się porządnymi odciskami. O ile na treningach moje asicsy spisywały się na medal, to już podczas tak długiego wysiłku kompletnie się nie sprawdziły! Stopy spuchły i nagle okazało się, że z kilometra na kilometr komfort biegu był coraz mniejszy.</p>
<p><strong>Aga:</strong> Podczas tego samego startu zdecydowałam się na zabranie ze sobą saszetki na żele, wybrany model okazał się jak traf kulą w płot. Niezależnie jak mocno ściągnięty był pas, podczas każdego kroku saszetka podskakiwała niemal pod same pachy! Uwierzcie, że taki szczegół może sporo namieszać!</p>
<p><strong>Aga:</strong> Przeceniłam swoje możliwości i pełna euforii wystartowałam niczym torpeda, a pierwszą część dystansu pobiegłam grubo poniżej 5min/km. Zbyt szybki początek, niedostosowany do poziomu mojego wytrenowania spowodował, że od 30km pamiętam niemal każdy krok! Na trasie ratowały mnie jedynie kubki zimnej wody, które potraktowałam jako sole trzeźwiące.</p>
<p><strong>Aga i Adi:</strong> O mały włos spóźnilibyśmy się na rozgrzewkę. Okazało się, że warto dokładnie sprawdzić jak w dniu startu został zmieniony ruch uliczny. My na pewniaka wjechaliśmy w drogę, która tego dnia była przeznaczona tylko i wyłącznie dla transportu miejskiego. W rezultacie zostaliśmy zatrzymani przez służby porządkowe. Na szczęście Panowie okazali swoje politowanie kiedy zobaczyli nas w strojach sportowych! Upiekło nam się!</p>
<p><strong>Aga:</strong> Przed biegiem ustawiłam sobie zakres tempa, w którym planowałam biec, zegarek miał mnie informować sygnałem dźwiękowym za każdym razem kiedy tempo biegu spadało lub było zbyt szybkie. W rezultacie mój garmin piszczał niemal cały czas! Dźwięk zegarka jeszcze na długo po biegu huczał mi w głowie, a irytacja podczas maratonu momentami sięgała zenitu!</p>
<p><em><strong>Cracovia Maraton, 2014</strong></em></p>
<p><strong>Adi:</strong> Na 37 km poniosła mnie fantazja, poczułem potworny głód i bez opamiętania napchałem się bananami i czekoladą do tego stopnia, że nie mogłem się ruszyć i czułem się jak bańka-wstańka. W sumie nie wyobrażam sobie w tej chwili w ogóle korzystać z takiego typu punktu odżywczego.</p>
<p><a href="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wpadki_02.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1544" src="http://www.nadystansie.pl/wp-content/uploads/2016/04/wpadki_02.jpg" alt="wpadki_02" width="821" height="500" /></a></p>
<p><em><strong>Maraton Warszawski, 2015</strong></em></p>
<p><strong>Aga:</strong> Zabrałam ze sobą buteleczkę z vitargo, która wydawała się bardzo poręczna, ale niestety miała standardową nakrętkę. Każda próba napicia się wymagała ode mnie ogromnej precyzji, inaczej cała zawartość wylądowała by na mojej koszulce, a w najgorszym wypadku w nosie!</p>
<p>Jak widać tendencja do popełniania błędów jest u nas coraz mniejsza, co oznacza że potrafimy wyciągać wnioski. Zdajemy sobie jednak sprawę, że o idealny start – o ile w ogóle taki istnieje &#8211; jest zadbać naprawdę bardzo trudno. Mimo tego, warto włożyć odrobinę wysiłku, żeby w tym dniu uniknąć jak najwięcej mankamentów. Bez względu na to, na jaki czas biegniecie pomyślcie o swoim komforcie, bo trzeba sobie uświadomić, że podczas 42,195km może naprawdę bardzo dużo się wydarzyć!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/nasze-maratonskie-wpadki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1018</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>3. okrążenia poniżej oczekwań podczas Biegu Raszyńskiego</title>
		<link>http://www.nadystansie.pl/3-okrazenia-ponizej-oczekwan-podczas-biegu-raszynskiego/</link>
		<comments>http://www.nadystansie.pl/3-okrazenia-ponizej-oczekwan-podczas-biegu-raszynskiego/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 19 Apr 2016 10:24:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[NaDystansie]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Starty]]></category>
		<category><![CDATA[10km]]></category>
		<category><![CDATA[nadystansie]]></category>
		<category><![CDATA[raszyn]]></category>
		<category><![CDATA[starty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nadystansie.pl/?p=1530</guid>
		<description><![CDATA[Może to nie najlepszy moment na pisanie takich rzeczy, ale muszę to wyrzucić z siebie jeszcze przed maratonem. Muszę oczyścić głowę, żeby zrobić miejsce na 42 kilometry myśli, które przez niecałe mam nadzieję trzy godziny będą mi towarzyszyły w najbliższą niedzielę. Wiem, że jestem przygotowany, wiem, że dobrze przepracowałem ostatnie miesiące, niejednokrotnie zostawiając mnóstwo sił [&#8230;]]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Może to nie najlepszy moment na pisanie takich rzeczy, ale muszę to wyrzucić z siebie jeszcze przed maratonem. Muszę oczyścić głowę, żeby zrobić miejsce na 42 kilometry myśli, które przez niecałe mam nadzieję trzy godziny będą mi towarzyszyły w najbliższą niedzielę.</p>
<p>Wiem, że jestem przygotowany, wiem, że dobrze przepracowałem ostatnie miesiące, niejednokrotnie zostawiając mnóstwo sił i potu na tartanie. Moja psycha nawet po nieudanym treningu, który np. skróciłem, bo opadłem z sił nadal dobrze funkcjonuje. Zeszłotygodniowy start w Wieliszewie dodał mi +100 pkt do mocy. Mięśniowo wszystko gra – tylko nie mogę zapominać o rolowaniu.</p>
<p><strong>Dlaczego więc tym razem poszło nie tak, jak sobie to zaplanowałem? Dlaczego tempo zamiast rosnąć, spadało z kilometra na kilometr? I w końcu, dlaczego zagotowałem się na trasie?</strong></p>
<p>To był mój drugi start w Biegu Raszyńskim. Poprzedni, dwa lata temu przyniósł mi nową życiówką na dystansie 10 km. Tym razem miało być podobnie. Wiedziałem, że trasa ma 3 okrążenia i mnóstwo zakrętów, ale to mnie nie odstraszyło. Dla mnie to nawet lepiej, bo każde kolejne okrążenie mógłbym poprawić technicznie i szybkościowo. Niestety tym razem nawet najlepsza strategia nie pomogłaby pobiec ze średnim tempem 3:40/km. Najprościej byłoby powiedzieć, że to nie był mój dzień, ale przecież przed biegiem czułem się dobrze. Nastawienie mega pozytywne. W głowie zaplanowany każdy odcinek trasy. Czasy poszczególnych kilometrów „wyryte” na pamięć! Gotowość 101%.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><a href="https://www.facebook.com/nadystansie/photos/a.630172120424824.1073741828.510074149101289/943998352375531/?type=3&amp;theater" target="_blank">Pod zdjęciem na FB z sobotniego rozruchu Aga napisała</a></span>: „Oby w Raszynie nie spadła ani kropelka” – no i nie spadła! Co więcej, słońce dało o sobie mocno znać, a temperatura wzrosła do ok. 16<sup>o</sup>C, choć odczuwalna była pewnie wyższa.</p>
<p>Już podczas rozgrzewki wiedziałem, że tego dnia będzie mi się ciężej biegło. Ja jestem z tych zimnolubnych i jak tylko robi się cieplej to cierpię. Wtedy żałowałem, że nie wziąłem ze sobą koszulki na ramiączkach i lżejszych spodenek. Następnym razem koniecznie muszę wziąć kilka wariantów ubioru.</p>
<p>Tuż przed startem ustawiłem się na początku stawki. Pierwszy kilometr według planu 3:44/km, myślę sobie – jest dobrze, oby tak dalej. Dwadzieścia kilka osób przede mną, jak dobrze pójdzie to kilkoro powinno mi się udać wyprzedzić. Po pierwszym okrążeniu zerkam na zegarek, czas: 12 min 30 s. Zaczynam odczuwać pierwsze oznaki zmęczenia. Przyspieszam, by na kolejnym okrążeniu urwać ok. 15s. Zaczyna mi zasychać w gardle. Gdzie jest ten cholerny wodopój. Czuję, że zwalniam, ale nie mam sił, żeby pchać nogi do przodu. O! jest woda – pół kubka na głowę, pół do ust.</p>
<p>Kibicie rozstawieni prawie na całej trasie, byli naprawdę dużym wsparciem. Kończę drugie okrążenie, a na zegarku zamiast urwanych kilkunastu sekund widzę sporą stratę. Jest mi strasznie gorąco. Już wiem, że nie będzie życiówki, ale nie odpuszczam, bo widzę, że innym też jest ciężko i zwalniają, więc jest szansa na wyprzedzenie ich. Ok. 8 km robi się gęsto i zaczyna się bieg slalomem pośród wolniejszych biegaczy, których dubluję. Przyspieszam, żeby chociaż ten ostatni kilometr był szybszy niż poprzednie sześć.</p>
<p>Na ostatnim zakręcie widzę Agnieszkę i coś mi nie gra, przecież ona powinna biec za mną. Czy coś się jej stało? Dlaczego zeszła z trasy? Jest mi wszystko jedno, czy wbiegnę na metę, czy na nią wejdę. To nie ma już znaczenia. Muszę szybko zapytać Agi co się stało. W pierwszej chwili byłem bardzo na nią zły za to co zrobiła. Teraz gdy już ochłonąłem, zrozumiałem, że tak naprawdę NIC się nie stało. Tak czasem bywa. To tylko sport. To tylko nasze hobby, z którego mamy czerpać radość.</p>
<p>Przez to wszystko całkowicie zapomniałem o swoim biegu i że tak naprawdę to zły powinienem być na siebie, bo to ja spaprałem bieg. W prawdzie na dyspozycję tego dnia mogło się złożyć kilka rzeczy, ale to ja nie wziąłem pod uwagę tego, że może być ciepło i nie zabrałem lżejszych ubrań. To ja nie dostosowałem prędkości na początku do warunków i być może to było powodem zagotowania się po pierwszym okrążeniu. Mam co analizować. Niefortunnie stało się to tuż przed maratonem i trochę siadło mi na psychice. Z drugiej jednak strony wiem, że jestem gotowy fizycznie i to daje mi wewnętrzny spokój.</p>
<p><strong>Trzymajcie kciuki w niedzielę!</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.nadystansie.pl/3-okrazenia-ponizej-oczekwan-podczas-biegu-raszynskiego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1062</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
